• facebook
  • rss
  • Pasja w nas

    Agnieszka Małecka

    |

    Gość Płocki 14/2017

    dodane 06.04.2017 00:00

    Gdyby to był tylko spektakl teatralny, mógłby się z czasem znudzić. Czerwińskie misterium gwarantuje jednak inny poziom zaangażowania. Może dlatego, że – jak zapewniają organizatorzy – „grozi nawróceniem”.

    Fenomenem czerwińskiej Pasji jest z pewnością to, że można ją oglądać wielokrotnie i za każdym razem odkrywać nowe treści. Niemała w tym zasługa profesjonalnych aktorów, zaangażowanych w ten ewangelizacyjny projekt, ale też samego tekstu misterium, który napisał na początku XX w. salezjanin ks. Franciszek Harazim. – Tego się za bardzo nie da opowiedzieć. To trzeba przeżyć samemu. Emocje są ogromne. To jest coś więcej niż rekolekcje, bo panuje większe skupienie – dzielą się wrażeniami mieszkanki parafii Święte Miejsce, które przyjechały na spektakl do Czerwińska w IV niedzielę Wielkiego Postu. Tego dnia obłożenie widowni w sali teatralnej jest stuprocentowe. Przekrój wiekowy oglądających spektakl: od maluchów do seniorów. Ponadpółtoragodzinne widowisko angażuje widza i mija szybko. Jednak w pamięci zostaje na długo.

    Co czuło Dwunastu?

    Tak jak w biblijnym opisie męki i zmartwychwstania, tak i w spektaklu uderza jakby nieadekwatność radosnej, dynamicznej sceny wjazdu Jezusa do Jerozolimy, witanego okrzykami: „Hosanna Synowi Dawidowemu!” do tego, co nastąpi już w najbliższym czasie. Tu jeszcze tłum pamięta cuda i znaki Jezusa; wierzy, że jest On prorokiem, Mesjaszem. W Wieczerniku daje się wciąż odczuć radość spożywających wieczerzę i serdeczną, pełną miłości atmosferę tej małej wspólnoty, ale już wkradają się strach, niepokój, zmieszanie uczniów Jezusa na słowa, że oto jeden z nich Go zdradzi. Apostołowie toczą też spór o pierwszeństwo. Kto jest tu ważniejszy? Kto się bardziej zasłużył? Te pytania i roszczenia wciąż brzmią aktualnie... Jezus umywa im nogi, ucząc ich, że panować to służyć. W spokoju i skupieniu dokonują się znaki ostatniej wieczerzy. W kontraście do atmosfery z Wieczernika jest scena ze strażnikami na dziedzińcu pałacu arcykapłana, już po pojmaniu Jezusa w Ogrójcu. Opowieść półprzytomnego Malchusa o odciętym uchu i cudzie Jezusa, który sprawił, że ucho to odrosło, rozpływa się w okrzykach pozostałych żołnierzy. Do ogniska zostaje przyprowadzony Szymon Piotr, który w atmosferze kpin i pogróżek straży trzykrotnie zapiera się swojego Nauczyciela i Pana, tak jak Jezus zapowiedział mu to w Wieczerniku. Piotr, podobnie jak Judasz Iskariota, przeżywa wewnętrzną walkę i dopuszcza się zdrady. Znamienne, że obaj wypowiadają w tym misterium niemal identyczną kwestię, wyrażającą żal, bunt, rozczarowanie, gdy misja Jezusa zaczyna się pozornie walić. Trzy lata chodzili wiernie za Nim, porzucili wszystko, cierpieli niedogodności, a nawet prześladowania, bo wierzyli Mu i na własne oczy widzieli cuda. – Tych, których się kocha, nie zdradza się. Tych, których się kocha, nie opuszcza się. On chce nas pozostawić. Do kogo pójdziemy, jeżeli Go braknie? – woła rozpaczliwie Piotr w scenie Ogrójca. – Miał być królem żydowskim, miał nas wyzwolić spod rzymskiej okupacji. I co? Wszystko wali się w gruzy! – miota się Judasz, którego Jan próbuje przekonać, by nie zatracał się w grzechu. Mocną stroną tej Pasji są właśnie uczucia i rozterki, które targają uczniami Jezusa, gdy pojmano ich Nauczyciela. To czyni ją bardzo ludzką i aktualną. Czy ostatnie lata, gdy za Nim chodzili, są stracone i bez sensu? Te pytania przecież brzmią i dzisiaj w życiu niejednego człowieka. Są w tym misterium jeszcze inne sceny, dźwięki, słowa, które zapadają w pamięć. Na sądzie u Piłata jak brzytwa tną powietrze okrzyki: „Na śmierć!”, skandowane przez tłum, wyrastający gdzieś z dołu, jakby z czeluści piekielnej. Jest przepiękna scena zdjęcia umęczonego ciała Jezusa z krzyża, które bierze w ramiona Maryja, jak w najsłynniejszej Piecie – rzeźbie Michała Anioła. – Coście, ludzie, uczynili? Żeście Syna mi zabili! Przez wszystkie wieki wypominać wam będą, żeście Boga zabili zdradziecko. Że zabiliście prawego człeka. Że zabiliście mi... dziecko! – śpiewa łamiącym się głosem Matka. Jest wreszcie poranek wielkanocny i wzruszające spotkanie zmartwychwstałego Jezusa z Piotrem i innymi apostołami. Tekst Pasji utkany jest z fragmentów Starego i Nowego Testamentu, ale część dialogów mówiona jest żywym, współczesnym językiem. Wątkiem, który przewija się przez kolejne sceny, są zwrotki Gorzkich Żali. Ważną rolę pełni w tym spektaklu muzyka, która jest grana na żywo. W tym roku część ścieżki dźwiękowej przygotował Michał Kaczor, młody inżynier, instrumentalista, który grał na oryginalnych instrumentach wspominanych na kartach Biblii. Zabrzmiała też, obecna od pierwszego spektaklu, lira korbowa, na której gra Marzena Lamch-Łoniewska. – Muzyka jest zawsze przedłużeniem naszych emocji na scenie – zaznacza wokalistka.

    Misterium to nie tylko rola

    Powrót do długoletniej tradycji misteriów Męki Pańskiej w Czerwińsku nastąpił 4 lata temu, dzięki salezjanom z Ośrodka Młodzieżowo-Powołaniowego „Emaus”. Spektakle pasyjne, grane w pobliżu czerwińskiej bazyliki Zwiastowania NMP, są przeżyciem nie tylko dla widowni, ale także dla aktorów – artystów z różnych części Polski, zaangażowanych na co dzień w inne projekty teatralne. Trzon tego zespołu od początku tworzą m.in. Adam Łoniewski (Judasz) – absolwent PWSFiT w Łodzi, aktor teatralny i filmowy, Mariusz Kozubek (Herod) – założyciel Teatru A z Gliwic, reżyser spektakli „Tobiasz” i „Pieśń o św. Franciszku”, Marzena Lamch-Łoniewska (Maryja) – wokalistka, aktorka, założycielka zespołu „Kalokagathos”, i reżyser Pasji Marcin Wąsowski (setnik) – na co dzień artysta kabaretowy. Do zespołu dołączają nowe osoby: młodzi aktorzy, nauczycielki, ludzie różnych zainteresowań i z rozmaitym doświadczeniem. Poświęcają czerwińskiemu misterium pewną część swojego zawodowego i prywatnego życia. – To jest dla nas czas rekolekcji, bycia z rodziną, z salezjanami, w tej niepowtarzalnej atmosferze. To jest ogromne przeżycie duchowe i dopóki tak będzie, dopóty to ma dla nas sens. Misterium jest czymś dużo więcej niż spektaklem. Nie da się go zbudować samą techniką, środkami artystycznymi, tylko przez duchowość każdego z nas – wyjaśnia Marzena Lamch-Łoniewska. – Misterium to nie tylko rola. To jest historia, którą przeżywamy razem i którą chcemy się podzielić. To dla nas swoiste rekolekcje. Każdy przyjeżdża tu ze swoją historią, ze swoimi sprawami. W tygodniu pracujemy, robimy swoje rzeczy, a przez sześć weekendów Wielkiego Postu, pomimo różnych trudności, zbieramy się tutaj i cieszymy się tym. Sam tekst misterium to historia biblijna, historia Jezusa, którą wszyscy kochamy i nosimy w sercu, i chcemy ją przeżywać co roku. Ona się nie zmienia. Dlatego to żyje i dlatego tak rezonuje. Dla mnie szczególnie trudna jest scena szydzenia pod krzyżem. Po pierwszym roku grania w spektaklu bardo trudno było mi słuchać Ewangelii w Wielki Piątek – przyznaje Anastazja Bukowska, w spektaklu znakomicie odtwarzająca role arcykapłana i Szatana. Sam spektakl z roku na rok trochę ewoluuje. Rozbudowywane są niektóre sceny, inaczej rozkładane są akcenty. Aktorzy nie przywiązują się zbytnio do swoich ról, bo te się zmieniają. Również dzięki temu spektakl nie traci na świeżości. Na przykład Piotr Solorz był już św. Janem, a w tym roku mierzy się z rolą Piotra Apostoła. – Mamy w tym spektaklu takie paralele: Judasz–Piotr czy Jan–Jezus. Dlaczego Judasz stracił nadzieję? Widział przecież cuda Jezusa. To pycha sprawia, że człowiek skupia się na samym sobie. Uważa, że miłosierdzie Boże nie jest tak wielkie, by mu wybaczyć i pokonać grzech. Natomiast Piotr ostatecznie przyjmuje Dobrą Nowinę, biegnie do grobu. Jezus spotyka go w drodze. Myślę, że to jest piękne chrześcijańskie przesłanie – by nie zatracać się w grzechu, który jest zawsze zdradą Jezusa. Trwanie w tym nic dobrego nie przynosi – wyjaśnia swoją rolę Piotr. Jak mu się gra w misterium? – Grając cały czas ten tekst, ciężko jest budować tylko na nim, by było to prawdziwe i szczere. Człowiek musi na pewno sięgnąć do jakichś swoich doświadczeń. Do tego, że grzech, zdrada jest nam wszystkim znana. Paradoksalnie to złe doświadczenie może być wykorzystane w dobrym celu – mówi odtwórca postaci św. Piotra.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół