• facebook
  • rss
  • Ukryta dusza rzeczy

    dodane 01.10.2015 00:00

    – Pokonując drogę na komin, można odkryć pod nogami coś niezwykłego – przekonuje pan Tadeusz, emerytowany kominiarz z Makowa Mazowieckiego.

    Tadeusz Bonisławski ze swoim zawodem rozstał się już kilka lat temu. Ale pasja, jaką odkrył w czasie pracy, pozostała w nim do dziś. Czym się zajmuje? Na emeryturze, kiedy czasu wolnego jest tak wiele, zbiera rzeczy gospodarstwa domowego, cenne pamiątki, które udało się jeszcze ocalić przed wyrzuceniem na śmieci, a wśród nich pamiątki religijne.

    Wydawały się bezużyteczne

    – Wchodząc na komin, pokonywałem czasem zagracony, czasem nieuporządkowany strych, na którym znajdowały się różne starocie. Niekiedy zdarzyło mi się coś nawet przydeptać – mówi pan Tadeusz. Tam, pośród nieprzydatnych rzeczy, odnajdywał prawdziwe „perełki”. Co udało mu się znaleźć? – Czasami znajdowałem dobre obrazy, różne antyki, a niekiedy rzeczy codziennego użytku, które straciły dzisiaj swoją przydatność – wspomina Tadeusz Bonisławski.

    Były tam żelazka, aparaty fotograficzne, książeczki do nabożeństwa, a niekiedy pamiątkowe obrazki z Pierwszej Komunii Świętej, hełmy żołnierskie i wiele innych. Za pozwoleniem właścicieli część z nich udawało mu się zabierać do domu.

    Kiedy dostrzegł, co ludzie magazynują, postanowił pytać, czy mógłby niektóre z przedmiotów od nich dostać albo odkupić. – Dzisiaj większość moich zbiorów otrzymałem od ludzi, którzy mi je przekazali, szczególnie od znajomych, którzy poznali moją pasję. Niektóre pozyskałem w trakcie pracy, a jeszcze inne kupiłem na targu staroci – tłumaczy pan Tadeusz.

    Uwagę przyciąga m.in. nietypowy przedmiot. Swoim kształtem przypomina wielkie szczypce, ale jak się okazuje, to przyrząd do wypiekania hostii. – Wlewało się tu ciasto, zamykało, a następnie wkładało do gorącego pieca – opowiada T. Bonisławski. Prezentowany przez właściciela przyrząd składa się z formy do wypiekania dużych i małych hostii.

    Muzeum w domu

    Początkowo swoimi znaleziskami dzielił się z Ośrodkiem Apostolstwa Trzeźwości w Zakroczymiu. Jednak to syn namówił go, by wszystko zatrzymał w swoim małym muzeum. – Kiedyś to on mi powiedział: tato, to jest bardzo cenne i wartościowe. Może spróbuj to zatrzymać dla siebie. Stwórz sobie małe, osobiste muzeum, które sam będziesz obchodził i pielęgnował – wspomina pan Tadeusz.

    Tak też postanowił. Poszedł za radą syna. Z czasem zebrał na tyle dużo eksponatów, że postanowił je gromadzić w garażu samochodowym. Potem dla swoich skarbów znalazł pomieszczenie tuż przy kotłowni. Teraz rzeczy są podzielone i posegregowane. – Wszystko ma u mnie swoje miejsce – wyjaśnia. W garażu przechowuje przedmioty typu narzędzia, tarki szklane do prania, młynki, lampy naftowe, stare żelazka. Zwiedzając to małe muzeum, można dostrzec polskie i niemieckie hełmy żołnierskie, stare monety. Jest również pas żołnierski, buty oficerskie oraz wiele odznaczeń. Liczne skarby budzą prawdziwy zachwyt.

    W pomieszczeniu przy kotłowni magazynowane są także obrazki świętych, m.in. św. Stanisława Kostki, św. Antoniego Padewskiego, św. Marii Magdaleny oraz te komunijne. Są również kryształowe ampułki do Mszy, notatniki, krzyżyki, stare różańce, a wśród nich jeden pochodzący z klasztoru sióstr klauzurowych w Przasnyszu, a także nożyczki do obcinania knotów w świecach czy książeczki do nabożeństwa. Pośród eksponatów można odnaleźć ponadto młynki do mielenia, garnuszki, miseczki, laski, dzwoneczki, radia, telefony, kołowrotki, podkowy, zegary, jak również notatki z 1944 r., na których widnieje dziecięce pismo. – Widać, że te literki są takie koślawe, zapewne któreś dziecko uczyło się dopiero pisać – mówi pan Tadeusz. – Mam też bardzo stary obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który zabezpieczyłem dodatkową ramką, by się nie zniszczył – wskazuje na obraz.

    Jak odkurzanie duszy

    Co jest niezwykłego w tej pasji? – Przede wszystkim chodzi o ocalenie tego, co jest ukryte w tych skarbach – wyjaśnia pan Tadeusz. – Zawsze czułem zamiłowanie do historii. Kolekcjonuję to wszystko, bo chciałbym zachować chociaż odrobinę tej pięknej historii, którą te przedmioty w sobie skrywają – dodaje. Za każdym razem na nowo odkrywa ich historię, gdy je konserwuje.

    – Niektóre rzeczy posiadają w sobie ukrytą duszę – mówi pan Tadeusz. – Najbardziej odczuwam to w chwili, gdy je czyszczę, ocieram z kurzu. Wtedy jeszcze raz patrzę na wygrawerowaną datę i wiem, że staje się to jeszcze bardziej wartościowe niż w chwili, kiedy to dostałem czy kupiłem – objaśnia Bonisławski.

    Jak podkreśla, zbieractwo sprawia mu wiele radości i przyjemności. – Lubię zbierać te „perełki”, bo kryją w sobie wiele historii i skrywają czasem nieodgadniętą przeszłość – mówi pan Tadeusz. Dla niego wszystko ma tutaj swoje znaczenie i miejsce.

    Część z przedmiotów, które udało się mu odnowić, trzyma w domu. Na półkach stoją wyczyszczone żelazka i lampy naftowe, a w kuchni wisi stary żyrandol. Od czasu do czasu stara się robić porządki z żoną. Wtedy udaje się im dokonać pewnej statystyki, czego ile posiada. – W chwili obecnej mam 84 żelazka, najstarsze z 1863 r., około 90 obrazków świętych, a młynków do kawy czy do przypraw 51 – oznajmia. Wiele rzeczy się powtarza, jak np. liczydła, wagi, obciążniki. Ale w jego zbiorach nie ma żadnej podróbki. Wszystko niepowtarzalne i odnalezione z pasją.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół