• facebook
  • rss
  • Pomagam, bo wierzę w człowieka

    dodane 10.03.2016 00:00

    – Od odrobiny serca i kromki chleba można zmieniać świat – zapewnia Anna Kozera, prezes Katolickiego Stowarzyszenia Pomocy św. Brata Alberta w Płocku, w rozmowie z Agnieszką Małecką.

    Agnieszka Małecka: Czym jest miłosierdzie?

    Anna Kozera: To przede wszystkim miłość bliźniego, zrozumienie jego położenia, jego trudnej sytuacji. Ci ludzie często nie z własnej winy stają się bezdomnymi czy potrzebują pomocy, bo wiemy, jakie były i są realia w naszym kraju. Weźmy na przykład te osoby, które korzystają z domu dziennego pobytu w naszym stowarzyszeniu. To ludzie, którzy mają często bardzo niskie renty czy emerytury. Większość pieniędzy przeznaczają na świadczenia i leki, a na życie często nie zostaje im nic. U nas ci ludzie otrzymują posiłek, często jedyny ciepły w ciągu dnia.

    Prawdziwa pomoc nie poniża.

    Na pewno. Nie można dawać jałmużny „na odczepnego”. To musi być zrodzona w sercu myśl, chęć pomocy drugiemu człowiekowi, który też ma swoją godność, bez względu na to, czy jest ubogi czy bezdomny. Myśl połączona ze wzorem Jezusa Chrystusa, który odkupił ten świat i wezwał nas do bycia miłosiernymi.

    U Pani ta myśl zrodziła się ponad 22 lata temu...

    Wszystko zaczęło się od wyjazdu do Poznania na wystawę sprzętu medycznego, ponieważ pracowałam w służbie zdrowia i organizowałam laboratoria. Było tam stoisko poświęcone św. bratu Albertowi. Wtedy bardziej niż sprzętem medycznym zainteresowałam się tą postacią. Gdy pracowałam w szpitalu wojewódzkim we Włocławku, dojeżdżałam i często spotykałam się z ludźmi ubogimi, bo to był trudny okres stanu wojennego. Doszłam do wniosku, że taka akcja jest bardzo potrzebna. Niezależnie od tego byłam kiedyś na zjeździe stowarzyszeń katolickich w Częstochowie, w którym jeszcze uczestniczył ks. Jerzy Popiełuszko. To były ostatnie miesiące jego życia. Pisaliśmy wtedy list do Jana Pawła o tym, że tworzymy „cywilizację miłości”. Każdy do czegoś się zobowiązał, a ja powiedziałam sobie, że muszę coś zrobić, by pomóc ubogim. I ten zjazd, ta wystawa były takim znakiem, potwierdzeniem. Zalążek stowarzyszenia powstał przy Klubie Inteligencji Katolickiej, ale trzeba było je wyodrębnić.

    Co jest Pani oczkiem w głowie w tym dziele?

    Można powiedzieć, że wszystko, całe stowarzyszenie. I dzieci, i młodzież, i starsze osoby, które powinny mieć całościową opiekę. Wymagają pomocy, księdza, psychologa i lekarza, a nawet prawnika. Pomagamy im, na ile możemy, dzięki naszej poradni rodzinnej. Niełatwo ich utrzymać w tej wspólnocie, bo to ludzie z różnych środowisk. Ale trzeba przyznać, że modlitwa zaczęła ich łączyć, chociaż na początku nie wszyscy chcieli w niej uczestniczyć. Bardzo zwracamy uwagę na fakt, że wychowanie młodzieży jest również naszą bardzo ważną rolą.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół