• facebook
  • rss
  • Jak młodych nie nabijać w butelkę?

    Agnieszka Otłowska

    |

    Gość Płocki 06/2016

    dodane 04.02.2016 00:00

    – Przed wyciągnięciem ręki w stronę alkoholu zastanówcie się, co w waszym życiu jest ważne – apeluje bohater naszej historii, którą przytaczamy jako przestrogę nie tylko dla młodzieży.

    Trzeźwość jest obowiązkiem, który dotyczy nie tyle wiary, ile rozumu i nauki – zwraca uwagę ks. Zbigniew Kaniecki, diecezjalny duszpasterz trzeźwości. – Dotyczy ona wszystkich, bo jest to kwestia naszego zbawienia! Młodzież potrzebuje nie tyle słów, ile wzorców. Jeżeli dorośli dają przykład i świadectwo życia bez alkoholu, jeśli pokazują, że można być radosnym i szczęśliwym bez alkoholu, jeśli taki sygnał przekazują młodym, to cel będzie osiągnięty – wyjaśnia ks. Kaniecki.

    – Kiedy pierwszy raz sięgnąłem po alkohol, nie zdawałem sobie sprawy, że obezwładni mnie on tak szybko – wspomina Stanisław. Stąd jego apel: – Chciałbym skierować słowa przestrogi do młodych ludzi, aby przed wyciągnięciem ręki w stronę alkoholu zastanowili się, co w ich życiu jest ważne. Plany, marzenia, studia i dobra praca czy życie na marginesie? Jeden wybryk pod wpływem alkoholu może pociągnąć was do dna. Jeśli już dziś masz zapędy do sięgania po alkohol, to już teraz zwróć się po pomoc, zanim będzie za późno i przekreślisz wszystko to, co zamierzałeś w życiu osiągnąć. Jeden kieliszek może doprowadzić do tego, że zmarnujesz swoje życie. Wybierz zatem życie, a nie uzależnienie... – podpowiada Stanisław. – Gdy zacząłem sięgać po alkohol, chciałem pić więcej i więcej. Zdawało mi się wtedy, że znalazłem lekarstwo na moje niepowodzenia, smutki i kłótnie. Bardzo szybko picie alkoholu stało się najważniejszą czynnością mojego życia. Z początku były to niewinne spotkania z kolegami przy piwie, winie, a potem szło jak lawina. Zacząłem sięgać po wódkę. Niekiedy jedna butelka nie wystarczała. Wydawałem wszystkie zarobione wówczas pieniądze. Dość szybko zacząłem przekraczać granice dobrego wychowania i zasad moralnych, których jeszcze wcześniej bym nie złamał i byłem ich pewien. Dziś nie piję już od 12 lat – wyznaje Stanisław. – Od tej chwili wiele się zmieniło w moim życiu. Zacząłem normalnie funkcjonować, spędzać więcej czasu z rodziną i bardziej szanować pracę. Kiedy piłem, nie myślałem o tym, co się dzieje. Wtedy liczyło się tylko kolejne sięganie po butelkę. Im więcej sięgałem, tym bardziej rosło we mnie pragnienie sięgania po większe dawki – wyznaje. – Pamiętam, dochodziło nawet do takich ekstremalnych sytuacji, kiedy musiałem spać gdzieś w piwnicy, bo dotarcie do domu było dla mnie nie pomyślenia. Alkohol robił ze mną to, co chciał. Kiedy udawało mi się rano dochodzić do siebie, szedłem do domu. Często ubrudzony, zarośnięty i dobrze nie wytrzeźwiony. A tam stawałem pod zamkniętymi drzwiami, gdzie nawet córka ani syn nie dzielili się ze mną choćby kromką chleba. Zaniedbywałem pracę i obowiązki ojca. Kiedy dotknąłem dna, córka wyciągnęła do mnie rękę. I dziś jej za to dziękuję. To dzięki jej silnej woli poddałem się leczeniu. Na początku nie było łatwo, ale z biegiem czasu wszystko się prostowało. Zaufałem Bogu i Jemu powierzyłem swoje życie. W czasie Świąt Wielkanocnych, klęcząc przed grobem Jezusa, postanowiłem nigdy więcej nie brać kieliszka do ust. Od tamtej chwili wiele się zmieniło. Dziś potrafię także bawić się bez alkoholu na weselu. Powiem krótko: moje życie zmieniło się, bo złożyłem to wszystko w ręce swojej córki i wierzę, że pokierował nią Bóg. To dzięki niej i Bogu jestem dzisiaj człowiekiem statecznym i uporządkowanym.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół