• facebook
  • rss
  • Zawsze tam, gdzie działo się dobro...

    Agnieszka Małecka

    |

    Gość Płocki 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    Odeszła płocczanka, nauczycielka, wychowawca i społecznik, człowiek wielkiego serca i wiary. Zmarłą żegnano w kościele jej parafii św. Stanisława Kostki.

    Lena Mejer zapisała swoim życiem piękną historię. Była człowiekiem wielkiej uczciwości i wrażliwości serca. Zapamiętamy ją jako oddaną parafiankę, zaangażowaną w wiele dzieł. Tacy ludzie nie umierają, ale żyją nadal w naszych sercach... – mówił podczas Mszy św. pogrzebowej ks. Wiesław Kania, proboszcz wspólnoty parafialnej w płockiej Stanisławówce.

    Rodzina, przyjaciele, przedstawiciele środowiska pracy, dawnego duszpasterstwa oraz Stowarzyszenia Rodzin Katolickich przybyli tłumnie, by pożegnać śp. Leonardę Mejer. Leonarda – Lena, jak o niej mówili przyjaciele, znajomi i rodzina – odeszła po ciężkiej chorobie 3 lipca, wczesnym popołudniem, we własnym domu, w otoczeniu najbliższej rodziny: męża Andrzeja, córek i wnuczki. Miała niespełna 70 lat. W czasie pogrzebu na jej trumnie położono dwie róże w patriotycznych barwach: białą i czerwoną, a obok duże zdjęcie. Przed trumną wyeksponowano dwa najważniejsze odznaczenia, którymi była uhonorowana za życia. Jako polonistka w Liceum Ogólnokształcącym im. marsz. Stanisława Małachowskiego, którego była też absolwentką, wykształciła kilka pokoleń Małachowiaków. Angażowała się w dzieła parafialne i Kościoła diecezjalnego. Wraz z mężem Andrzejem była członkiem Stowarzyszenia Rodzin Katolickich. Wspólnie zainicjowali pielgrzymkę ze Stanisławówki do parafii św. Jakuba w Płocku-Imielnicy, gdzie przechowywane są relikwie św. Joanny Beretty-Molli – patronki narzeczonych i małżonków. Reżyserowała przez pierwsze pięć lat Orszak Trzech Króli w Płocku i początkowo Marsz dla Życia i Rodziny. Angażowała się w wiele przedsięwzięć parafialnych, duszpasterskich i charytatywnych. Nie wstydziła się wziąć feretron w procesji eucharystycznej, nie bojąc się etykietki: „kościółkowa”. – Dobrze się czułaś we wspólnocie Kościoła, zarówno parafialnego, jak i diecezjalnego, czy gdziekolwiek byłaś z posługą apostolstwa świeckich. Dawałaś świadectwo, ucząc piękna języka polskiego, także z księgi Pisma Świętego, pokazując, że jest to żywa księga chrześcijan. W czasach komunistycznych byłaś inwigilowana i przesłuchiwana przez Służby Bezpieczeństwa, np. za udział w Akademickiej Pielgrzymce na Jasną Górę i za informowanie podczas lekcji szkolnych o religijnych charakterze tego spotkania. Ale miłość do Boga i Kościoła była stale silniejsza niż nienawiść wrogów – mówił o zmarłej ks. dr Kazimierz Kurek SDB, który kilka lat temu pracował w płockiej Stanisławówce. – Leno, ofiarująca swoją pomoc potrzebującym... To wtedy, gdy fale powodzi zalewały sandomierską ziemię, jako jedna z pierwszych zadzwoniłaś do diecezjalnego duszpasterza rodzin diecezji sandomierskiej z pytaniem: „co jest potrzebne?” I to pytanie jest wspominane tam po dzień dzisiejszy. Można by wymieniać adresy, gdzie trafiała twoja pomoc. Kochałaś Kościół, wspólnoty zakonne, klasztory kontemplacyjne, wspierając je hojnie owocami pracy waszych rąk. Leno, pozostajesz wzorem; zapisałaś piękną kartę w dziejach miasta, naszej ojczyzny – mówił w kazaniu żałobnym ks. Kurek. Przypomniał też, że zmarła była uhonorowana wieloma odznaczeniami kościelnymi i państwowymi, wśród których najcenniejsze to medal papieski „Pro Ecclesia et Pontifice” w czasie pontyfikatu papieża Jana Pawła II oraz salezjański Medal Wdzięczności Inspektorii Warszawskiej za szczególne zasługi na rzecz zgromadzenia. Mszę św. koncelebrowaną sprawowali m.in. obecni i dawni duszpasterze płockiej Stanisławówki, proboszczowie parafii farnej i katedralnej, a przewodniczył liturgii dziekan dekanatu ks. Ryszard Paradowski. Zmarłą żegnali zaprzyjaźnieni z rodziną duszpasterze, a także znajomi i przyjaciele ze Stowarzyszenia Rodzin Katolickich i dawnego duszpasterstwa akademickiego. Nawiązując do hasła wypisanego na sztandarze SRK: „Rodzina Bogiem silna”, Kazimierz Urbaniak zauważył, że dobrze oddaje ono życie Leonardy i Andrzeja Mejerów. – Byliście aktywnymi członkami, naszą podporą, przykładem miłości małżeńskiej i rodzicielskiej. Należy się wam podziękowanie za to, że byliście razem z nami podczas wielu naszych spotkań, podczas których ubogacaliśmy się wiarą, dobrym słowem i dobrymi czynami. Zawsze tam, gdzie działy się najlepsze rzeczy w życiu naszego stowarzyszenia, byliście państwo z nami... – mówił w imieniu obecnych władz SRK poprzedni prezes tej katolickiej organizacji. Swoją koleżankę pożegnali także dawni przyjaciele z Duszpasterstwa Akademickiego „Węzeł”, prowadzonego od ponad 50 lat przez Salezjanów w Łodzi. To właśnie w tym środowisku, podczas letniego obozu w Bieszczadach, Leonarda Wierzba, świeżo upieczona absolwentka polonistyki na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, poznała Andrzeja Mejera, swojego przyszłego męża. – „Węzeł” był miejscem waszego pierwszego spotkania i na zawsze pozostał dla was drugim domem. Wracaliście tam zawsze z największą radością – wspominali dawni koledzy z duszpasterstwa.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół