• facebook
  • rss
  • Przypowieści o miłosierdziu

    ks. Włodzimierz Piętka

    |

    Gość Płocki 47/2016

    dodane 17.11.2016 00:00

    Otwarto w diecezji 16 bram, aby... bliżej nam było do Boga i do drugiego człowieka.

    Oto historie jakby z Ewangelii wzięte, począwszy od tych, które wydarzyły się w tym roku, przez te sprzed kilkunastu i kilkuset lat. Poruszające i zawsze aktualne, bo miłosierdzie działa zawsze. Zostały spisane przy czterech z szesnastu Bram Miłosierdzia w naszej diecezji.

    Dwukrotnie ocalona

    Pierwsza brama – w sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Są Wietnamczykami. Pham Thi Thanh Diem wraz z mężem i dziećmi mieszka od wielu lat w Brukseli. Są katolikami i dlatego w Roku Miłosierdzia przyjechali do Polski. Pielgrzymując śladami św. s. Faustyny Kowalskiej, całą rodziną pojawili się w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Płocku, aby podziękować za dwukrotne ocalenie życia. Pham została cudownie uratowana z dwóch zamachów terrorystycznych, które miały miejsce 22 marca 2016 r. w Brukseli – najpierw na lotnisku, a potem w metrze. Na lotnisku, gdzie wybuchła bomba, czekała na przylot brata, udało jej się stamtąd uciec po wybuchu bomby. Do metra. Tam, w wagonie pociągu, w którym siedziała, miała miejsce kolejna eksplozja. Odłamki bomby wypaliły w jej szaliku kilka dziur, ale jej samej nic się nie stało. Tego dnia dwukrotnie zostało podarowane jej życie. Jak sama o tym powiedziała, ma wielkie nabożeństwo do Bożego Miłosierdzia i jest przekonana, że to miłosierdzie ocaliło jej życie. Miała też wtedy przy sobie mały obrazek Jezusa Miłosiernego, który zawsze przy sobie nosi. – To świadectwo Wietnamka złożyła w marcu w naszym sanktuarium i zostawiła jako wotum swój nadpalony szalik – mówi s. Jolanta Pietrasińska ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. – Miejsce pierwszych objawień Pana Jezusa Miłosiernego nawiedziło w tym roku 12 tys. pielgrzymów z ponad 30 krajów świata. Warto dodać, że w tych dniach mija 20 lat, odkąd w sanktuarium trwa całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu. Z pewnością tak wielu pielgrzymów przyciąga również rozbudowujące się sanktuarium – dodaje s. Jolanta.

    „Zawsze się dzielę”

    Druga brama – w parafii św. Pio- tra Apostoła w Ciechanowie. Z kościołem Chrystusa Miłosiernego, najstarszym w diecezji wzniesionym pod tym wezwaniem, był związany Krzysztof Pepławski. Choć niemal przez całe życie ciężko chorował, bo od 5. roku życia zaczął tracić sprawność kończyn, najpierw dolnych, a potem górnych, powtarzał, że „cierpienie jest jego chlebem codziennym”, że „bez niego nie potrafiłby żyć” i że „cierpienie nie odebrało mu radości, której miał o wiele więcej”. Jego życie (1925–1998) było naznaczone miłosierdziem, które najpierw go ocaliło, a potem szeroko otworzyło jego serce. Krzysztof miał 15 lat, gdy w ościsłowskim lesie, niedaleko rodzinnego domu, Niemcy zgładzili setki osób chorych i niepełnosprawnych. Zginąć mieli i Krzysztof, i jego rodzeństwo. – Tatuś pojechał do Ościsłowa sam, a mamusia razem z nami, modląc się na klęczkach, czekała. – Jeśli przyjdą po nas... – mówiła – ...to zginiemy wszyscy razem. Inne jednak były plany Bożej Opatrzności względem nas. Niemcy nie zatrzymali tatusia, lecz grożąc karami, odesłali do domu. Od tamtej chwili aż do końca okupacji rodzice musieli nas ukrywać – opowiada Stefania Pepławska. Było to w roku 1940. Wiele lat później, w 1987 r., w czasie III pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny, pani Stefania, siostra pana Krzysztofa, była na spotkaniu papieża z chorymi w kościele Mariackim w Gdańsku. – Ojciec Święty położył dłonie na mojej głowie, a na moją prośbę: „Ojcze Święty, podziel się z nami swoim krzyżem”, odpowiedział: „Zawsze się dzielę” – wspomina pani Stefania. I stała się rzecz niesłychana: od tamtej chwili, gdy Jan Paweł II rozpoczynał jakąś pielgrzymkę, albo gdy do Ciechanowa przybyła figura Matki Bożej Fatimskiej, stan zdrowia rodzeństwa Pepławskich ulegał gwałtownemu pogorszeniu, tak jakby ich cierpienie miało towarzyszyć jakiejś duchowej walce, a gdy to wydarzenie się kończyło, stan zdrowia się poprawiał. Tak spełniały się słowa Jana Pawła II. Trzeba tu dodać, że Krzysztof Pepławski ofiarowywał swoje cierpienia także w intencji trzeźwości narodu, był autorem tekstów i modlitw o trzeźwość.

    Przez konfesjonał

    Trzecia brama – w kościele kapucynów w Zakroczymiu. Władze carskie chciały, aby ten klasztor stał się „umieralnią” zakonników w brązowych habitach. Zamknięci i ograniczeni w aktywności duszpasterskiej i społecznej, mieli stać się mniej szkodliwi dla carskiego reżimu i zepchnięci na margines. A tymczasem ten margines i peryferia stały się opatrznościową okazją dla o. Honorata Koźmińskiego, aby rozpocząć wielkie apostolskie dzieło. Wiele już napisano o ukrytych zgromadzeniach zakonnych, które zakładał błogosławiony, ale zakroczymski kościół i konfesjonał były przede wszystkim przełomowe w życiu duchowym samego o. Koźmińskiego. Jak zauważają biografowie, jego pragnieniem było jak najczęstsze nawiedzanie Najświętszego Sakramentu, nawet 33 razy dziennie, na cześć 33 lat życia Zbawiciela. Aby strzec się przed duchową monotonią i rutyną, na każdy rok obierał jako patrona innego świętego, co miesiąc czcił osobną tajemnicę z życia Jezusa i Maryi. Z czasem każdej wykonywanej czynności przypisywał konkretną intencję albo akt strzelisty. Każda więc praca, nawet przejście klasztornym korytarzem czy wejście do kościoła, spojrzenie na krzyż czy ołtarz, była związana z intencją i modlitwą. Warto o tym pamiętać, modląc się w tym miejscu, tak bardzo przesiąkniętym modlitwą świętego kapucyna. Taki był owoc jego wielu lat pozornej bezczynności i ukrycia, owoc zakroczymskiej „pustelni”. Dlatego już na początku pobytu w Zakroczymiu, w 1865 r., pisał: „Zrozumiałem, jak wielką łaską Bożą jest dla mnie ukrycie i samotność, do których teraz mnie Pan powołuje”. Najpierw siebie samego, a później swoich duchowych synów i córki upominał, aby traktowali poważnie każde duchowe zobowiązanie, ponieważ jest zaciągnięte wobec Boga. I powtarzał: jeśli dawać, to dawać całkowicie, trzeba demaskować siebie, swe złe skłonności i nosić Boga w swych myślach i sercu. Ale szczególną przestrzenią działalności o. Honorata był konfesjonał, w którym spędzał wiele godzin. Przywołajmy tylko dwie rady błogosławionego spowiednika dla swych penitentów, aby zrozumieć jego łagodność i wymagania: „Moje dziecko drogie, niech cię Pan Jezus błogosławi za twoją szczerość”, albo: „Trzeba się nauczyć pewnych uwag silniejszych w niektórych materiach i wprowadzić pokuty medycynalne, czyli lecznicze” – powtarzał o. Honorat z zakroczymskiego konfesjonału. To była jego bezkompromisowa walka o świętość, podejmowanie trudu i codziennie ponawiana wierność.

    Brat święty

    Czwarta brama – u Matki Bożej Przasnyskiej – Niepokalanej Przewodniczki. To brama nawrócenia, przez którą przeszedł Paweł Kostka, brat naszego świętego z Rostkowa. Okazały kościół był wzniesiony właśnie przez niego. – Niesprawiedliwym uproszczeniem jest nazywanie starszego brata św. Stanisława czarnym charakterem – powtarza często ks. dr Janusz Cegłowski z Mławy, który propaguje kult św. Stanisława Kostki. To prawda, że w okresie nauki dwóch braci w Wiedniu dochodziło między nimi do konfliktów na tle stylu życia. Paweł nie mógł zrozumieć pobożności Stanisława i był wobec niego uszczypliwy. Ale gdy Paweł przybył do Rzymu w miesiąc po śmierci brata i był świadkiem jego rosnącej sławy i przekonania o świętości, wszystko to nim wstrząsnęło. Do Polski wrócił „inny” Paweł. Teraz zaczął modlić się słowami: „Bracie święty, proś Boga za mną grzesznym i przebacz mnie, prześladowcy twemu”. Rozpoczął także działalność dobroczynną. Zbudował kościół i klasztor dla bernardynów w Przasnyszu, na który przeznaczył znaczną sumę pieniędzy. Po śmierci matki sprzedał rodzinny majątek, a pieniądze przeznaczył na cele dobroczynne. W Przasnyszu założył także szpital i przytułek, wreszcie ufundował obraz Matki Bożej Śnieżnej do nowo wzniesionego kościoła, który nazwano „najwspanialszym przasnyskim owocem wyrzutów sumienia”. Marzył o wstąpieniu do jezuitów, ale zmarł w opinii świętości w 1607 roku. Jego życzeniem było, by na jego grobie widniał napis: „Nie wstydzę się Ewangelii”. Przypomnijmy, że kościołami jubileuszowymi Roku Miłosierdzia były: katedra w Płocku, sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Płocku, sanktuaria w Czerwińsku, Oborach, Popowie, Przasnyszu i Ratowie, kościół Chrystusa Miłosiernego w Ciechanowie, kościoły pw. Miłosierdzia Bożego w Gostyninie, Płocku, Pułtusku i Skępem, kościół pw. św. Andrzeja w Lubowidzu, kościół pw. Najśw. Serca Pana Jezusa w Rypinie, kościół pw. Matki Bożej Miłosierdzia w Płońsku i kościół kapucynów w Zakroczymiu.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół