• facebook
  • rss
  • Czy to był cud?

    Dawid Turowiecki

    |

    Gość Płocki 16/2017

    dodane 20.04.2017 00:00

    Odpowiedzi na to pytanie wciąż bezskutecznie poszukują siostry pasjonistki. Proszą o pomoc w udokumentowaniu tego cudownego uzdrowienia, żeby przyspieszyć proces beatyfikacyjny założycielki zakonu Józefy Hałacińskiej.

    Był najprawdopodobniej rok 1948. Do szpitala powiatowego w Płońsku przywieziono wijącego się z bólu mężczyznę, chorego od kilku dni na skręt kiszek. Lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. Asystujące przy operacji siostry pasjonistki zaczęły modlić się o jego zdrowie za wstawiennictwem swojej założycielki, matki Józefy Hałacińskiej. Po kilkunastu dniach mężczyzna zupełnie zdrowy opuścił szpital...

    Pięć procent życia

    Siostry pasjonistki jako pielęgniarki pracowały w płońskim szpitalu od 1923 r. do okresu komunizmu. Były to m.in.: s. Sylwia Wolska, s. Waleria Tarłowska i s. Dorota Pryciak. To one asystowały przy zabiegu, którego podjęli się dr Eustachy Słobodzian, ówczesny dyrektor placówki, i dr Igor Dziaczkowski. Obaj lekarze byli wybitnymi specjalistami w dziedzinie chirurgii, obaj byli też niewierzący. – Kiedy otworzono brzuch pacjenta, oczom lekarzy i sióstr ukazał się kłęb rozdętych i sczerniałych jelit, na co doktorzy rozłożyli tylko ręce – mówi s. pasjonistka Beniamina Kulazińska, przytaczając opis tego zdarzenia autorstwa s. Doroty Pryciak. – Lekarze częściowo i prowizorycznie wykonali tylko szwy choremu, a resztę otwartej jamy brzusznej nakryli serwetami, polecając czym prędzej położyć go na łóżko, aby im nie zmarł na stole operacyjnym. Siostry, mimo rozmaitych zajęć, nie przestawały się modlić w duchu za zdrowie cierpiącego. Ten w nocy poczuł się znacznie lepiej, a rano zjadł nawet śniadanie. Lekarze sądzili, że nie przeżyje nocy, więc nie wierzyli siostrom, aż przekonali się na własne oczy. Doktor Dziaczkowski powiedział im tylko, że w chorym może było około pięciu procent życia i że musiały polecać go chyba jakiemuś świętemu, bo to niezwykła rzecz, że wyzdrowiał – opowiada siostra Beniamina. Siostra Dorota zapytała, czy lekarz podpisałby się pod takim wnioskiem. Ten odrzekł, że tak, ale nie w obecnych czasach...

    Jak znaleźć świadków?

    Zakonnice stosowne oświadczenie opisujące to zdarzenie wydały dziesięć lat później, tyle że nie podały imienia i nazwiska chorego. Dlaczego tak późno? – W 1945 roku Niemcy opuścili szpital, który znajdował się w opłakanym stanie. Sytuacja była bardzo trudna. Siostry zaczęły organizować go na nowo i przystosowywać dla pacjentów – tłumaczy s. Beniamina Kulazińska. – Trzeba było niesamowitego wysiłku intelektualnego, aby zredagować to oświadczenie. Dopiero kiedy kadencję przełożonej generalnej objęła po założycielce zakonu matka Stanisława Żebrowska, zleciła opisanie tego nadzwyczajnego wydarzenia. Jego prawdziwość w 2000 r. potwierdziła przebywająca w Montrealu s. Sylwia Wolska, która była obecna przy operacji i pielęgnacji tego chorego. – Trwa proces beatyfikacyjny naszej założycielki, a osoba, która go prowadzi, upomina się o udokumentowanie tego faktu z roku 1948. Nasze zakonne władze robią, co mogą, ale jest problem z odszukaniem kogokolwiek z rodziny pacjenta – przyznaje s. Beniamina. W artykule wykorzystano informacje ze zbiorów sióstr pasjonistek oraz z opracowania dotyczącego pobytu pasjonistek w Płońsku autorstwa siostry Beniaminy Kulazińskiej.

    Możesz pomóc?

    Pasjonistki proszą o pomoc: może ktoś słyszał o tej historii? Może wie coś na temat człowieka, który w niedający się medycznie wytłumaczyć sposób wyzdrowiał? Może komuś z rodziny pacjenta znany jest ten fakt i mógłby się nim podzielić? Dane do kontaktu: ul. Husarii 55/57, 02-951 Warszawa, tel.: 22/ 858 87 61, e-mail: sekretpasjo@wp.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół