• facebook
  • rss
  • O. Wojciech od Krzyża

    dodane 04.02.2016 00:00

    Wydawało się, że on nigdy się nie męczy. Na pielgrzymce nawet na postojach spowiadał, a na ulicach Przasnysza rozpoczynał rozmowę np. o Bożym Miłosierdziu. – Rozlał dużo dobra – wspomina dziś wielu młodego zakonnika z Przasnysza.

    Sanktuarium i parafia ojców pasjonistów w Przasnyszu oraz pątnicy grupy złotej z diecezjalnej pielgrzymki na Jasną Górę pożegnali zmarłego 23 stycznia w Łodzi o. Wojciecha Kowalczyka. Miał 40 lat. Pochodził z okolic Zakopanego. – Nigdy nie zapomnę jego niezwykłej gorliwości w spowiedzi – wspomina Mariusz.

    – Pamiętam, jak pielgrzymowaliśmy w grupie złotej na Jasną Górę. Nie przesadzam, ale często bywało tak, że ojciec nie miał nawet chwili czasu, aby usiąść i odpocząć na postojach, bo ciągle ustawiała się do niego kolejka chętnych do spowiedzi. Mimo swojego zmęczenia nigdy nikomu nie odmówił, a każdemu poświęcał tyle czasu, ile potrzebował. Już wtedy był dla mnie świętym. Jednym słowem, mówiąc po męsku, to naprawdę był niesamowity facet... – uważa Mariusz. – Generalnie nie znałam się z o. Wojciechem jakoś szczególnie, ale mam związane z nim dwa wspomnienia – wtrąca Paulina Waleszczak. – Kiedyś spotkałam o. Wojciecha na ulicy w Przasnyszu. To była zwyczajna rozmowa, a jednocześnie jakaś niezwykła. Pamiętam, jak mówił mi o Bogu i o Jego miłosierdziu. Wtedy naprawdę można było poczuć żywą miłość Pana Boga w jego słowach, takich niby zwyczajnych. I od razu uśmiech na twarzy się pojawiał – wspomina Paulina. – Z pielgrzymki zapamiętałam, że w plecaku nosił zawsze brewiarz – ciężki modlitewnik, a przecież każdy pątnik chce bagaż mieć jak najlżejszy – dodaje Paulina. Ojciec Wojciech złożył profesję zakonną w Zgromadzeniu Męki Jezusa Chrystusa w 2007 r., zaś święcenia kapłańskie przyjął w 2011 r. z rąk bp. Piotra Libery. Od 2010 r. do 2013 r., najpierw jako diakon, później jako kapłan duszpasterzował w Przasnyszu. Był m.in. katechetą w zespole szkół w Lesznie. Następnie został przeniesiony do Łodzi – do prowadzonej przez pasjonistów parafii pw. Matki Boskiej Bolesnej. Od kilkunastu miesięcy zmagał się z chorobą nowotworową. Modlono się za niego również w Przasnyszu, rozpoczęto krucjatę modlitewną w jego intencji, wręcz porównywano jego osobę i historię z postacią ks. Piotra Błońskiego z Płocka. O. Wojciech dobrze i serdecznie zapisał się w pamięci ludzi: „Zostawił po sobie dużo rozlanego dobra w Przasnyszu” – napisał ktoś w księdze kondolencyjnej łódzkiej parafii pasjonistów. – Od początku w każdej sytuacji widział Bożą wolę i godził się na nią bez najmniejszego sprzeciwu. Nigdy się nie skarżył i nie narzekał. Nawet gdy widać było, że coś mu doskwiera. Przyjmował wszystkie sytuacje w życiu i spotkane osoby jako dar – wspomina o. Wojciecha inna pątniczka z grupy złotej diecezjalnej pielgrzymki na Jasną Górę. Z pewnością pomagały mu słowa św. Pawła od Krzyża, założyciela pasjonistów: „Jeśli przychodzi choroba, jest to wielki dar cierpienia. Wtedy to naprawdę człowiek może zobaczyć, czy jest cierpliwy, pokorny i bezinteresowny (...) Całe życie Jezusa było Krzyżem. Całe życie tego, kto służy Bogu, winno być więc takie, by zostać na Krzyżu z Jezusem”.Więcej na: plock.gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół