• facebook
  • rss
  • Mazowieckie zaduszki

    Agnieszka Małecka ks. Włodzimierz Piętka

    |

    Gość Płocki 43/2017

    dodane 26.10.2017 00:00

    „Tak bym chciał, kiedy moja karuzela zakręci się po raz ostatni, aby »po tamtej stronie« przyjęto mnie podobnie, jak miało to miejsce w klasztorze sióstr kapucynek, czyli z radością, a może nawet zachwytem” – napisał Mariusz Bondarczuk.

    Zmarły w tym roku przasnyski społecznik i dziennikarz wspominał w jednym z artykułów na łamach „Gościa Płockiego” swoją niecodzienną krótką wizytę w klasztorze mniszek klarysek kapucynek w Przasnyszu, którą odbył jako kilkuletnie dziecko. Dziś wspominamy jego i innych duchownych i świeckich, których pożegnaliśmy od ostatniego Dnia Zadusznego.

    Widzę celę i Jezusa

    W ostatnim dniu 2016 r. odeszła do Pana szczególna siostra zakonna, która pamiętała Płock z czasu św. s. Faustyny i przedwojenny klasztor na Starym Rynku. Jako mała dziewczynka przychodziła do sióstr po pieczywo. Zresztą, mieszkając z rodzicami na Starym Rynku, z okien mieszkania dobrze widziała Zakład Anioła Stróża, w którym zakonnice opiekowały się ponad setką dziewcząt. W czasie wojny, ukrywając się przed wywózką na przymusowe roboty do Niemiec, przebywała u sióstr. Po wojnie wstąpiła do klasztoru. Nic jednak nie słyszała wcześniej o Faustynie i o płockich objawieniach.

    „Przed wojną był to dom wielkiej pracy i troski o dziewczęta. Na przykład w nieistniejącym [już] skrzydle domu, gdzie na piętrze znajdowała się cela Faustyny, była pracownia szewska. Siostry prowadziły również piekarnię, pralnię, szwalnię i hafciarnię. Był wreszcie mały ogród, a w Białej pod Płockiem duże gospodarstwo. Faustyna kochała nasze dzieło i dziewczęta” – wspominała s. Gonzaga Walczak.

    Zakonnica pamiętała przedwojenny układ domu i zakonną kaplicę, która znajdowała się w innej części kompleksu klasztornego niż obecnie. „Była ona niewielka, bo i sióstr było mniej. Choć wiele się zmieniło, ale są to wciąż te same korytarze, którymi Faustyna chodziła, mury, w których ciężko pracowała i modliła się” – podkreślała siostra. O samej Faustynie i jej objawieniach dowiedziała się później, po wojnie, gdy wstąpiła już do zakonu. „Opowiadała mi o niej s. Ludmiła, która pracowała w płockim domu przed wysiedleniem przez komunistów w 1950 roku. Była tu organistką i zakrystianką. Miała też zdolności malarskie. Opowiadała mi »o gorliwej Faustynie, która miała widzenia Pana Jezusa i zostanie świętą«. Później dowiedziałam się, że wszystko zaczęło się w Płocku – mówiła s. Gonzaga. To właśnie ona, jako pierwsza po powrocie sióstr, dała początek odbudowie i rozbudowie sanktuarium, której zwieńczeniem są trwające obecnie prace budowlane.

    „Węzeł”, którego śmierć nie zerwie

    Na początku lipca po długiej i ciężkiej chorobie nowotworowej zmarła Leonarda Mejer z domu Wierzba, płocczanka, nauczycielka, społeczniczka, mama dwóch córek, a od 11 lat babcia. Była zawsze tam, gdzie działy się najlepsze rzeczy, gdzie działo się dobro – tak wspominali ją przyjaciele, znajomi podczas Mszy żałobnej w płockiej Stanisławówce.

    Leonarda, Lena – bo pod takim imieniem była znana powszechnie w Płocku – wykształciła kilka pokoleń Małachowiaków, pracując w LO im. marsz. Stanisława Małachowskiego przez całe życie zawodowe. Uczyła języka polskiego i literatury z wielką pasją; dużą wagę przywiązywała też do znajomości tekstów z Pisma Świętego, pokazując młodzieży, że Biblia jest także żywą księgą chrześcijan. Była ponadto aktywna społecznie w szkole i poza nią. Nie ukrywała swojej wiary nawet w czasach komunistycznych. Służby SB inwigilowały ją m.in. za udział w Akademickiej Pielgrzymce na Jasną Górę i za „niewłaściwe” wypowiedzi na lekcji informujące o religijnym charakterze tego spotkania. W późniejszych etapach życia też nie bała się etykietki „kościółkowa”, pokazując to chociażby poprzez fakt, że potrafiła wziąć feretron w czasie procesji eucharystycznej. Od lata 1970 r., gdy po raz pierwszy wyjechała na wakacyjny wypoczynek z łódzkimi studentami salezjańskiego Duszpasterstwa Akademickiego „Węzeł”, do końca związana była z tym środowiskiem. Tam poznała męża, Andrzeja Mejera. „Węzeł” był dla niej zawsze drugim domem.

    Lena Mejer wraz z mężem była m.in. członkiem Stowarzyszenia Rodzin Katolickich, angażując się w organizację wielu przedsięwzięć na styku wiary i kultury oraz promocji rodziny. Działała społecznie, charytatywnie często bez rozgłosu. Tak było na przykład podczas jednej z powodzi, która zalała Sandomierz. – Lena Mejer była jedną z pierwszych osób, które zadzwoniły do duszpasterza rodzin tamtej diecezji z prostym pytaniem: „Co jest potrzebne?” – wspominał salezjanin ks. Kazimierz Kurek podczas uroczystości pogrzebowej. Jej pomoc finansowa trafiała do wielu zaprzyjaźnionych wspólnot zakonnych i klasztorów kontemplacyjnych. Jeszcze przed śmiercią wyraziła życzenie, aby na jej pogrzeb nie kupowano kwiatów, a pieniądze przeznaczono na zbiórkę na dziecięce hospicjum.•


    Pamiętamy także o...

    …siostrach zakonnych

    s. Edyta Figura i s. Teresa Żbikowska

    Należały do Zgromadzenia Sióstr Służek NMP Niepokalanej. Zginęły tragicznie 19 lutego w wypadku samochodowym w okolicach Manowa, w Zachodniopomorskiem. Obie siostry były przełożonymi wspólnot sióstr służek NMP Niepokalanej i katechetkami.

    Siostra Edyta pochodziła z Radomia. Od 2011 r. katechizowała w Skępem i była przełożoną wspólnoty. Włączała się w zakonną inicjatywę „Sercem ogarnąć serce”, wykonując własnoręcznie wiele różańców.

    Siostra Teresa pochodziła z podpłockiej parafii Blichowo. Od 1999 do 2004 r. pracowała jako katechetka w Skępem. Od 2016 roku znów wróciła do pracy w diecezji płockiej i jako katechetka pracowała w Żurominie. Pełniła tam również obowiązki przełożonej wspólnoty.

    …duszpasterzach

    ks. kan. Jan Pikulski

    Był emerytowanym długoletnim proboszczem parafii pw. Opatrzności Bożej w Kamienicy. Pochodził z parafii Bądkowo. W 1966 r. przyjął święcenia kapłańskie. Pracował jako wikariusz w Suserzu (obecnie diecezja łowicka), Lekowie, Brańszczyku (obecnie diecezja łomżyńska), Zegrzu, Wieczfni Kościelnej i Płońsku. Przez 33 lata był proboszczem w parafii Kamienica. Zmarł 8 grudnia 2016 r. w Warszawie, w wieku 76 lat.

    ks. Jan Augustynowicz

    Był proboszczem parafii św. Jana Chrzciciela w Rębowie k. Wyszogrodu, ale dla naszej redakcji przeszedł do historii jako ksiądz, który przecierał dziennikarskie szlaki w diecezji. Jak sam często opowiadał, impulsem dla niego, aby wstąpić do seminarium i zostać księdzem, były wydarzenia stanu wojennego. Święcenia kapłańskie przyjął w 1988 roku. Pracował jako wikariusz w Sochocinie, Rypinie, Gostyninie i Sierpcu. W 1994 r. został redaktorem naczelnym nowo powstającej płockiej edycji tygodnika „Niedziela” i diecezjalnym duszpasterzem środków społecznego przekazu. W 2001 r. został proboszczem w parafii Sarnowo, a od 2005 r. – w Rębowie. Był autorem i współautorem kilkunastu książek, publikował w miesięczniku homiletycznym „Verbum Domini”. Odznaczony „Mater Verbi” za działalność dziennikarską. Zmarł 4 maja w wieku 58 lat.

    ks. kan. Hieronim Góralski

    Był najstarszym wiekiem kapłanem diecezji płockiej. Pełnił urząd proboszcza w parafiach: Żukowo, Solec, Krysk i Dębsk k. Mławy. W 1984 r. przeszedł na emeryturę. Mieszkał w Mławie, ale kilka ostatnich lat życia spędził w Domu Pomocy Społecznej w Przasnyszu pod opieką sióstr szarytek. Zmarł 23 sierpnia w szpitalu w Przasnyszu. W kapłaństwie przeżył 64 lata.

    ks. kan. Edward Pacek

    Był wieloletnim proboszczem i budowniczym kościoła w parafii św. Maksymiliana Kolbego w Modlinie. Pochodził z Nasielska. W 1966 r. przyjął święcenia kapłańskie; pracował jako wikariusz w parafiach: Wyszków, św. Bartłomieja w Płocku, św. Stanisława BM w Mławie, w Raciążu i Pomiechowie. Po erygowaniu parafii w Modlinie w 1981 r. został jej pierwszym proboszczem. Funkcję tę pełnił przez 32 lata. On również utworzył ośrodek duszpasterski w Modlinie-Twierdzy, wchodząc za czasów komuny do swoistej enklawy, jaką była wtedy Twierdza. Zmarł 27 sierpnia w wieku 74 lat, w 51. roku kapłaństwa. Z jego śmiercią skończyła się w Nowym Dworze Mazowieckim, a dokładnie w Modlinie, pewna epoka.

    …ludziach Kościoła i społecznikach

    Mariusz Bondarczuk

    Był zasłużonym przasnyskim regionalistą, dziennikarzem i publicystą. Redagował czasopisma: „Solidarność Przasnyska”, „Przasnyska Niezależna” i „Gazeta Przasnyska”. Publikował też w prasie regionalnej, krajowej i zagranicznej, m.in. na łamach „Gościa Płockiego”. W czasach PRL-u był inwigilowany przez SB, a po wprowadzeniu stanu wojennego został internowany. Jest autorem książek: „Kronika Gimnazjum i LO w Przasnyszu 1923–1993”. „Piątego dnia – życie i zagłada Żydów w Krasnosielcu” oraz redaktorem i wydawcą tomu „Misjonarze i barbarzyńcy. Opowieści o życiu codziennym i niecodziennym przasnyskiego ogólniaka 1923–2004”. Od 1991 do 2001 r. był prezesem Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Przasnyskiej. Został uhonorowany Medalem Stanisława Ostoi-Kotkowskiego. Niemal do końca był aktywny, pełen ambitnych planów, których nie zdążył już zrealizować. Zmarł 11 czerwca w wieku 68 lat, po ciężkiej chorobie.

    Mariusz Łyszkowski

    Był katechetą w LO im. Komisji Edukacji Narodowej w Przasnyszu oraz współtwórcą i prezesem Grupy Rekonstrukcji Historycznej 14 Pułku Strzelców Syberyjskich, która cieszy się wielką renomą w kraju. Przasnyscy rekonstruktorzy pod jego kierunkiem organizowali co roku Rajd Lutowej Bitwy Przasnyskiej, uczestniczyli w Orszaku Trzech Króli oraz w niezliczonych rekonstrukcjach w kraju i za granicą. Mariusz Łyszkowski był też organizatorem i koordynatorem czytania „Dzienniczka” św. s. Faustyny w przasnyskiej farze. Do końca bardzo aktywny. Zmarł 29 marca po trwającej kilka godzin operacji.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół