• facebook
  • rss
  • Miłosierdzie boli, ale warto

    dodane 20.10.2016 00:00

    Jeśli możesz – zapomnij, jeśli nie – módl się..., czyli rzecz o tym, kiedy chrześcijaństwo staje się wielkie w nas.

    W wiosce niedaleko od nas mieszkała rodzina: ojciec Ukrainiec, matka Polka z dwójką dzieci: synem i córką. Tak się stało, że syn, gdy miał 18 lat, wstąpił do bandy UPA. Pewnego dnia przyszedł do domu i oświadczył ojcu, że ma rozkaz zabić matkę i siostrę. Ojciec nie wiedział, co mu powiedzieć. Z ciężkim sercem wykrztusił z siebie: „Masz swój rozum, wiesz, co robisz...”. Ale gdy chłopak powtarzał, że ma taki rozkaz, ojciec zastrzelił syna... – to jedna z trudnych historii, która została opowiedziana na spotkaniu Bractwa św. Antoniego o pojednaniu polsko-ukraińskim, w ramach tegorocznych Dni Kultury Chrześcijańskiej w Płocku.

    – Miałam 9 lat, gdy musieliśmy uciekać z Kresów – wspominała Kazimiera Olkowicz z płockiego Klubu Inteligencji Katolickiej. – W naszej wiosce mieszkali sami Polacy. Do 1939 r. wszystko było spokojne. Ale gdy przyszła wojna, a zwłaszcza od 1943 r., gdy powstały ukraińskie bandy, zaczęło się piekło. Ja pamiętam tylko dobre historie, zapamiętałam dobrych Ukraińców, bo przecież poświęcali oni swe życie, aby nas ratować, ukrywali nas, dawali jedzenie, pożyczali ubrania. Tam byli ludzie dobrzy i serdeczni. – Boli mnie, że po kijowskim Majdanie władza otwarcie popiera nacjonalizm pod sztandarami UPA i portretami Bandery – mówiła Waleria Gordienko, Polka urodzona w Kijowie. – Mówienie o bólu i krzywdzie bez mówienia o miłości, miłosierdziu i przebaczeniu zawsze będzie tylko bolesnym rozdzieraniem niezagojonych ran, opłakiwaniem niepomszczonych nieszczęść. Czym więc jest przebaczenie? Moja mama miała 5 lat w 1942 r., gdy wraz z moją babcią i czterema siostrami oraz wszystkimi mieszkańcami wioski została zapędzona przez oddział SS i zamknięta w stodole, którą następnie podpalono. Moja ciocia miała wówczas 2 tygodnie i to na nią, przez otwór w dachu, spadła jedna z butelek z koktajlem Mołotowa. Uratował ich młody esesman, otwierając drzwi od strony lasu i krzycząc: „Raus! Raus!”. Wszyscy zdążyli uciec, a jego zastrzelili jego „pobratymcy”... Nigdy w życiu nie usłyszałam słowa „nienawidzę” od mojej babci, której rodzina i ona sama przeżyły równie potworne rzeczy od władz bolszewickich. Ona zawsze mówiła: „Dla tego chłopaka warto przebaczyć wszystkim” – opowiadała Waleria Gordienko. – Przebaczyliśmy sąsiadom, ale nie katom i boli nas, gdy obecnie na Ukrainie sięga się po oprawców i katów rzezi wołyńskiej, ukazując ich jako bohaterów narodowych – mówił historyk Jan Engelgard z Muzeum Niepodległości, p.o. kierownika Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej. – Nie występujemy przeciw Ukraińcom, ale przeciwko konkretnej organizacji nacjonalistycznej. Tym problemem powinni zajmować się historycy. Apel o pojednanie, który płynie ze strony ukraińskich elit, będzie pusty, jeżeli wpierw nie zostanie potępiona tamta ideologia, organizacja i sprawcy rzezi. Niestety, tę trudną kartę naszych wzajemnych stosunków dziś wykorzystuje się politycznie. Problem pojednania polsko-ukraińskiego jest chyba zamknięty, ale boli nas kult zbrodniczej ideologii i zbrodniarzy na Ukrainie – stwierdził Jan Engelgard. W tegoroczne Dni Kultury Chrześcijańskiej wplotły się jeszcze dwa inne wątki: papieski i miłosierdzia. Na spotkaniu w Archiwum Państwowym przypomniano pobyt abp. Karola Wojtyły w Płocku na obchodach milenijnych w listopadzie 1966 roku. – Czy dzisiaj nie przechodzimy zbyt łatwo nad wydarzeniami sprzed 50 lat, które wtedy duchowo uratowały Polskę? – zastanawiał się dr Bartłomiej Noszczak, historyk z Instytutu Pamięci Narodowej. – Czy udało się zrealizować do końca program Wielkiej Nowenny kard. Wyszyńskiego, który miał uformować „nowego człowieka” i „katolicyzm pogłębiony”? Czy był to program skuteczny? Ta refleksja jest wciąż otwarta... – zauważył historyk z Warszawy. – Miłosierdzie obejmuje dwie postawy: wewnętrzną, to jest to osobiste przeżycie, współczucie, współcierpienie, i postawę zewnętrzną, która ujawnia się w aktach pomocy wobec człowieka potrzebującego, ale z zachowaniem jego godności. Żeby to nie było tak: „masz i odczep się!”. To jest relacja dwustronna – ktoś prosi, ktoś pomaga – mówił ks. prof. Michał Grzybowski podczas konferencji zorganizowanej przez diecezjalną Caritas. Przypomniał też sylwetki wielkich jałmużników w historii Kościoła płockiego, m.in. bp. Michała Jerzego Poniatowskiego, bp. Andrzeja Noskowskiego, ks. prał. Ignacego Lasockiego czy bp. Leona Wetmańskiego.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół