• facebook
  • rss
  • W szkole pani Marii

    Agnieszka Otłowska

    |

    Gość Płocki 50/2016

    dodane 08.12.2016 00:00

    Co mówią o swej ciekawej przeszłości ruiny dworu w Szczukach k. Makowa Mazowieckiego?

    Jedziemy w stronę Przasnysza i po drodze zatrzymujemy się w Szczukach. To niewielka wioska, a w niej popadający w ruinę dwór. Jego historia wiąże się nie tylko z wielkimi rodami Krasińskich i Czartoryskich, ale także z trzyletnim pobytem w tym miejscu największej polskiej uczonej Marii Skłodowskiej-Curie. Od 1886 do 1889 roku pracowała u ówczesnych właścicieli dworu – Żórawskich jako guwernantka. Prowadziła jednocześnie tajne nauczanie dzieci ze Szczuk i pobliskiego Krasińca.

    Z cukrownią w krajobrazie

    Skłodowska przybyła tu z Warszawy w mroźną noworoczną noc 1886 roku. Miała wtedy dokładnie 18 lat, a w kieszeni maturę, którą uzyskała w wieku 16 lat. „Z ciężkim sercem wchodziłam na stopnie wagonu” – wspominała jeszcze po latach. „Miał mnie on [pociąg – przyp. red.] oddalać przez kilka godzin od tych, których kochałam. (…) Co mnie tam spotka? Takie zadawałam sobie pytanie siadając przy oknie wagonu i spoglądając na rozpostarte równiny” – pisze w swojej autobiografii. Po kilku godzinach wysiadła prawdopodobnie na dworcu w Ciechanowie. Następnie pokonywała pięciogodzinną podróż końmi. Szczuki położone nieopodal Krasnego (miejsca rodowego Krasińskich) wchodziły w skład dóbr hrabiego Ludwika Adama Krasińskiego. Ciekawa jest historia dworu w Szczukach z tego okresu. Z zachowanych dokumentów wynika, że zbudował go Juliusz Żórawski w 1870 roku. „Dworek stał w pobliżu cukrowni »Krasiniec«. Był murowany, z czerwonej cegły, otynkowany, z drewnianym gankiem. Dworek otaczał z jednej strony park przechodzący w rozległy ogród, z drugiej zabudowania gospodarcze. Był typowym przykładem domu, w którym mieszkała rodzina dzierżawcy majątku w końcu XIX wieku” – pisze o tym miejscu Teresa Kaczorowska w książce „Córka mazowieckich równin”. Budynek był parterowy, wysoko podpiwniczony, z piętrową wstawką. W piwnicach mieściły się pomieszczenia gospodarcze, pralnia, kuchnia, spiżarnia i pomieszczenia na opał. Na parterze – gabinet, salon i pokój stołowy, dalej sypialnia i pokój gościnny. Na piętrze zaś znajdował się duży pokój, biblioteka, a w szczycie pokój dla guwernantki. „Maria otrzymała w dworku duży i przyjemny pokój na piętrze, z oknem na opisywaną przez Prusa fabrykę cukru” – pisze Kaczorowska. To z tych okien Maria Skłodowska patrzyła na wielki komin i niezgrabne budynki cukrowni. „Osamotniona w Szczukach Maria prowadziła szeroką korespondencję. Pisywała do swej kuzynki Heni, do ojca, brata i sióstr – brakowało jej kontaktów z ludźmi o szerszych horyzontach, ciekawych spotkań, intelektualnych rozmów, tej atmosfery, którą zostawiła w domu rodzinnym w Warszawie. Ceniła obecność pobliskiej cukrowni, odwiedzała ją, prowadziła rozmowy z dyrektorem, inżynierami, pożyczała z jej biblioteki książki i czasopisma. Pomimo że obecność cukrowni negatywnie wpływała na krajobraz, przygnębiający szczególnie jesienią – monotonny równinami pól buraczanych, z błotnistymi drogami, rozjeżdżonymi przez wozy pełne buraków. Wspomina o tym po latach w swojej książce córka Marii, Ewa Curie: »… w promieniu wielu kilometrów, nic – tylko buraki, buraki, buraki… Zwłaszcza w jesieni nieznośnie tu brzydko i szaro, gdy zewsząd cię prześladują stosy tych buraków, poskładane na gliniastej ziemi, załadowane na wozy, które woły leniwie ciągną ku cukrowni. Cała okolica żyje pod znakiem fabryki, każdy z mieszkańców pracuje w niej lub dla niej«” – pisze Kaczorowska. Młoda Maria bywała również w kościele w Krasnem, o czym napisała w liście do kuzynki Heni: „Ażebyś wiedziała jak przykładnie się tu prowadzę! Chodzę do kościoła w każdą niedzielę i święto, nigdy nie zasłaniając się bólem głowy czy grypą, aby zostać w domu”. Kościół w Krasnem był tuż po remoncie. Jak opisuje Kaczorowska, Prus nazwał Krasne „jedną z najpiękniejszych własności ziemskich”. Pisał o tym w swoich „Kartach z podróży”: „Ledwiem wjechał na to błogosławione terytorium, czujesz, żeś stanął oko w oko z kulturą wyższą, z pewnym rodzajem wzorowego folwarku. Pola pięknie uprawne, drogi gładkie jak stół, mostki jeżeli nie murowane to jednak całe i bezpieczne, rowy aż pachną”. Dalej Prus opisywał kościół, którego podziemia mieszczą sarkofagi i groby Krasińskich.

    Tajne nauczanie

    Maria została nauczycielką Broni – prawie swojej rówieśniczki, z którą szybko znalazła wspólny język. Młoda nauczycielka, sądząc z korepetycji, dobrze poczuła się w wiejskim dworku Żórawskich. 18-letnią Marię najwyraźniej pociągały ambitniejsze zajęcia, odkryła inne potrzeby poza towarzyskimi. Po latach w autobiografii wspomina: „Ponieważ normalne obowiązki nie zabierały mi całego czasu, utworzyłam małą klasę dla wiejskich dzieci, które za rządów rosyjskich nie miały gdzie się uczyć. Pomagała mi w tym najstarsza córka gospodarzy domu. Uczyłyśmy małe dzieci i te starsze dziewczęta, które chciały przychodzić, czytania i pisania; puszczałyśmy też w obieg polskie książki, cenione także przez rodziców”. Postanowiła uczyć je mowy i historii polskiej. Bezpłatnie. Maria pisze o tym w listach do swojej kuzynki Heni: „Mam dwie godziny lekcji z Andzią, czytam z Brońcią, na godzinę przychodzi do mnie dzieciak tutejszego robotnika, którego do szkoły przygotowuję; prócz tego Brońcia i ja mamy dwie godziny dziennie lekcji z dziewczynkami wiejskimi; jest to prawie szkółka, bo mamy ich dziesięciu. Uczą się zazwyczaj chętnie, ale strasznie z niemi nieraz trudno. Pociesza mnie, że stopniowo rezultaty się zwiększają z coraz większą prędkością”. Mija pół roku, kiedy ponownie opisuje kuzynce: „Mam stałe codzienne zajęcia z wiejskimi dzieciakami, których liczba dochodzi już do 18; naturalnie nie przychodzą wszystkie razem, bo nie dałabym rady, ale i tak zajmują mi półtorej do dwóch godzin dziennie. W środę i w sobotę zaś siedzę z nimi jeszcze dłużej, czasem do pięciu godzin. Z dzieciaków tych mam rzeczywiście ogromną pociechę”.

    Uczuciowy zawód

    W trakcie pobytu w Szczukach Maria przeżyła swoją pierwszą miłość. Jej uczucie ulokowało się w najstarszym synu państwa Żórawskich – Kazimierzu. Studiował nauki matematyczne oraz fizyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Do rodzinnego domu w Szczukach przyjeżdżał jedynie na ferie i wakacje. Pokochali się niemal od pierwszego wejrzenia. Maria była pełna wdzięku, wesoła i dowcipna. Kochała sport, lubiła tańczyć i doskonale jeździła konno. Dla starszego o rok Kazimierza przyjęta przez jego rodziców nauczycielka (kulturalna, inteligentna, znająca języki obce, obdarzona wyjątkową pamięcią) była inna od wszystkich panien dotychczas znanych. Przystojny Kazimierz uwodził wdziękiem i imponował jej matematycznym rozumem. Wydawali się dla siebie stworzeni. Jednak już pod koniec 1886 r. ich zauroczenie wywołało burzę w rodzinie. Ojciec zapowiedział synowi, że nigdy nie otrzyma zgody na poślubienie ubogiej guwernantki, matka zaś oświadczyła, że zostanie wydziedziczony. „Sprawiło to zakochanej guwernantce wielki uczuciowy zawód. Pierwsze doświadczenie miłosne było bardzo bolesne, choć gdyby została żoną Kazimierza, prawdopodobnie nie osiągnęłaby sukcesów w promieniotwórczości. W licie do Heni napisała, że „gorączka zwana zauroczeniem” już nie wchodzi w jej plany: „jeżeli zaś dawniej miałam inne, to poszły z dymem, pogrzebano, pochowano, przypieczętowano i zapomniano, bo, jak ci wiadomo, mur zawsze mocniejszy od głowy, która go przebić pragnie….” – tak opisuje jej zawód miłosny Kaczorowska. Uboga guwernantka, już w niezbyt przychylnej atmosferze, przygotowywała dzieci Żórawskich do pójścia do publicznych szkół jesienią 1889 roku. Zaraz po egzaminach pożegnała ten dom. Zastanawiała się, jak wpłynął na nią trzyipółroczny pobyt w Szczukach. W listach do Heni pisała: „wszyscy mówią, żem się przez cały czas pobytu tutaj i fizycznie, i moralnie bardzo zmieniłam; nic dziwnego, miałam 18 lat dopiero skończonych, gdym przyjechała, a tyle tu przeszłam, były i takie chwile, które do najboleśniejszych w życiu policzę”. Po 3,5 roku pracy, izolacji na prowincji oraz odrzuceniu przez ukochanego niespełna 22-letnia guwernantka powróciła do Warszawy.

    Szara rzeczywistość

    XIX-wieczny dwór w Szczukach popada w coraz większą ruinę. Czy podzieli los innych zabytkowych budowli, po których nie ma już śladu? Od kilkunastu lat dworek jest pusty. Właścicielem majątku w Szczukach jest obecnie stadnina koni w Krasnem. O dalsze losy dworu zapytaliśmy prezesa zarządu. – Kieruję stadniną od czerwca i z tego, co mi wiadomo, decyzją konserwatora zabytków zostały wykonane prace konserwatorskie i wydzielona działka do sprzedaży. Dawniej nie znalazł się żaden kupiec, ale teraz znaleźli się spadkobiercy i sprawa jest w sądzie. Do czasu rozpatrzenia nic nie możemy zrobić – wyjaśnia Dariusz Domański. – Dworek w Szczukach jest jedną z wielu pamiątek w Polsce po Marii Skłodowskiej-Curie. O nim wspominają wszystkie biografie dotyczącej noblistki, niezależnie w jakim języku są pisane: po francusku czy po angielsku. Szkoda tylko, że to miejsce tak marnieje. Można by je wykorzystać na różnego rodzaju konferencje, sympozja i spotkania naukowe – zwraca uwagę Katarzyna Olzacka, pasjonatka lokalnej historii. Powiat makowski ubogi jest w zabytki świeckie. Niewiele tu było dworów, a te nieliczne, które pozostały, są niedostępne dla turystów. W tej rzeczywistości Szczuki ze swą znakomitą przeszłością mogłyby stanowić jego wizytówkę.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół