• facebook
  • rss
  • Nasz Fijałkowski

    wp, am

    dodane 05.06.2017 14:55

    Bezkompromisowy obrońca życia, twórca polskiego modelu Szkoły Rodzenia, prof. Włodzimierz Fijałkowski dorastał w Płocku... w Niższym Seminarium Duchownym. Warto o tym pamiętać w 100. rocznicę jego urodzin.

    Senatorowie RP uczcili 100. rocznicę urodzin wybitnego lekarza i społecznika. "Prof. Fijałkowski był wzorem osobowym dla młodych pokoleń, nie tylko związanych profesjonalnie z medycyną. Jako senatorowie Rzeczypospolitej Polskiej pragniemy wyrazić nasz najgłębszy szacunek za Jego wybitne dokonania" - czytamy w oświadczeniu.

    Przypomnijmy, że przed dwoma laty w szkołach katolickich w Sikorzu zorganizowano sympozjum poświęcone postaci wybitnego absolwenta Niższego Seminarium Duchownego w Płocku. Gośćmi tego sympozjum byli m.in. syn profesora Paweł Fijałkowski i prof. Dorota Kornas-Biela z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

    "Obserwowałem, jak w pewnym momencie życia uwolnił swojego ducha, stał się właściwie niezatapialny. Był dla mnie wielkim wzorem. Potrafił zarazić stylem życia. Był na tyle mocny, że potrafił stworzyć swój nurt i płynąć pod prąd. Po doświadczeniach wojny, obozu stanął wobec dylematu, czy to wszystko ma go zgnieść czy odrodzić. Można powiedzieć, że znał śmierć z każdej strony. Po tych potwornościach wojny zrozumiał, że to wszystko jest po to, by był gorliwy w tym, co będzie robił na polu obrony życia. Tata był lekarzem, który od początku wiedział, po co nim jest. Chciał być lekarzem nietuzinkowym, chciał mieć wpływ na medycynę" - opowiadał syn o sławnym ojcu. To właśnie on otrzymał jako nastolatek ważną wskazówkę od profesora: "Tylko zdechłe ryby płyną z prądem".

    "Tata jak skała stał zawsze w obronie życia. Okazało się, że jego głos był wtedy słyszalny do tego stopnia, że bardzo denerwował innych. Dlatego próbowano go ośmieszyć, pomniejszyć" - wspominał P. Fijałkowski.

    Z kolei prof. Kornas-Biela zwracała uwagę na to, co kształtowało profesora - jego szlacheckie korzenie, silna wielodzietna rodzina, harcerstwo, w które był zaangażowany w młodości, autorytety, do których się odwoływał (jednym z nich był św. Stanisław Kostka, patron NSD w Płocku), i Ruch Focolari, w którego duchowość był głęboko zanurzony. To właśnie ta duchowość ukształtowała w nim przekonanie, które wyraził w słowach: "Tracąc dla Pana, zawsze zyskiwałem".

    Prof. Kornas-Biela w rozmowie z GN zwróciła uwagę na szacunek, jaki miał dla swoich oponentów, tzw. wrogów ideowych. "Prof. Fijałkowski nie bał się dyskusji. Mówił jasno i spokojnie. Ja zawsze się dziwiłam temu, jak on potrafił się opanować. Mówił mi: »Za mną stoi prawda, ja się nie muszę niczego obawiać. Prawda się sama obroni«. Był to człowiek serdeczny, ciepły, oddany, uczynny, ogromnie skromny i pokorny. Bardzo uważny i bardzo umiał słuchać. Coś z niego emanowało. To była jakaś siła wewnętrzna, siła ducha, głęboka religijność, życie Ewangelią. Żył duchowością Ruchu Focolari. Bardzo poważnie traktował to, by jednoczyć się z drugim, ale do granic grzechu, żeby przebaczać, przepraszać, kochać bezwarunkowo, kochać za cenę oddania życia. Był bardzo ciepłym człowiekiem, dla niego wszystko było proste. Miał dystans do siebie. Często występowaliśmy razem na konferencjach naukowych. Mówił mi: »Nie martw się. Duch cię poprowadzi«" - wspomina prof. Kornas-Biela.

    Prof. Fijałkowski mierzył się przez całe życie przede wszystkim z problemem aborcji, ale odnosił się także do kwestii sztucznego zapłodnienia. "Gdy żył profesor, oczywiście było już rozpowszechnione in vitro, chociaż nie było regulacji prawnych. Jako twórca »ekologii prokreacji« mocno podkreślał: »To nie jest naturalne. To nie natura wymyśliła sztuczne zapłodnienie. Ono niczego nie leczy, bo takie małżeństwa nadal są bezpłodne«. Prof. Fijałkowski jest autorem kilku artykułów, które pokazują od strony medycznej, czym tak naprawdę jest sztuczne zapłodnienie. Jako lekarz zwracał uwagę na to, że musi być spełnionych kilkadziesiąt różnych warunków, które są bardzo precyzyjne pod względem biologicznym, by doprowadzić nie tylko do poczęcia, ale i do implantacji w macicy. W procedurze in vitro zmieniamy warunki poczęcia i implantacji na poziomach, na których nie jesteśmy w stanie jeszcze przewidzieć konsekwencji dla przyszłych generacji. Na każdym z tych etapów jest możliwość zmian biologicznych, które powodują bardzo głębokie zmiany w materiale genetycznym" - przypomniała prof. Kornas-Biela.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół