• facebook
  • rss
  • Dobra miejscówka i flaga z nieba

    Agnieszka Małecka

    |

    Gość Płocki 36/2016

    dodane 01.09.2016 00:00

    Z pobłogosławionymi przez Franciszka obrazem i kamieniem dla płockiego centrum „Studnia” przepłynęli ponad 600 km szlakiem wiślanym.

    Szesnastoosobowa grupa harcerzy ZHR z Maszewa, pod opieką trzech instruktorów, w tym organizatora całej wyprawy hm. Krzysztofa Nowackiego, przepłynęła dwoma tratwami królową polskich rzek z Krakowa do Płocka. Wieźli niezwykły ładunek – obraz Jezusa Miłosiernego i kamień do ołtarza w kaplicy w płockim centrum „Studnia”. Szaleństwo? Tak, ale kontrolowane.

    Wyprawa zastępu „Białych Wilków” była przygotowywana przez wiele miesięcy. Szlak wodny został dwukrotnie sprawdzony przez organizatora, przemyślano konstrukcje tratw, a nie bez znaczenia było doświadczenie ubiegłorocznego spływu. A jednak zawsze zostaje miejsce na niespodzianki.

    Dziennik pokładowy tego rejsu trzeba by zacząć od Tyńca, gdzie harcerska ekipa złożyła swoje tratwy. W Krakowie przeszli śluzę. Wpływając do Krakowa, pokonali pierwszą przeszkodę. Jeden z mostów był szczególnie niski. Żagiel został położony, ale nie było wiadomo, czy uda się przepłynąć z samym obrazem. Położyć go czy nie? Przepłynęli. Na centymetry. Takich przejść było więcej, jak wspomina Krzysztof Nowacki, na przykład pod linami promów na górnej Wiśle, które harcerze napotkali niespodziewanie, wypływając z zakola. Niestety, królowa polskich rzek wciąż jest słabo oznaczona.

    W samym Krakowie na ŚDM mieli „miejscówkę”, najlepszą z możliwych, bo zacumowali na odcinku między Wawelem i hotelem Sheraton. Wisła też była dla nich łaskawa; tym razem nie musieli rozkładać, przenosić i powtórnie składać tratw. Później, płynąc z dobrą falą, przeszli Połaniec, będąc w stałym kontakcie z pracownikami tej śluzy. Potem był malowniczy Sandomierz, po którym oprowadzał ich znakomity przewodnik, stary harcerz i żeglarz, a dalej kolejne mniejsze i większe miejscowości, m.in. Kazimierz Dolny i Puławy, gdzie zawiązali przyjaźnie z miejscowym środowiskiem harcerskim. W Warszawie kolejna świetna miejscówka – przy Bulwarze Karskiego, w cieniu Zamku Królewskiego. W stolicy wieczorem zaczęła się gra harcerska, zakończona już nocą, pod pomnikiem Małego Powstańca, gdzie przyrzeczenie harcerskie złożyło sześciu uczestników załogi.

    Z 3-tygodniowej wyprawy kilka wydarzeń na pewno zostanie zapamiętanych na długo. Na przykład to, gdy podczas cumowania w podkrakowskich Brzegach dokładnie na ich obozowisko spadła polska flaga z odbitym autografem Jana Pawła II. Została wypuszczona na balonach podczas Mszy św. z papieżem Franciszkiem przez załogę łodzi spotkaną wcześniej w Tyńcu. I na tę flagę już kilku harcerzy złożyło przysięgę. Z Brzegów też zapamiętają wielką gościnność mieszkańców, którzy spontanicznie zaopatrywali ich w owoce i inne produkty, użyczyli samochodu, a nawet otworzyli sklep, gdy załoga potrzebowała części do silnika. Takich gestów podczas rejsu było znacznie więcej, zresztą trudno się dziwić, bo z tak unikatowym ładunkiem – kamieniem i obrazem – budzili ciekawość.

    Z każdym kilometrem Wisła robiła się jednak coraz bardziej kapryśna, pełna mielizn. W Płocku, do którego dotarli wcześniej, niż zakładali, witali ich nie tylko rodzice, ale i wysoka fala. Woda wręcz przelewała się przez obie tratwy, a nawigacja była trudna. A jednak się udało. Cenny ładunek dowieziono. Obraz Jezusa Miłosiernego i kamień węgielny, pobłogosławiony przez papieża, znajdą się teraz w Młodzieżowym Centrum Edukacyjno-Wychowawczym.

    „Białe Wilki” przywiozły coś jeszcze – kolejne harcerskie sprawności. Wyprawa nie udałaby się bez trzech instruktorów ZHR: Krzysztofa Nowackiego – spiritus movens spływu, Krzysztofa Hryniewieckiego i Piotra Sztybora, a także grona sponsorów, m.in.: Cedrobu, PKN Orlen oraz starosty płockiego i gminy Stara Biała. Ale był też inny Organizator, jak mówi komandor rejsu: Opatrzność czuwała nad nimi na każdym kroku.

    Wychowanie na wodzie

    Krzysztof Nowacki – Dlaczego rejs po rzece? Dzisiaj przekazywanie wartości bez powiązania tego z jakąś przygodą i przeżyciem jest bardzo trudne. Poza tym trzy tygodnie spędzone na wodzie sprawiają, że dostrzegamy lepiej dobre i złe strony swojego charakteru. To czas, gdy codziennie można przełamywać bariery i swoje ograniczenia. Taka oferta nie jest dla wszystkich, musi być dobra wola młodego człowieka. Zawsze mówię: „jeśli chcesz...”. Harcerstwo z założenia jest elitarne, co najlepiej pokazał udział harcerzy w powstaniu warszawskim. Spływ tratwą ma być dla najlepszych; ma być nagrodą za cały rok pracy w środowisku harcerskim. Na pewno na tym rejsie nie skończymy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół