• facebook
  • rss
  • Życie na dłoni

    Agnieszka Otłowska

    |

    Gość Płocki 42/2016

    dodane 13.10.2016 00:00

    Od której strony spojrzeć na toczącą się w mediach i na ulicy dysputę pro- i antyaborcyjną? Najlepiej słuchajmy świadków!

    Trzeba było przejść przed dwoma tygodniami przez jazgot czarnych protestów, trzeba się było zasmucić, że aż tylu ludzi on zgromadził, np. w Płocku. Ale przede wszystkim trzeba dojść do cichych i bolesnych świadectw, które skrywa wiele matek i ojców.

    Widziałam go

    Napisała do nas Kinga pochodząca z podpłockiego Bodzanowa. „Ten świat staje do góry nogami i wszystko ulega przewartościowaniu. Chciałoby się powiedzieć, że czas leczy rany... taki prosty slogan, często powtarzany osobom, którym zmarło dziecko. Ma to być swego rodzaju pocieszenie, choć momentami wychodzi zupełnie odwrotnie. Zamiast powtarzania pustych słów, które nic nie wnoszą, lepsze jest milczenie, uścisk dłoni, przytulenie, ciepłe spojrzenie, współczujący uśmiech, a przede wszystkim modlitwa”. Kinga i Daniel pobrali się w grudniu 2007 roku. Od chwili ślubu są dla siebie prawdziwym wsparciem i podporą w trudnościach. Jak sami o sobie mówią, są „osieroconymi rodzicami”. Ich historia jest dowodem na to, że każde, nawet najmniejsze życie jest ważne, że każde bijące serce jest bezcenne. – W grudniu będziemy obchodzić 9. rocznicę ślubu. Nasze życie nie zawsze było kolorowe – przyznają małżonkowie. Od ślubu żyli nadzieją, że ich młoda rodzina się powiększy. – Kolejne miesiące były wyczekiwaniem na upragnione dziecko. Jednak negatywne testy ciążowe sprawiały nam kolejne zmartwienia i załamania – opowiadają. Po dłuższym czasie prób i niepowodzeń zdecydowali się na wykonanie badań dotyczących niepłodności. – Najpierw na badania poszłam ja. Wtedy usłyszeliśmy, że wina jest raczej po mojej stronie. Wyrokiem stał się dla nas PCOS (zespół policystycznych jajników). Usłyszałam, że jeśli kiedykolwiek zajdę w ciążę, to będzie cud – wspomina Kinga. Ale nie tracili nadziei. Trzymali się słów przysięgi małżeńskiej, trwali w wierności i nadziei na potomstwo. – Rodziły się myśli: „Czemu? W czym jesteśmy gorsi? Czemu Bóg dał komuś innemu dziecko, a nam nie?”. Wielokrotnie pytaliśmy Boga, czemu inni na to zasługują, skoro nie chcą tego dziecka? Wtedy tłumaczyliśmy sobie nawzajem, że mamy jeszcze czas, że nie możemy tracić nadziei. Wtedy bardzo pomagała nam modlitwa. Wreszcie testy okazały się pozytywne. Nasze szczęście nie miało granic – opowiadają. Ale szczęście nie trwało długo. W 7. tygodniu ciąży doszło do poronienia. Podobna sytuacja była z drugą ciążą. – Kiedy dowiedziałam się, że jestem ponownie w ciąży, postanowiłam bardzo ograniczyć pracę – opowiada Kinga. – Jednak i tego dziecka nie udało się donosić do końca. Nasze drugie maleństwo utraciłam w 9. tygodniu ciąży. Jednak nie zniechęciliśmy się. Kiedy zaszłam w ciążę po raz trzeci, przestałam pracować od chwili potwierdzenia w 6. tygodniu ciąży, że zaczęło bić jego serce. Nie chciałam ryzykować – wspomina. Do 15. tygodnia ciąży wszy- stko zapowiadało się pomyślnie. Ciąża przebiegała prawidłowo. Nic nie wskazywało na to, że szczęście znów ich opuści. – I znowu, dość nieoczekiwanie, a zarazem zbyt wcześnie poznałam swojego syna. Trwało to chwilę. Jaśka urodziłam, mieszkając w Anglii, w rozpoczynającym się 16. tygodniu ciąży. Był cudownym chłopcem. Nikt nie może mi powiedzieć, że był tylko zarodkiem. On był maleńką wersją mnie i mojego męża. Widziałam go. Trzymałam w dłoni. Był taki malutki. Taki bezbronny. Straciliśmy go – wspomina ze łzami Kinga. – Zapytano nas w szpitalu, czy chcemy zabrać małego ze sobą do kraju, czy też wyrazić zgodę na pozostawienie go i dołączenie do innych płodów. Nie mieliśmy wątpliwości. Jak moglibyśmy pozostawić nasze dziecko, nasze upragnione dziecko? Nigdy – wspominają. Miesiąc później, niedługo przed świętami Bożego Narodzenia, pochowali Jaśka na cmentarzu w rodzinnej parafii. – Wtedy bardzo mocno pomógł nam ks. proboszcz Tomasz Mazurowski. To on powiedział nam, że choć Jasiu wcześnie od nas odszedł, to jednak zostawił nas rodzicami: mamą i tatą – opowiadają Kinga i Daniel.

    Wiara trudna, ale możliwa

    Było trudno, czasami wiary jakby zaczynało brakować, ale właśnie w takich momentach Kinga i Daniel otrzymywali od Boga znaki. – Bóg stawiał na naszej drodze ludzi, którzy bardzo nam pomagali, wspierali i otaczali modlitwą. Wkrótce po pierwszym poronieniu poznałam dziewczynę, która zaszła w niechcianą ciążę. Pamiętam, jak biła się z myślami, co robić. Trzykrotnie podejmowała próbę dokonania aborcji. Płakałam razem z nią, ale błagałam, aby to przemyślała i nie robiła nic głupiego. Wtedy postanowiłam opowiedzieć jej mój ból, który towarzyszył mi po poronieniu. Powtarzałam jej, że kiedy zabije swoje dziecko, nie będzie mogła spokojnie żyć. Dziś ta dziewczyna ma śliczną córkę. Po urodzeniu dziękowała mi za to, że uchroniłam ją i jej córkę przed tragedią – opowiada Kinga. – Bóg ma dla nas plan i jest on dalekosiężny, skoro każe nam na to szczęście tak długo czekać – wtrąca Daniel. Zapamiętali sobie dobrze słowa z książki „Siedem słów” ks. Sebastiana Polaka: „Życie należy do Pana, życie jest święte. Życie jest miłością. Nie podnoś ręki na życie”. – Nie wiemy, jak i kiedy zakończy się nasza historia, ale wciąż wierzymy, wciąż się modlimy o nasz cud, wciąż pokładamy w Bogu nadzieję – mówią zgodnie małżonkowie. – Po tych wszystkich przejściach nie wiedzieliśmy, co dzieje się ze mną jako matką, moim mężem jako ojcem. Nie mogłam się pogodzić z tym, co się stało. Dopiero teraz, po 4 latach, mogę spokojnie o tym rozmawiać, bo mimo że nie zapomniałam, oswoiłam się z tą myślą – stwierdza Kinga. Zamiast wszelkich nietrafionych pocieszeń osieroceni rodzice z Bodzanowa wciąż proszą o modlitwę. Dzień Dziecka Utraconego, który jest przeżywany 15 października, to dla nich okazja, aby przypomnieć sobie, że ich Jaś czeka na nich w niebie. – Są dziś kobiety, które chcą zabić bezbronne dziecko, bo mają takie życzenie lub ochotę. Dokąd zmierza ten świat, skoro kobiety same chcą zabijać swoje dzieci? – pyta Kinga.


    Z Maryją ratuj człowieka

    o. Stanisław Jarosz

    moderator Centralnego Ośrodka Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego na Jasnej Górze (był kustoszem obrazu nawiedzenia w diecezji płockiej).

    Wciąż musimy sobie uświadamiać, że zabójstwo nienarodzonego dziecka ma straszliwe skutki w małżeństwie, rodzinie, jest zagrożeniem dla kraju. Ma negatywne następstwa dla zdrowia matki i konsekwencje psychiczne. Wiele osób musi się leczyć, rujnuje współżycie małżonków, prowadzi do rozpadu relacji rodzinnych, do błędów w wychowaniu dzieci, wpycha w poczucie winy, jest częstym powodem odejścia od praktyk religijnych. Dochodzi błędne myślenie wynikające z braku wiedzy religijnej i rozterki, np. jak ja mogę być zbawiona, jeśli moje dziecko nie będzie zbawione. Skutki te nazywamy syndromem postaborcyjnym, trudnym do wyleczenia, ponieważ nie da się cofnąć historii. Ktoś może sobie powtarzać: ja zabiłam, Bóg mi też inne dzieci zabierze. Czasami te wyrzuty dochodzą do głosu po latach, często na starość. Gorąco i często zachęcam do podejmowania Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. W ten sposób wypełnisz wolę Boga, który jest dawcą życia, uratujesz dziecko nienarodzone, obronisz rodzinę przed skutkami syndromu postaborcyjnego, wesprzesz polską rację stanu, ponieważ naród wymiera. Ponadto Duchowa Adopcja skutecznie leczy głębokie zranienia wewnętrzne spowodowane grzechem aborcji. Pozwala matkom odzyskać wiarę w Boże miłosierdzie, przynosząc pokój ich sercom. Jako bardzo konkretny, bezinteresowny i osobisty dar (modlitwy, ofiary i postu) pomaga w szczególności ludziom młodym kształtować charakter, walczyć z egoizmem, odkrywać radość odpowiedzialnego rodzicielstwa, uzdalniając do postrzegania miłości i seksu oczyma Boga. Ucząc systematycznej modlitwy i pozytywnego działania, pogłębia kontakt z Bogiem. Pomaga odkrywać głęboki sens zaniedbanych praktyk ascetycznych. Może się stać czynnikiem odrodzenia wspólnej modlitwy i miłości w rodzinie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół