• facebook
  • rss
  • Przede wszystkim ich słucham...

    Agnieszka Małecka

    |

    Gość Płocki 15/2016

    dodane 07.04.2016 00:00

    O istniejącym od 5 lat Płockim Parku Pamięci, w którym 96 ofiar katastrofy pod Smoleńskiem upamiętniają drzewa i kamienie, mówi ks. Zbigniew Kaniecki w rozmowie z Agnieszką Małecką.

    Agnieszka Małecka: Po katastrofie prezydenckiego samolotu w 2010 roku w Polsce powstało wiele form upamiętnienia jej ofiar. W Trzepowie jest park...

    Ks. Zbigniew Kaniecki: Pierwszą naszą intencją było utrwalenie pamięci wszystkich osób, które zginęły w Smoleńsku. Z czasem jednak okazało się, jak wielka jest potrzeba, aby objąć modlitwą ich żyjących bliskich. Dlatego dotarły tutaj relik- wie ks. Jerzego Popiełuszki, którego uczyniliśmy ich patronem. Wśród krewnych ofiar smoleńskich jedni się oddalili od Boga, inni zbliżyli do Niego, ale – tak czy inaczej – wszyscy przeżywają dramat. Chcemy te rodziny wspierać.

    Od 6 lat trwa wielkie wołanie o prawdę. Narastają też różne, głównie negatywne, emocje wokół Smoleńska i podziały. W jaki sposób to miejsce łączy ludzi?

    Modlimy się tu za wszystkich, bez żadnych wyjątków; także za tych, którzy są w skomplikowanej relacji z Kościołem. Każdy też może tu przyjechać, bez względu na przynależność wyznaniową czy partyjną. Jest to miejsce poświęcone nie tylko katolikom, bo przecież pod Smoleńskiem zginęły również osoby innych wyznań chrześcijańskich. Każde z drzewek i kamieni ma też swojego miejscowego opiekuna. Na początku nawet obawiałem się, że będzie trudno znaleźć osoby, które dbałyby o drzewa upamiętniające osoby innego wyznania, ale nie było z tym problemu. Oczywiście, na początku był większy zapał. Potem trochę osłabł, ale trzeba powiedzieć, że są osoby, które są tu co miesiąc na Mszach św., zapalają znicze i przynoszą kwiaty. To widać szczególnie wieczorem, po miesięcznicy, w niedzielę po 10. dniu każdego miesiąca. Wieczorem w ciemnościach można spojrzeć na park i zobaczyć palące się światła. To wzruszające. Na pewno to nie wszystkich pocieszy – mam tego świadomość. Ale to jest robione także z myślą o przyszłych pokoleniach.

    Poprzez to dzieło poznaje Ksiądz rodziny, bliskich ofiar katastrofy z 10 kwietnia.

    Wprawdzie nie do wszystkich jeszcze udało się dotrzeć, ale – faktycznie – poprzez ten park i miesięcznice te rodziny stają się mi bliskie. Powoli docieramy do nowych osób, chociaż nie jest to łatwe, bo rodziny smoleńskie są podzielone. Każdego miesiąca odprawiana jest Msza św. w intencji kolejnych ofiar. Próbujemy połączyć je w intencjach, bo mamy przecież tylko 12 miesięcy. W czerwcu na przykład chcemy kolejny raz zgromadzić rodziny załogi samolotu, natomiast w maju zaprosimy szczególnie te rodziny, które wcześniej straciły bliskich w Katyniu. Na sierpień przyjęła zaproszenie rodzina pani Walentynowicz. We wrześniu przyjedzie do nas ks. Krzysztof Ostojski z parafii św. Karola Boromeusza w Warszawie z grupą rodzin smoleńskich, swoich parafian; a w październiku chciałbym zebrać rodziny księży.

    Każdej liturgii podczas miesięcznicy towarzyszy rozbudowana forma. Czy to jest potrzebne?

    Niektórzy, rzeczywiście, twierdzą, że ta forma jest zbyt rozbudowana, zwłaszcza część poprzedzająca Mszę św. Ale myślę, że to jest dość ważne, bo dzięki temu utrwala się pamięć. Stąd wymienianie osób poległych z ich tytułami, a nie tylko z imienia i nazwiska. Z czasem zapomnielibyśmy o tym, a przecież te osoby pełniły określone funkcje dla kraju, dla narodu. Dlatego trzymamy się tej formuły. Po drugie, jest modlitwa za poległych i ich rodziny. Stałym elementem są też dwie pieśni: „Obudź się, Polsko” i do ks. Jerzego Popiełuszki jako patrona tych rodzin. Później jest przejście do Parku Pamięci; modlimy się za wszystkie stany, obejmujemy wszystkie intencje naszej ojczyzny.

    Które spotkania z rodzinami smoleńskimi zapadły Księdzu w pamięć?

    Na pewno spotkanie, na którym były obecne rodziny stewardess i żony pilotów. To były młode kobiety, a już wdowy, z dziećmi. Ten widok był szczególnie poruszający; ich młodość i już cierpienie, które przeszły, nie tylko związane ze śmiercią najbliższych, ale też z oskarżeniami, jakie kierowano w stronę pilotów.

    Co Ksiądz im mówi?

    Przede wszystkim ich słucham, bo ciężko jest w takich okolicznościach coś powiedzieć. Oni nawet tego nie oczekują. Cieszą się, że jest to miejsce i ktoś pamięta o ich bliskich. Nie oczekują pocieszenia; raczej tego, żeby po prostu z nimi być. I to wystarcza. Natomiast to, czym się dzielą, szczególnie ci, którzy byli w Moskwie i identyfikowali ciała, to rzeczy, których nie przeczyta się nigdzie.

    Co Ksiądz czuje, słysząc o „sekcie smoleńskiej” czy widząc różne formy coraz bardziej niewybrednego ośmieszania katastrofy z 10 kwietnia?

    W tej chwili jestem spokojny, bo wiem, że prawda zawsze zwycięża. Tylko ktoś, kto ma nieczyste sumienie, będzie się złościł, będzie mówił o „sekcie smoleńskiej” czy będzie mu się nie podobał Park Pamięci. Mieliśmy tu taką sytuację, gdy powiesiliśmy baner z napisem: „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my giniemy”. Wisiał tylko kilka dni, bo się nie podobał. Wiem też, że wiele osób nie może przyjąć wobec nich określenia „polegli”. A przecież nie lecieli do Katynia jako osoby prywatne, ale byli w delegacji, która udała się tam w imieniu narodu polskiego. W naszym parku staramy się doceniać tych, którzy zginęli na służbie, tak jak oficerowie BOR.

    Czy modlitwa może być dostatecznym balsamem na te wszystkie rany?

    Myślę, że możemy tak powiedzieć. Jeśli człowiek powierzy sprawiedliwość Bogu, to już jest spokojny. Nic go nie denerwuje, nie złości, bo jest w ręku Pana Boga. Ci, którzy zginęli, również. Jestem przekonany, że oni też wstawiają się za naszą ojczyznę. Jeśli coś dobrego się dzieje, to myślę, że to też ich wstawiennictwo, ofiara ich śmierci.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół