• facebook
  • rss
  • Chrystus wciąż czeka za progiem

    am

    dodane 03.05.2017 20:37

    - Jeśli Maryja jest Królową Polski, to dlaczego my, chrześcijanie, jesteśmy tak bardzo skonfliktowani? - pytał w homilii bp Roman Marcinkowski podczas majowego święta narodowego.

    W liturgiczną uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski i narodowe Święto Konstytucji 3 Maja bp Marcinkowski przewodniczył Mszy św. w katedrze płockiej. W homilii mówił o roli Maryi jako Matki, która zawsze prowadzi człowieka do swojego Syna, i o znaczeniu majowego święta, w którym splotły się dwa ważne wydarzenia historyczne.

    - To nie przypadek, że Jezus nazwał swoją Matkę Matką Jana i każdego z nas w Wielki Piątek, w godzinie szczególnej. Było to przed trzęsieniem ziemi, przed burzą, przed śmiercią i ciemnością, która zaległa ziemię. Gdy wszystko się trzęsie, załamuje, kiedy ważą się losy naszego życia, jest nam jeszcze potrzebna Matka Boża, która prosi za nas o szczęśliwą wieczność. Ona mówi do nas, wskazując na Jezusa. Ona dzieli się Nim i ku Niemu prowadzi. Jest najbezpieczniejszą i pewną przewodniczką po szlakach tej ziemi do swego Syna - akcentował bp Roman.

    - Jan wziął ją do siebie. Co to znaczy? Wziąć Maryję do siebie to znaczy wziąć w swoje codzienne życie Jej miłość do Syna, Jej pełnienie woli Bożej, Jej zawierzenie Bogu, to wziąć Jej troskę o człowieka. Wziąć Jej niezachwianą wiarę, ufność, męstwo. Zapytajmy się, czy tak rozumiemy Jej obecność w życiu Kościoła i w nas? - mówił.

    Bp Marcinkowski przypomniał, że majowe święto łączy w sobie fakt ogłoszenia Maryi Królową Polski przez króla Jana Kazimierza podczas ślubów złożonych przed obrazem Matki Bożej Łaskawej we Lwowie, po obronie Jasnej Góry w czasie potopu szwedzkiego, oraz uchwalenie Konstytucji 3 Maja. - Śluby króla Jana Kazimierza ujawniły jego wielką intuicję. Państwo, zdominowane przez prywatę i egoizm bogatych elit, państwo, w którym panuje nieład moralny, jest niezdolne do obrony przed wrogiem tak zewnętrznym, jak i wewnętrznym. Król zobowiązał się wtedy do pracy na rzecz ładu moralnego w królestwie i rozpoczęcie u Stolicy Apostolskiej starań o ustanowienie święta Matki Bożej Królowej Polski. Stało się to dopiero w 1924 r., za pontyfikatu papieża Piusa XI, na prośbę biskupów polskich, którzy zaproponowali datę 3 maja, aby utrwalić więź tej uroczystości z uchwaloną 3 maja 1791 r. polską konstytucją, pierwszą w Europie, a drugą na świecie - mówił bp Roman.

    Przypomniał, że majowa konstytucja była próbą ratowania ojczyzny, która chyliła się ku upadkowi na skutek bezkarności i prywaty szlachty i magnaterii. - Rzeczpospolita szlachecka, państwo o wielkim potencjale, była niewydolna rządowo, wewnętrznie podzielona i słaba. Możni magnaci kupowali sobie głosy najbiedniejszej szlachty w wyborach do Sejmu. Często praktykowano prawo do zrywania Sejmu, znane liberum veto. Szlachta, ciesząca się licznymi przywilejami, miała prawo upominać się o swoje. W tym celu zwoływano konfederacje. Trudno się dziwić, że ten "złoty układ" wart był obrony. Broniono demokracji szlacheckiej, ale za tym kryły się konkretne interesy konkretnych ludzi - akcentował biskup pomocniczy diecezji płockiej.

    W homilii wskazał też na potrzebę odnowy moralnej współczesnego społeczeństwa polskiego. - Niemała jego część zdaje się być zagubiona. Zwątpiła w wartości, na których przez tysiąc lat budowany był dom ojczysty. Pragnienie prawdy, miłości, sprawiedliwości to podstawowe pragnienia zarówno pojedynczego człowieka, jak i całych społeczeństw. Czemu więc człowiekowi pragnącemu prawdy serwuje się dziś kłamstwo? Czemu człowieka spragnionego jedności i zwykłej ludzkiej solidarności prowokuje się do kłótni, do waśni? Czemu człowieka pragnącego miłości sprowadza się na bezdroża nienawiści? Jeśli Maryja jest Królową Polski, dlaczego my, chrześcijanie, katolicy, jesteśmy tak bardzo przeciwko sobie? Jesteśmy tak bardzo skonfliktowani, zawzięci? Dlaczego w naszych relacjach tak zwyczajnie brakuje zwykłej życzliwości, tolerancji, umiejętności słuchania, przeproszenia? - pytał bp Roman.

    Na zakończenie homilii zauważył, że ze spotkania z Bogiem nie można wychodzić gorszym. - Świat nie będzie lepszy, jeśli ty nie będziesz lepszy. Kiedy to może nastąpić, skoro Chrystusa wciąż trzymasz za progiem twojego domu i każesz mu czekać w przedpokoju? Czy się doczeka? - pytał w homilii.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół