• facebook
  • rss
  • Gra o coś więcej

    Wojciech Ostrowski

    |

    Gość Płocki 01/2017

    dodane 05.01.2017 00:00

    Jak wszyscy sportowcy bardzo chcą wygrywać, ale… chodzi im nie tylko o zwycięstwo.

    Klub sportowy Black Dragons powstał w tym roku, ale jako grupa nieformalna drużyna zaczęła działać już cztery lata wcześniej. Jedenastkę młodych koszykarek i koszykarzy na wózkach połączyła chęć wyjścia z domu i posmakowania sportowej rywalizacji. Aby było to możliwe, musieli się zmierzyć ze swoimi słabościami i ograniczeniami. Zgodnie z nazwą klubu, walczą jak smoki. Można też powiedzieć, że robią to, do czego zachęcał w Krakowie papież Franciszek – opuścili wygodne kanapy.

    – To bardzo dobre skojarzenie – zgadza się Robert Piotrowski. – Lepiej wyjść i poćwiczyć niż siedzieć w domu. Człowiek, który uprawia jakiś sport, jest zdrowszy. Wiem z doświadczenia, że gdy ćwiczę, mam lepsze samopoczucie. Robert, uczeń technikum informatycznego, jest uważany za najlepszego zawodnika w drużynie. Uczestniczył w prestiżowych Mistrzostwach Europy U22 w Hiszpanii. – Niestety nie wyszliśmy tam z grupy, lecz zdobyłem doświadczenie – opowiada. – Gdy skończę szkołę, prawdopodobnie będę jeździł do innej drużyny i grał w polskiej lidze. W klubie Black Dragons gra mi się dobrze, chociaż teraz jest mało ludzi, ale i tak jest fajnie. Najważniejsze dla mnie jest to, żeby utrzymać formę i pomagać drużynie, a przy tym dobrze się bawić, porozmawiać ze znajomymi, miło spędzić czas. Podobnego zdania jest pomysłodawca, współzałożyciel i kapitan drużyny Łukasz Beker. – Treningi traktuję jak rehabilitację i odskocznię od życia codziennego. Jest to dobra forma aktywnego spędzania czasu. Możemy spotkać się w gronie osób niepełnosprawnych, porozmawiać na różne tematy i pośmiać się. Moim hobby jest grafika komputerowa i motoryzacja. Obecnie studiuję grafikę w Łodzi. Jestem też autorem logo drużyny – mówi Łukasz. Wśród zawodników Black Dragons są osoby od gimnazjalistów po pracujących zawodowo dorosłych. Członkami klubu są także ich rodzice i rodzeństwo, służący wsparciem. – Wspólnie angażujemy się w sportowe, a także pozasportowe przedsięwzięcia – wyjaśnia Anna Beker, mama Łukasza i prezes klubu. – Zbiórka plastikowych nakrętek i makulatury pozwala na dofinansowanie kupna specjalnych wózków do gry w koszykówkę. Poszukujemy również darczyńców i ofiarodawców. Akcja zbierania nakrętek osiągnęła imponujące rozmiary, wykraczając swym zasięgiem daleko poza miasto nad Węgierką i jego okolice, gdzie uczestniczą w niej m.in. urzędy, szkoły i przedszkola. Włączyli się także mieszkańcy Olsztyna, Warszawy, Pułtuska i Ostrowi Mazowieckiej. Do tej pory udało się dzięki temu kupić cztery wózki, ale potrzeba ich więcej. Podczas meczów przasnyscy koszykarze mogą liczyć na kolegów z zaprzyjaźnionych klubów z Olsztyna i Warszawy, którzy pożyczają im swoje wózki. Black Dragons wyjeżdżają do tych miast na rozgrywki, a także goszczą olsztyńską i warszawską drużynę u siebie na meczach towarzyskich, realizowanych w ramach współfinansowanego przez miasto projektu „Przygoda z koszykówką”. Podczas jednego z tegorocznych wyjazdów przasnyskie Smoki wywalczyły swój największy dotychczasowy sukces sportowy. – W czerwcu w olsztyńskiej galerii braliśmy udział w rozgrywkach „Korona 3$3”, gdzie zajęliśmy trzecie miejsce – opowiada kapitan drużyny. – Jednym punktem przegraliśmy walkę o drugie miejsce. Byliśmy trochę zawiedzeni, ale i tak cieszyliśmy się z trzeciego miejsca, ponieważ graliśmy z drużynami z ligi. – Mierzymy się z drużynami, które jeśli chodzi o dysfunkcje, są w innej sytuacji – wyjaśnia trener Grzegorz Cołosiński. – Ze względu na uwarunkowania zdrowotne jesteśmy daleko za tymi drużynami, z którymi gramy. Po prostu ich dysfunkcje są zdecydowanie mniejsze i mają mniejszy wpływ na zdolności psychomotoryczne. I to ma w dużej mierze wpływ na wynik. Poza tym są to osoby dorosłe, wyższe, silniejsze fizycznie i mające dużo większe doświadczenie, bo grające już od lat. – Proponowano nam udział w rozgrywkach ligowych, ale na przeszkodzie stoi brak funduszy i zawodników – uzupełnia drugi trener, Cezary Pajewski. – Jeżeli chcielibyśmy trenować sport wyczynowy czy kwalifikowany, to niezbędny jest element selekcji. U nas jest to typowa rekreacja i aktywna rehabilitacja przez sport – dodaje G. Cołosiński. – To także wyjście z domu, pokazanie, że są ludzie, którzy chcą uprawiać sport w takim wymiarze i w takim stanie. Do tej pory, ponieważ nie było klubu, nie mieli takiej możliwości. Siedzieli w domu, grając ewentualnie na komputerze. Działalność klubu nie ogranicza się tylko do treningów i meczy. Zawodnicy na różne sposoby wychodzą na zewnątrz: podczas spotkań w szkołach, uczestnicząc w Dniach Przasnysza, Jarmarku Staropolskim czy Przasnyskiej Spartakiadzie Integracyjnej. We własnym gronie integrują się m.in. podczas wakacyjnych pikników przy grillu i spotkań opłatkowych. – Za największy sukces uważam to, że drużyna powstała i nadal istnieje – mówi Anna Beker.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół