• facebook
  • rss
  • Widzę w tobie coś…

    Agnieszka Otłowska

    |

    Gość Płocki 04/2016

    dodane 21.01.2016 00:00

    Siostry przez lata związane z Ratowem i Mławą opowiadają o swym powołaniu, założycielce zgromadzenia i niemożliwym, które przez wiarę staje się możliwym.

    Już wkrótce – 29 stycznia – minie 70 lat od śmierci bł. Bolesławy Lament, założycielki Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny. Spotykamy się z siostrami w ich mławskim domu na Starym Rynku.

    Spełnione marzenia

    – Szczególnie pociągnęły mnie do zgromadzenia Święta Rodzina, Nazaret, cisza, rozmodlenie. I wtedy rozpoznałam, że w zgromadzeniu naszym chodzi o dążenie do jedności, które zaczyna się od serca – mówi s. Sabina. I opowiada o początkach swego powołania. – Pan Bóg pokierował moim życiem przez moją chorą babcię. Gdy była w szpitalu, obok niej leżała siostra misjonarka z tego właśnie zgromadzenia. Dla mnie to był jakiś znak, sygnał, bo gdy odwiedzałam babcię, spotykałam tam również tę siostrę, a wtedy pytałam się, kim mam zostać – opowiada siostra. – Gdy szczerze szuka się Boga, to zawsze się Go znajdzie. Ja ciągle miałam w głowie słowa mojego nauczyciela od łaciny, który bardzo mocno akcentował taką myśl: „Nie ma innego czasu, jest tylko czas dla ludzi” – mówi z przekonaniem s. Marietta, która do tego samego zgromadzenia wstąpiła wraz ze swoją siostrą bliźniaczką. Historię ich powołania opisaliśmy na łamach „Gościa Płockiego” przed rokiem. – Bł. Bolesława Lament pochodziła z centralnej Polski, podobnie jak ja. Bodźcem do wybrania życia zakonnego był mój kolega w klasie maturalnej, który szykował się do seminarium. W zasadzie to on mnie zainspirował do pójścia do zakonu. Ciągle powtarzał mi, prowokując mnie: „Ja w tobie widzę coś, z czego ty w tej chwili się nabijasz”. Ja mu dokuczałam, a on wciąż powtarzał to samo. Przez dwa lata nic sobie z tego nie robiłam. Zaczęłam studia i w ogóle nie myślałam o zakonie. Dopiero przypadkowo złapałam kontakt z siostrami… i potem wszystko samo się potoczyło – opowiada s. Maria.

    Gdy wszystko się traci…

    Pouczająca jest historia życia założycielki zgromadzenia – bł. Bolesławy Lament. Była związana m.in. z Ratowem i sanktuarium św. Antoniego, gdzie siostry przez wiele lat miały swój dom. Tam założycielka przebywała w latach 1925–1935. Tam również po jej śmierci, do chwili beatyfikacji spoczywały jej szczątki. – Zapał apostolski, ratowanie dusz, aby wszystkie otworzyły się na łaskę Bożego miłosierdzia: to tkwiło w naszej założycielce – zwraca uwagę s. Lucjana. – Matka Lament była stawiana w trudnych miejscach i warunkach, bo wierzyła, że w każdej sytuacji trzeba ludziom dawać Jezusa. Początki jej pracy były wyjątkowo trudne: Petersburg, rewolucja w Rosji i wojna. Kiedy wszystkie placówki naszego zgromadzenia pozostały za wschodnią granicą, przeszła ogromnie trudny etap swojego życia, który wymagał ogromnej wiary, zawierzenia i heroizmu – dodaje s. Lucjana. Te doświadczenia nie złamały jednak ducha sióstr. Za wzorem założycielki mocno wierzyły, że „dzieła Boże klęsk nie znają”. Żyły w skrajnym ubóstwie, ale to wszystko po to, aby nieść Jezusa innym. – To, co nas wyróżnia, w nawiązaniu do Świętej Rodziny, to prostota, otwartość, gościnność, akcent na ubóstwo – zwraca uwagę s. Lucjana. Złote zasady swojej założycielki siostry wykorzystują dzisiaj w pracy katechetycznej i apostolskiej. – To z jednej strony dążenie do pojednania ludzi i religii, z drugiej umacnianie wiary – wyjaśnia s. Marietta. – Jesteśmy tu po to, aby umacniać w wierze. Dziś ludzie tracą wiarę… Ale można ją odzyskiwać przez dobre słowo, właściwą postawę, odrobinę życzliwości. Jesteśmy jakby przedłużeniem ręki Pana Boga, wszyscy – akcentuje s. Marietta. Gdy jest im ciężko, siostry powtarzają słowa Jezusa: „Aby wszyscy byli jedno”. – To jak impuls i światło do działania; aby jeszcze bardziej rozpalać w ludziach młodych przynależność do Kościoła i Chrystusa – dodaje s. Sabina.

    Drogie miejsce

    Dla misjonarek Świętej Rodziny Ratowo to bardzo ważny punkt na mapie ich zgromadzenia, bo jest związane z ich założycielką. – Własnymi rękami siostry odbudowywały klasztor po zniszczeniach wojennych. To miejsce jest niczym kolebka naszej działalności w centralnej Polsce. Przez lata odbywały się tam rekolekcje, śluby i jubileusze zakonne. I choć m. Lament zmarła w Białymstoku, to pragnęła być pochowana w Ratowie – wspomina s. Lucjana. – Tak jak Święta Rodzina, jak nasza założycielka coś zakładała i szła dalej, tak i my czynimy to dzisiaj. Miałyśmy w Ratowie klasztor, ale pozostawiłyśmy go, aby iść dalej – dodaje s. Lucjana. Dziś siostry mają dwa domy zakonne w Mławie. Posługują w parafii św. Stanisława i Matki Bożej Królowej Polski oraz w katechezie. – Czasami jesteśmy zapraszane, aby odwiedzać osoby chore na nowotwory. Idziemy wtedy z relikwiami naszej założycielki. Dla chorych jest to moment otuchy, wręcz przytulają się do nich, powierzają swoje cierpienie, szukają zgody na to, co ich czeka – mówi s. Sabina.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół