• facebook
  • rss
  • By to miejsce było święte...

    ks. Włodzimierz Piętka

    |

    Gość Płocki 40/2017

    dodane 05.10.2017 00:00

    Przy ruinach byłego obozu, gdzie czas i ludzie zacierają ślady męczenników, pielgrzymi z płockiej katedry przeszli drogą błogosławionych biskupów Antoniego i Leona.

    Powoli i z trudem w świadomości ludzi przecierany jest szlak z naszej diecezji do Działdowa, gdzie w KL Soldau zginęło wielu duchownych i świeckich w czasie II wojny światowej. Żyją jeszcze ostatni świadkowie tamtych bolesnych czasów, a niektórzy z nich pojechali w ostatnią sobotę września do Działdowa.

    Pani Krystyna z Płocka jako małe dziecko była więziona w tym obozie z całą rodziną, przez kilka miesięcy. Teraz po raz pierwszy od wojny wróciła do Działdowa. – Myślałam, że tu jest muzeum czy kaplica, a widzę to miejsce w ruinie – powiedziała. – Jest jakaś niemoc, która nie pozwala, aby pamięć o kilkunastu tysiącach ofiar tego najstarszego niemieckiego obozu koncentracyjnego na ziemiach polskich była godnie utrwalona – mówił ks. Marian Ofiara z działdowskiego sanktuarium biskupów męczenników, który sam bardzo wiele robi dla ratowania pamięci o tym miejscu. W jego kościele znalazły się m.in. pamiątki odnalezione niedawno przez archeologów na placu apelowym, wśród nich pejcz, którym bito więźniów, połamany grzebień oraz mniejsze i większe krzyżyki.

    Pielgrzymom towarzyszyła Stanisława Młyńska z Białut. Również ona, jako 2-letnia dziewczynka, była z całą rodziną w obozie. – Moja kuzynka pracowała w Białutach u Niemca. Widziała, jak nad lasem unosił się dymek. Ludzie powtarzali wtedy, że tam ludzi palą... – wspominała. I rzeczywiście, las białucki kryje w sobie tajemnicę pochówków więźniów KL Soldau, w tym pewnie też naszych błogosławionych biskupów.

    – Bardzo mi zależy na tej pielgrzymce, bo jest ona naszym płockim hołdem dla męczenników. Towarzyszy jej również intencja błagalna, aby ustały prześladowania chrześcijan w świecie – mówi Teresa Krowicka, która jako dziecko była więziona w KL Soldau, a dziś propaguje pamięć o miejscu polskiej martyrologii. To również dzięki jej zaangażowaniu oraz ks. Stefana Cegłowskiego, proboszcza z katedry, doszło do tego wyjazdu.

    Modlono się w sanktuarium biskupów męczenników w Działdowie, przy ruinach byłego obozu i w lesie komornickim, który jest jednym z miejsc pochówku ofiar niemieckich mordów na więźniach obozu.

    Cel pielgrzymki najlepiej wyraziły słowa pieśni, które napisała pani Teresa do melodii: „Kiedy ranne wstają zorze...”, i które wyśpiewali wszyscy uczestnicy na placu dawnego obozu koncentracyjnego:

    „Nasi bracia – męczennicy, przybywamy do Was z Płocka, /aby prosić Boga Ojca, by to miejsce było święte. /Tutaj nasi męczennicy nigdy nie zdradzili Boga, /chociaż tortur wróg nie szczędził, krzyż Jezusa był im mocą. /Dziś składamy hołd pamięci męczennikom tu, w Działdowie, /Boże wielki, uchroń miejsce krwią męczeńską okupione”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół