• facebook
  • rss
  • Każdy odcisk jest ofiarą

    Agnieszka Małecka, ks. Włodzimierz Piętka

    |

    Gość Płocki 32/2017

    dodane 10.08.2017 00:00

    Pielgrzymka boli, wzrusza, ale co najważniejsze – prowadzi do nawrócenia. Około 1300 pątników z naszej diecezji wyruszyło na tegoroczny szlak do Czarnej Madonny.

    Nie jesteśmy w życiu sami i nigdy nie będziemy – akcentował bp Piotr Libera w homilii podczas Mszy św. o poranku w święto Przemienienia Pańskiego.

    Jego słów słuchali pielgrzymi i rzesza tych, którzy odprowadzali swoich bliskich na szlak. W tym roku, z racji niedzieli, ta pierwsza pielgrzymkowa Msza św. była szczególnie liczna. Ale też uczestnictwo było szczególne, bo w tłumie, w którym przeważali młodzi ludzie, zauważało się bardzo wielkie skupienie i prosby modlitewne o szczęśliwą drogę. Ktoś nawet powiedział, że Eucharystia ta przypomina rezurekcję, bo jest tak wcześnie i gromadzi tak wielu ludzi. – Pielgrzymka to sprawa serca. Tam są intencje, dużo intencji, których nawet nie jestem w stanie wypowiedzieć – mówiła jedna z osób wyruszających na szlak. – Każdego dnia nogi bolą coraz bardziej, ale serce rośnie – dodał inny pielgrzym. – Obecność Boga w naszym życiu czasem jest tak intensywna i wyraźna, że wręcz namacalna, czasem zaś tak łagodna i subtelna, że z trudem ją dostrzegamy. Nieustannie jednak Bóg wchodzi w nasze życie, aby nas wspierać, prowadzić, pokazywać najlepsze dla nas drogi. Szczególnie robił to – i nadal robi – przez Maryję, którą wybrał na Matkę swego Syna – mówił biskup w płockiej katedrze. A nawiązując do hasła tegorocznego pielgrzymowania, „Żywe diamenty Maryi”, powiedział: – Dzisiaj to wy jesteście żywą koroną Maryi: poprzez pielgrzymi trud, krople potu, obolałe nogi, wyrzeczenia, jakie podejmujecie w czasie drogi, stajecie się najcenniejszymi diamentami w Jej królewskiej koronie. A Ona odwdzięcza się za ten wysiłek swoją matczyną miłością i orędownictwem przed tronem Najwyższego – mówił biskup płocki w katedrze. Gdy pielgrzymi wychodzili na szlak, płocczanie żegnali ich oklaskami wzruszenia. Zresztą to wzruszenie towarzyszyło i jednym, i drugim. – Do pójścia na pielgrzymkę zachęcił nas kolega, który chodzi już od 10 lat. Na początku obawiałyśmy się drogi, tych kilkuset kilometrów, ale jakoś się udało – mówią młode pątniczki z grupy zielonej: siostry Kamila i Izabela Wójciak oraz ich koleżanka i sąsiadka, Emilia Hnat. Dziewczyny są na pielgrzymce po raz trzeci. Co ciągnie je na szlak? – Na pewno atmosfera i ludzie – to, że tutaj każdy jest bardziej dyspozycyjny dla drugiego. Mamy zaufanie do ludzi, którzy chodzą na pielgrzymkę; możemy ich w ogóle nie znać, ale im ufamy. Poza tym, kiedy się pójdzie na pielgrzymkę, cały kolejny rok inaczej się układa, wszystko jest lepsze. Warto iść, bo wszystko się „resetuje”, czyści w głowie. My na przykład zdecydowałyśmy się nie używać telefonów w drodze, tylko wieczorem, żeby zadzwonić do rodziców, bo pielgrzymka ma być odskocznią od wszystkiego – mówią Kamila, Iza i Emilia. Pątniczki dodają, że pielgrzymka sprawia, iż wiele rzeczy staje się wyjątkowych. Wyjątkowo przeżywa się swoją wiarę i doświadcza żywego Kościoła. – Nawet przekazanie sobie znaku pokoju jest zupełnie inne niż w parafii na Mszy św. Na pielgrzymce jest inaczej... W kościele każdy się jakoś wstydzi, tutaj jest otwartość – mówią. – Jesteśmy pod wrażeniem starszych, doświadczonych pielgrzymów. Gdy pierwszy raz szłyśmy i miałyśmy trudności, bo bolały nas nogi, pewien starszy pan, który sam szedł o lasce, pomagał nam... – mówią pątniczki z grupy zielonej. Pani Renata dawniej chodziła na pielgrzymki, teraz chce zarazić pielgrzymkową pasją swoje koleżanki i dzieci. – Przede wszystkim chcę im przekazać, że tu człowiek nie idzie sam, że panuje tu duch wspólnoty, i to daje największą siłę. Każdy dzień niesie ogromną radość. To są moje wspomnienia z dawnych pielgrzymek. Każdy bąbel, odcisk, ból jest indywidualną ofiarą. To jest nieodzowna część pielgrzymowania. Chcemy też wciągać następne pokolenia. Cieszę się, że mój syn ma już zaszczepionego bakcyla pielgrzymowania – mówi. – Dla mnie wyjście na szlak to wielkie wyzwanie i przełamanie lęków, bo mam duże problemy zdrowotne. Od dwóch dni mam ból w biodrach i nodze. Myślałam już, że nie dam rady, ale pomyślałam sobie: „nie, ja muszę...” – przyznaje pani Edyta. – Przekazujemy pałeczkę młodym. A ponieważ dla dzieci nie wykład, a przykład jest skuteczny, to zaciskamy zęby i idziemy dla nich, choćby jeden dzień, jeśli nie możemy przejść całej pielgrzymki – dodaje. Wraz z pielgrzymami pieszymi wyruszyła również na szlak pielgrzymka rowerowa pod kierunkiem Leszka Brzeskiego, prezesa klubu „Viktoria” przy parafii św. Józefa w Płocku. Rowerzyści dotarli na Jasną Górę już 7 sierpnia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół