• facebook
  • rss
  • Następcy św. Huberta

    Agnieszka Otłowska

    |

    Gość Płocki 45/2016

    dodane 03.11.2016 00:00

    Jesień najpiękniejsza jest w lesie. Dobrze o tym wiedzą myśliwi, którzy właśnie rozpoczynają nowy sezon.

    Nie ma nic lepszego niż życie na co dzień z przyrodą i podglądanie zwierzyny – uważają myśliwi. Łowiectwo to nie tylko polowania i wspólne wyprawy, ale także pasja, wielowiekowa tradycja, kultura, obyczaje i język, które w nich żyją.

    Król polowania

    Przygoda Pawła Rupińskiego z koła łowieckiego „Krzyżówka” w Pułtusku trwa tak naprawdę od czterech pokoleń. – Polował mój pradziadek, potem dziadek i tak trafiło na mnie. Dawniej jednak myślistwo wyglądało zupełnie inaczej. Nie było kół łowieckich, stowarzyszeń, przynamniej na naszym terenie. Myśliwy wydzierżawiał dany obszar pól, lasów czy łąk i na tym terenie polował – opowiada. – Tradycja łowiecka w domu mojego dziadka była zawsze żywa i to on zaszczepił we mnie tę pasję. Zresztą nie tylko we mnie, bo wszyscy męscy członkowie rodziny zostali zarażeni zamiłowaniem do przyrody. Wypady na kaczki, wielokilometrowe wędrówki wśród lasów, łąk, mokradeł, skradanie się do ulubionej miejscówki – to było coś wyjątkowego, do czego do dziś wracam wspomnieniami. Dziadek był dla mnie wzorem do naśladowania. Z pełnym entuzjazmem podziwiałem te jego pasje i było to dla nas wszystkich naturalne, że prędzej czy później pójdziemy w jego ślady. Tak też się stało – mówi Paweł. Swoją przygodę z łowiectwem zaczął jednak stosunkowo późno, bo dopiero w wieku 39 lat. Życie tak się ułożyło, że wcześniej nie miał możliwości, ale przez ostatnie 6 lat intensywnie nadrabia stracony czas, uczestnicząc w polowaniach zbiorowych, indywidualnych i w dokarmianiu zwierzyny. – Nie da się opisać tego wrażenia, kiedy siedzę na ambonie w godzinie zachodzącego słońca. Z jednej strony otacza mnie las, a z drugiej ogromna polana. Zapach skoszonej trawy, śpiew ptaków pobudzają zmysły, koją nerwy – opowiada Paweł Rupiński. Wspomina swoje pierwsze polowanie, 6 lat temu. – W nocy prawie nie spałem. O 6.00 rano w sekundę zerwałem się na równe nogi. Przed 7.00 byłem już na zbiórce. Po odprawie, na której losowaliśmy karty stanowiskowe, ruszyliśmy w teren. Sześć pędzeń i nic. W końcu siódme było moje i okazało się szczęśliwe. Trafiłem dzika! Odebrałem wtedy mnóstwo gratulacji i tamtego dnia miałem pasowanie. Solidnie zostałem wymazany farbą, a krzyż na czole skreślony ręką prowadzącego polowanie nosiłem do końca dnia. Zostałem wtedy królem polowania. Jako jedyny tego dnia ustrzeliłem dzika! Zgodnie z tradycją, cały łup był mój.

    Zanim pójdziemy na łów...

    – Wśród nas są lekarze, prawnicy, przedsiębiorcy, rolnicy, a nawet księża. W łowisku wszyscy stajemy się bracią łowiecką. Wtedy nie ma podziału, kto kim jest i jaką rolę odgrywa na co dzień – uważa Grzegorz Bednarowski, myśliwy z koła łowieckiego „Tur Byszewo”, działającego w gminie Karniewo. Można powiedzieć, że myślistwo jest hobby elitarnym, za które biorą się nieliczni. – Zanim wstąpi się do takiego koła, trzeba odbyć staż kandydacki pod okiem wybranego opiekuna. Trwa on zazwyczaj rok. To rodzaj praktyki, w ramach której wspólnie z opiekunem kandydat wybiera się na polowanie indywidualne, gdzie zajmuje się naganką oraz wykonuje prace na rzecz koła. Następnie kandydat na myśliwego odbywa odpowiednie szkolenie i zdaje egzamin z teorii i zasad myślistwa – wyjaśnia Sylwester Bednarowski z Makowa Mazowieckiego. Po zdanym egzaminie taka osoba ubiega się o pozwolenie na broń. Przez pierwsze lata adept strzela tylko do wybranego gatunku zwierząt łownych. – Po upływie tego czasu musi przejść kolejne szkolenie i zdać egzamin na selekcjonera, i wtedy nabywa prawo do polowania – dodaje S. Bednarowski. Każde wyruszenie na łowy musi być zgłoszone przez myśliwego i zapisane w odpowiednim zeszycie, w którym odnotowuje się poszczególne polowania. – Zapisuje się w nim kto i gdzie polował, ile oddał strzałów, ile było celnych, a także co upolował – wymienia pan Sylwester.

    Z brewiarzem i różańcem w las

    Zainteresowanie myślistwem nie słabnie także wśród księży. W naszej diecezji jest ich kilku. Jednym z nich jest ks. Marcin Niesłuchowski, wikariusz parafii św. Maksymiliana Kolbego w Nowym Dworze Mazowieckim. – Od dziecka lubiłem słuchać o łowach i z wielkim zainteresowaniem obserwowałem środowisko myśliwych. Często opowiadał mi o nich mój tata, który również był myśliwym. Polował wiele lat i uzyskiwał fenomenalne wyniki. Gdy skończyłem seminarium, trafiłem do parafii, gdzie poznałem rodzinę, w której żywe były te tradycje. Zaproszono mnie wtedy na strzelnicę, a potem na wspólne wyjście na łowisko. To rozbudziło we mnie dawne zainteresowania, które, jeśli tak można powiedzieć, mój tata przekazał mi w genach. I tak stałem się członkiem Koła Łowieckiego „Głuszec” w Nasielsku – mówi ks. Marcin. – Gdy siadam w lesie na ambonie, tam czeka na mnie cisza, piękno świata i odpoczynek. Na łowy zabieram ze sobą brewiarz i różaniec. Wyciszam telefon i modlę się. Moje wejście w łowiectwo widzę też jako pewną szansę duszpasterską, bo to środowisko jest przestrzenią, gdzie z Ewangelią mogę dotrzeć do twardego, męskiego grona, odpowiedzieć na pytania, które koledzy „po strzelbie” nie zawsze mają okazję zadać i spokojnie z nimi porozmawiać – tłumaczy ks. Niesłuchowski.

    Dorastanie do patrona

    Właśnie teraz, od wspomnienia św. Huberta, rozpoczyna się nowy sezon łowiecki. W czasie specjalnej Mszy św. ludzie w zielonych mundurach, ze sztandarami i myśliwskimi rogami, modlą się za zmarłych i proszą o obfitość lasów i pól oraz o bezpieczny powrót z polowań. – Mamy ciągle dorastać do naszego patrona, musimy przestrzegać pewnych zasad etyki łowieckiej – mówi ks. Marek Dyga, proboszcz w Szwelicach, a także myśliwy. – Powinniśmy pamiętać, że polowanie to nie bezmyślne strzelanie, zabijanie zwierzyny, ale element planowanej gospodarki, która na pierwszym planie stawia dobro przyrody. To myśliwi budują kapliczki ku czci św. Huberta na łowiskach, to oni dbają o stare krzyże i figury w lasach. O ich przywiązaniu do tradycji świadczą też używane symbole, nazwy kół, odznaki, medale i emblematy. – Widzę, że w tych kołach łowieckich, gdzie przestrzega się pięknych zwyczajów myśliwskich, zwłaszcza o wyraźnym, religijnym charakterze, jest zdrowa, koleżeńska atmo- sfera, wynikająca ze współodpowiedzialności przed Bogiem za przyrodę – mówi ks. Krzysztof Kozłowski, diecezjalny duszpasterz myśliwych.•

    Diecezjalny Hubertus w Malużynie

    12 listopada odbędą się uroczystości patriotyczno-myśliwskie. O godz. 10 będzie sprawowana Msza św. w kościele parafialnym. Przed ołtarzem św. Huberta nastąpi odnowienie ślubowania myśliwskiego. Następnie na cmentarzu przy grobach żołnierzy poległych w obronie ojczyzny zostaną złożone kwiaty.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół