Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Z rzeki patrzy się inaczej

Aż 5 tygodni trwała wyprawa maszewskiej drużyny szlakiem wiślanym do Gdańska. Mimo burz, upału i mielizn dopłynęli bezpiecznie.

To już ich trzecia, najdłuższa wodna wyprawa własnoręcznie zbudowaną tratwą. Wiślany spływ z Połańca do Gdańska 1. Maszewskiej Drużyny Harcerzy ZHR „Białe Wilki” im. Rotmistrza Witolda Pileckiego śledziło na Facebooku wiele osób ze środowiska harcerskiego. Razem z „Białymi Wilkami” z Płocka ruszyła na drugiej tratwie żeńska wodniacka drużyna harcerek z Łap pod kierownictwem ks. Józefa Łupińskiego.

W ubiegłym roku płynęli z ŚDM w Krakowie do Płocka i zawijali do większych miast, tym razem wiele postojów było w małych, ale urokliwych miasteczkach. – Te trochę zapomniane przez Boga i ludzi miejsca zupełnie inaczej wyglądają z perspektywy Wisły. Od strony wody najczęściej widać najstarszą część, która wciąga, zaprasza. Tak jest z Nieszawą, która z drogi nie wygląda zachęcająco – kilka chałupek i kościół za drzewami. Ale ten kościół, położony na skarpie, pięknie prezentuje się od strony Wisły. W ramach zdobywania niektórych sprawności nasi harcerze mieli za zadanie zebrać informacje o danym miejscu w internecie. Potem wspólnie siadaliśmy i czytaliśmy. Tak było na przykład w Bobrownikach za Włocławkiem, gdzie są ruiny zamku, które widać pięknie od strony rzeki. W tym roku odkrywaliśmy więc zapomniane zakątki i małe miasteczka: Piotrowice, Nieszawa, Dęblin – wymienia organizator i komandor wyprawy pwd. Krzysztof Nowacki.

Co robiło największe wrażenie? – Krystaliczna, piękna Brda, którą płynie się praktycznie przez całą Bydgoszcz, potem Martwa Wisła, z której już widać zatokę, i samo wpłynięcie do Gdańska, gdy podnosił się nad nami most zwodzony – wspomina instruktor. W Gdańsku, gdzie właśnie trwał Jarmark dominikański, mieli świetną miejscówkę – przy Zielonej Bramie.

Dzięki obecności księdza, opiekuna załogi z drugiej tratwy, spływ zamieniał się chwilami w rekolekcje na wodzie. Codzienna Msza św., pożegnanie dnia, wspólna modlitwa nadały tej wyprawie dodatkową wartość. Wszystko to naturalnie, bez narzucania się, wpisywało się w ich plan dnia. – Naprawdę mamy Boga na wyciągnięcie ręki. Dzięki temu nasi harcerze doświadczają wiary i Kościoła w inny sposób niż na co dzień – dodaje pwd. K. Nowacki.

Podczas ich wyprawy nad Polską przetaczały się burzowe fronty; jeden z nich doprowadził do tragedii w Suszku podczas obozu harcerskiego. Oni też przeżyli potężną burzę. – Już dzień wcześniej otrzymałem informację od znajomych, którzy śledzili naszą wyprawę, o zbliżającym się froncie. Tego dnia przybiliśmy do brzegu znacznie wcześniej, w połowie dnia. Znaleźliśmy miejsce, które okazało się idealne na przetrwanie burzy – wspomina.

Teraz zaczyna się normalny rok formacji i harcerskiej pracy, którą doceniają coraz bardziej ich sponsorzy (m.in. PKN Orlen) i gmina Stara Biała, bo na jej terenie działa drużyna. „Białe Wilki” z powodzeniem współpracują też ze szkołami w Maszewie Dużym i Wyszynie. Po trzeciej wyprawie drużyna okrzepła; zostają ci, którzy na poważnie chcą podjąć tę harcerską przygodę. Ich opiekun chce stworzyć drużynę wędrowniczą, w oparciu o idee gen. Mariusza Zaruskiego, polskiego marynarza, żeglarza i taternika: harcerska zima – w górach, na lądzie, a lato – na wodzie, bo tu efekt wychowawczy jest lepszy i szybszy.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy