• facebook
  • rss
  • Nie o zemstę wołają

    Agnieszka Małecka

    |

    Gość Płocki 22/2017

    dodane 01.06.2017 00:00

    To będzie trudna i bolesna, ale bardzo potrzebna lekcja historii. Stowarzyszenie Historyczne im. 11 GO NSZ w Płocku organizuje wystawę poświęconą mordowaniu Polaków na Kresach przez nacjonalistów ukraińskich w 1943 roku.

    Stowarzyszenie, któremu patronuje 11. Grupa Operacyjna Narodowych Sił Zbrojnych, z oczywistych względów znane jest w Płocku przede wszystkim z przywracania pamięci i dobrego imienia żołnierzom wyklętym. Skąd więc inicjatywa, by podjąć temat masakry na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej? – To jedna z najbardziej przemilczanych kart w historii Polski. Pamięć o tych ofiarach, o ich tragedii jest tym, co należy nie tyle nawet przywrócić, ile w ogóle przywołać, bo mam wrażenie, że wiedza o rzezi wołyńskiej chyba nigdy nie przeniknęła do świadomości Polaków – mówi Andrzej Przemyłski z zarządu SH im. 11. GO NSZ. Z inicjatywy stowarzyszenia w płockim Muzeum Mazowieckim zostanie otwarta wystawa „Rzeź Wołyńska”, przygotowana przez Muzeum Armii Krajowej im. gen. Emila Fieldorfa „Nila”. Ekspozycję będzie można oglądać od 10 czerwca do 2 lipca.

    To właśnie w lipcu 1943 r. nastąpiła kulminacja okrutnych, bezprecedensowych ataków nacjonalistów ukraińskich OUN-UPA na polskich mieszkańców wsi i miasteczek na Wołyniu. 11 lipca przypada 74. rocznica tzw. krwawej niedzieli, gdy banderowcy wymordowali swoich polskich sąsiadów w prawie 100 miejscowościach. Historycy wskazują na 176 takich punktów w samym powiecie horochowskim i włodzimierskim, gdzie doszło do rzezi, mającej znamiona etnicznej czystki, nieznającej granic wieku i płci. Natężenie tej spirali nienawiści oddaje fragment Dyrektywy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów: „Zniszczyć wszystkie ściany kościołów i innych polskich budynków kultowych; zniszczyć drzewa przy zabudowaniach tak, aby nie pozostały nawet ślady, że tam kiedykolwiek ktoś żył, (...) zniszczyć wszystkie polskie chaty, (...) jeżeli cokolwiek polskiego pozostanie, to Polacy będą mieli pretensje do naszych ziem...”. – Wcześniej żyliśmy tam w pięknej harmonii: Polacy i Ukraińcy. Były przecież wspólne interesy, święta, mieszane małżeństwa. W mojej rodzinie wiele osób współpracowało z Ukraińcami i ta współpraca układała się bardzo dobrze. Wielu nie chciało uwierzyć, że do czegoś takiego dojdzie. Do tego te potworne zbrodnie, do których nacjonaliści ukraińscy używali noży, siekier, pił... – wspomina Lech Franczak, płocki nauczyciel, wychowawca i działacz sportowy, literat, współtwórca grupy literackiej „Gościniec”, który urodził się w Gurowie na Wołyniu i jako dziecko był świadkiem rzezi. Ojciec pana Lecha był żołnierzem i współorganizatorem jednych z grup samoobrony.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół