• facebook
  • rss
  • Strumyk, który płynął pod prąd

    Wojciech Ostrowski

    |

    Gość Płocki 08/2017

    dodane 23.02.2017 00:00

    Słynął w Przasnyszu i okolicy jako znakomity lekarz, ale tylko nieliczni wiedzieli, że dr Konstanty Pukianiec służył wcześniej w sławnym oddziale partyzanckim.

    Wuj o „Łupaszce” nieczęsto opowiadał – mówi Mikołaj Pukianiec. – Tamte doświadczenia były dla niego traumą, ale wszyscy wiedzieliśmy, że ma za sobą piękną historię.

    Otrzymałem „rozgrzeszenie”

    Urodził się w 1914 r. na Wileńszczyźnie, w majątku Jutańce, którym zarządzał jego ojciec Antoni. Matka Emilia wychowywała Konstantego i jego rodzeństwo w duchu tolerancji i szacunku wobec kultury własnej i innych. Starszy brat Leopold został księdzem, profesorem Uniwersytetu Stefana Batorego oraz seminariów duchownych w Wilnie, a później w Kownie. Konstanty po ukończeniu studiów medycznych w 1941 r. zaczął pracować jako lekarz. Nie trwało to długo.

    Dwa lata później, zagrożony aresztowaniem przez gestapo, dołączył do 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, gdzie został szefem służby sanitarnej. Używał pseudonimu „Strumyk”. Służył partyzantom podczas walk z wojskami niemieckimi, formacjami litewskimi i radziecką partyzantką. Szybko dał się poznać jako wspaniały lekarz, przeprowadzając w polowych warunkach niełatwe operacje. Wędrując z 5. Brygadą, służył też pomocą mieszkańcom kresowych wsi i miasteczek. – Był bardzo miły – wspomina sanitariuszka Lidia Lwow-Eberle, ps. „Lala”. Po wkroczeniu Armii Czerwonej na Wileńszczyznę latem 1944 r. był kilkakrotnie zatrzymywany i aresztowany. Dwa razy groziło mu już rozstrzelanie, ale ocalał, jak wierzył, cudem, dzięki Bożej Opatrzności i pomocy prostych ludzi, których leczył. Tuż przed jedną z egzekucji ratował się ucieczką, podczas której został ranny. Aresztowany później i osadzony w więzieniu NKWD odzyskał wolność, bo jako lekarz okazał się potrzebny również Sowietom. W ramach tzw. repatriacji opuścił Wileńszczyznę i osiadł w Toruniu. Tam odnaleźli go koledzy z oddziału „Łupaszki”, który działał wtedy na Pomorzu. Współpraca „Strumyka” z 5. Brygadą nie trwała jednak długo. Kilka miesięcy później znalazł się wśród osób zadenuncjowanych przez łączniczkę Reginę Mordas-Żylińską, która podjęła współpracę z Urzędem Bezpieczeństwa. „Zaczęło się robić gorąco, musiałem wiać – pisał po latach. – Pod przybranym nazwiskiem pracowałem w małym miasteczku, w szpitalu, jako intendent. W 1947 r. ujawniłem się w Warszawie. »Wyspowiadałem się« i otrzymałem »rozgrzeszenie«. Wróciłem do Torunia”.

    Ordynator modli się

    Kolejny etap w życiu dr. Pukiańca rozpoczął nakaz pracy ministra zdrowia kierujący go do szpitala powiatowego w Przasnyszu, gdzie objął stanowisko ordynatora oddziału chirurgicznego. Co ciekawe, miało to miejsce 1 marca 1952 r., czyli dokładnie rok po egzekucji członków IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, której rocznicę obchodzimy od kilku lat jako Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych. Przeniesienie do Przasnysza było dla lekarza tej miary zesłaniem. Nie wolno mu było podjąć pracy w większym mieście. Został też objęty dozorem milicyjnym. Mimo to trwale związał się z miastem, gdzie przyszło mu pracować ćwierć wieku. Przez ten czas dał się poznać jako znakomity chirurg nie tylko w Przasnyszu. W skromnych warunkach przeprowadził wiele trudnych i skomplikowanych operacji. – Moi rodzice mówili, że był naszym, w dzisiejszym pojęciu, lekarzem rodzinnym – mówi Danuta Kaźmierczak. Doktor Pukianiec w ostatniej chwili operował jej rozlany wyrostek robaczkowy, którego nie zdiagnozowali dwaj inni lekarze.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół