• facebook
  • rss
  • Jak ks. Kaczkowski uczył czułości

    am

    dodane 07.11.2017 23:42

    - Ks. Jan Kaczkowski oswoił temat śmierci - mówiła w Płocku współautorka książki - rozmowy ze zmarłym półtora roku temu dyrektorem puckiego hospicjum.

    - Książka "Dasz radę" powstawała, gdy Jan był już w bardzo kiepskiej formie. Miał jednak wielką chęć pomagania ludziom. Nie był już w stanie wstawać z łóżka, więc książka była jedynym, co mógł jeszcze dać - wspominała Joanna Podsadecka, która była gościem spotkania autorskiego w Książnicy Płockiej. W ostatnich tygodniach życia ks. Jana, który chorował na glejaka, pomagała mu w tworzeniu książki, w której odpowiadał na nie tylko jej pytania, ale w dużej części także na pytania czytelników, przysyłane w ogromnej liczbie pocztą e-mailową.

    - Gdy zaczynałam pracę z Janem, zdawałam sobie sprawę ze skali jego popularności, ale mimo to ona ciągle mnie zaskakiwała… Poznaliśmy się na jakimś bankiecie w Krakowie, w Centrum Kultury Japońskiej. Przegadaliśmy kilka godzin i poczuliśmy porozumienie "od pierwszego wejrzenia" - wspominała podczas spotkania w Płocku.

    Joanna Podsadecka pomagała ks. Janowi również w opracowaniu książki "Grunt pod nogami" (ks. Kaczkowski miał bardzo słaby wzrok), będącej zbiorem jego kazań, przeważnie tzw. "żebraczych", bo wygłoszonych w różnych kościołach w Polsce (także w Płocku) z apelem o wsparcie puckiego hospicjum. - Gdy przyjechałam do Pucka, do hospicjum, po raz pierwszy zrozumiałam, na czym polega fenomen tego miejsca. Tam miłość wisi w powietrzu, tam się czuje, że wszyscy się ze sobą przyjaźnią. Dziś ten zespół mierzy się z legendą Jana. Chcą bardzo sprostać jego oczekiwaniom - wspominała.

    Mówiła też, że ks. Kaczkowski przemieniał życie innych ludzi, czasem w sposób spektakularny. Zapisem takich historii jest jej książka "Sztuka czułości", która miała niedawno swą premierę. Opowiada o losach Polaków mieszkających w Australii: Marka, który stracił żonę, i Basi, której życie było serią dramatów. - Jan zmienił ich życie. Jakby zdjęto ciężar z ich barków - wspominała Joanna Podsadecka.

    Jej zdaniem, ks. Kaczkowski jak nikt przedtem oswoił w przestrzeni publicznej temat śmierci. Ludzie nagle dostrzegli, że to jest część życia i wszyscy będą kiedyś na takim etapie. Dlaczego więc nie rozmawiać o tym, jak o czymś zwyczajnym? Jego mówienie o śmierci miało wręcz wymiar terapeutyczny. Swoją misję w Hospicjum św. o. Pio traktował bardzo poważnie. Jak wspominała autorka "Sztuki czułości", ks. Jan jako dyrektor hospicjum obiecał sobie, że nie będzie miał wolnego czasu; jego telefon był zawsze włączony. - Jan pochylający się nad łóżkami chorych ludzi - ten obraz ludzie będą pamiętać.

    Spotkanie odbyło się w ramach projektu Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich Oddział w Płocku, zatytułowanego "Tak dla historii, tak dla przyszłości".

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół