• facebook
  • rss
  • To postanowienie na życie

    Agnieszka Otłowska

    |

    Gość Płocki 02/2016

    dodane 07.01.2016 00:00

    Alkoholizm to wstydliwy polski temat. Ale może warto go podjąć na początku nowego roku i w trakcie karnawału. O symptomach tej choroby, odpowiedzialności i pułapce ślubowania trzeźwości z dr. Bohdanem Woronowiczem rozmawia Agnieszka Otłowska.

    Agnieszka Otłowska: Kto może się uzależnić od alkoholu?

    Bohdan Woronowicz: Alkoholikami stają się zazwyczaj ludzie, którzy nie radzą sobie w różnych sytuacjach. Często są to osoby, które nie umieją żyć w zgodzie z sobą samym, ze swoim otoczeniem. Przeżywają stany jakiejś frustracji i źle się czują wśród innych. Jeżeli człowiek zauważy, że po wypiciu alkoholu zmienia się i czuje się tak, jak zawsze chciał się czuć, to będzie po niego sięgał i wytworzy się w nim zależność psychiczna. Jeśli ktoś uświadomi sobie to uzależnienie, powie prawdę o sobie, to wtedy wiem, jak mogę działać i pomóc takiej osobie.

    Wiele zależy z pewnością od najbliższych. Jak długo można pozostawić samej sobie osobę, która nie radzi sobie z problemem?

    Jeżeli widzę, że ktoś sobie nie radzi i nie kontroluje swoich relacji z alkoholem, jeżeli zakłada, że wypije tylko dwa kieliszki, a wypija dwadzieścia albo zaczyna mu się to picie przeciągać na kolejne dni, świadczy to o tym, że jest osobą chorą. Zdrowy człowiek nie jest w stanie wypić przez parę godzin tylu jednostek alkoholu. Od przeszło 40 lat pracuję z tymi ludźmi. Obserwuję zachowania osób, które sięgają po alkohol jak po swoje „lekarstwo”, aby poprawić swoje samopoczucie. I wtedy już nie gra roli dawka, którą zażyją. Jeżeli człowiek tak funkcjonuje i nie pamięta o jakichś ważnych sprawach, nie pamięta o rodzinie, zaniedbuje pracę i często robi takie rzeczy, których w stanie trzeźwości by nigdy nie zrobił, to też świadczy o tym, że taki człowiek wobec alkoholu jest już bezsilny.

    Ale jak przekonać chorego, że jest naprawdę chory?

    Niestety, nie są to osoby chętne do leczenia. W naszym społeczeństwie słowo „alkoholik” ma bardzo niskie i słabe notowania. Za alkoholika uważa się człowieka, który nigdzie nie pracuje, który leży pijany gdzieś w rowie. A tymczasem również ludzie utytułowani, mądrzy padają ofiarami tej choroby. Jednak aby alkoholik uświadomił sobie, że jest chory i należy coś z tym zrobić, on sam musi zacząć ponosić konsekwencje swoich zachowań. Jeżeli człowiek przestaje korzystać z dotychczasowych form relaksowania się, odpoczynku, a wszystko to robi z pomocą alkoholu, który w dodatku pociąga go do głębszego i częstszego próbowania, to już oznacza, że jest w niebezpiecznym stadium. Może wtedy trzeba pozwolić mu ponieść konsekwencje tego, co robi: choćby nie posprzątać po nim, aby na trzeźwo zobaczył, jak narozrabiał, gdy był pijany.

    Szczęśliwi są ci, którzy chcą wyjść z nałogu, leczą się i swoim świadectwem dzielą się choćby na trasie pielgrzymkowej lub w czasie rekolekcji. Wielokrotnie pomaga im w tym wiara. Czy, zdaniem terapeuty, wiara jest jednym ze sposobów na uwolnienie się z nałogu?

    Myślę, że wiara jest bardzo ważnym czynnikiem motywującym do pracy nad sobą. Jeżeli alkoholik zawierzy, modli się, ofiarowuje Bogu swoją chorobę, to jest to bardzo ważne. Ja proszę księży, aby nigdy nie przyjmowali ślubowania abstynencji od człowieka uzależnionego od alkoholu, bo on dzisiaj wierzy, że mu się uda przez okres roku, pięciu lat, ale nie znając mechanizmu swojej choroby, w chwili słabości czy złej okazji wraca do picia. Trzeba więc bardzo uważać, jeśli chodzi o te przyrzeczenia. Bo najłatwiej jest zaplanować, że się nie napiję w ciągu najbliższych 24 godzin, najbliższego dnia. Trudniej jest zaplanować, że nie będzie się pić przez rok lub najbliższe lata. Wszystko trzeba robić rozważnie. Jednak z wiarą wszystko można przezwyciężyć.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół