• facebook
  • rss
  • Historia dzieje się na ulicy

    ks. Włodzimierz Piętka

    |

    Gość Płocki 43/2016

    dodane 20.10.2016 00:00

    Przy więziennym murze w Pułtusku o walce, braterstwie i solidarności – w rocznicę odbicia więźniów politycznych przez żołnierzy podziemia antykomunistycznego.

    Za miesiąc, 25 listopada, minie 70 lat od słynnej akcji rozbicia więzienia w Pułtusku. Była to ostatnia wielka akcja podziemia antykomunistycznego w skali ogólnopolskiej. Przez lata była „historią zakazaną”, od 1998 r. przypomina o niej pamiątkowa tablica przy kościele św. Józefa, a od niedawna także okolicznościowy mural, który zobaczy każdy, kto przejeżdża przez centrum miasta.

    Lekcja dla pokoleń

    – Na ziemi pułtuskiej opór przeciwko komunistom trwał niemal przez całą dekadę, a to wydarzenie było symbolem determinacji żołnierzy podziemia antykomunistycznego w tym regionie – mówił w czasie uroczystości w Pułtusku przed dwoma tygodniami dr Tomasz Olszewski z IPN w Warszawie. – To była akcja, która mówi wiele o braterstwie i solidarności tamtych ludzi. Gdy został uwięziony Mieczysław Żebrowski ps. „Kordian”, komendant obwodu Ruchu Oporu Armii Krajowej, postanowiono go odbić, a żołnierzom podziemia z Pułtuska i okolic, którzy nie mogli dobrze tej akcji zorganizować, ze wsparciem przyszedł por. Hieronim Piotrowski ps. „Jura”, prezes Obwodu WiN Ostrów Mazowiecka. Ten dał im do dyspozycji swój oddział osłonowy dowodzony przez Stanisława Łaneckiego ps. „Przelotny”. W walkach z reżimem komunistycznym zginęło ok. 160. osób z tego powiatu. Tym poległym jesteśmy winni wdzięczność. Na ich postawie i ofierze życia powinniśmy budować lokalny patriotyzm. – Żołnierze WiN i AK, żołnierze wyklęci zostawili wielkie dziedzictwo, z którego my dziś czerpiemy – mówił ks. kan. Gawlik, proboszcz parafii św. Józefa. – Oni się nie zlękli, nie pozwolili, aby została zniewolona polska dusza. Ponieśli najwyższą cenę. Nauczyły ich takiego bohaterstwa: rodzina, szkoła, Kościół i polskie wojsko.

    „Przelotny” i Żebrowski

    O samej akcji odbicia więźniów pułtuskiego więzienia szerzej piszą Kazimierz Krajewski i Tomasz Łabuszewski w książce „Żołnierze Wyklęci Ziemi Wyszkowskiej 1944–1952”. Po południu 25 listopada 1946 r. żołnierze WiN wjechali samochodami do Pułtuska od strony zachodniej i zatrzymali się na rynku. Nikt nie zwrócił na nich uwagi, bo wzięto ich za jednostkę LWP. Po zapadnięciu zmroku zablokowali siedzibę UBP i MO oraz dwa mosty na kanale – praktycznie opanowali więc część miasta. W tym czasie druga grupa żołnierzy WiN wjechała do miasta furmankami. Kilkuosobowy patrol opanował pocztę i rozbił centralę telefoniczną, przerywając łączność. Wydzielony patrol wkroczył do budynku zamieszkałego przez pracowników służby więziennej, rozbrajając i zabierając ze sobą kierownika. Wprowadził on partyzantów na teren więzienia. Okazał się bardzo pomocny przy wypuszczaniu więźniów z cel. Potem poprosił, aby partyzanci poturbowali go i związali. Rozbrojono załogę i wypuszczono wszystkich więźniów politycznych. Na terenie więzienia wykonano też wyroki śmierci na trzech strażnikach, którzy wsławili się szczególnym okrucieństwem wobec więźniów. Wszyscy w zwartej grupie zdołali opuścić miasto. Niestety, podczas odwrotu „Przelotny” został śmiertelnie ranny. Był jednym z najmłodszych dowódców partyzanckich organizacji niepodległościowych po wojnie. W chwili śmierci miał zaledwie 21 lat. Trumnę z jego ciałem jeszcze tej nocy zawieziono aż do Długosiodła, gdzie został pochowany na miejscowym cmentarzu. Przez lata grób był bezimienny, bo napis na krzyżu niszczyli funkcjonariusz bezpieki. Teraz nad jego mogiłą widnieje napis: „Niech nigdy nie zaginie pamięć o Przelotnym. Cześć Jego Pamięci!”. Wtedy z więzienia uwolniono m.in. Tadeusza Żebrowskiego, syna komendanta obwodu Ruchu Oporu Armii Krajowej, późniejszego księdza, historyka i wieloletniego dyrektora biblioteki i archiwum WSD, który zmarł przed dwoma laty. „Należałem do Ruchu Oporu AK. Miałem wtedy 21 lat. Ojciec został aresztowany 1 czerwca 1946 roku. Chcieli się dowiedzieć koniecznie, czy u nas w domu jest jakieś archiwum. Nie mogli niczego takiego znaleźć, więc aresztowali mamę, aby od niej coś wydobyć, ale też im się nie udało. Wtedy ją bardzo mocno pobili. O mnie nie mieli za dużo informacji. Może chcieli się dowiedzieć czegoś więcej na ten temat. Przyszli do szkoły, lecz ktoś mnie wcześniej uprzedził. Aresztowano mnie na początku czerwca 1946 roku. Byłem przesłuchiwany na UB w Pułtusku. Przez tydzień siedziałem na UB, później osadzono mnie w więzieniu w Pułtusku. Siedziałem do 25 listopada 1946 roku. Niestety, ojca tam nie było, bo został wywieziony do Warszawy, a akcja ta była przeprowadzona głównie ze względu na jego uwolnienie. Został później skazany na 10 lat. Był więziony przez 5 lat i kilka miesięcy. Mocno podupadł na zdrowiu, bardzo był bity” – wspominał przed kilkoma laty na łamach rocznika „Studia Płockie” ks. Żebrowski.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół