• facebook
  • rss
  • Siać nie oznacza od razu zbierać

    dodane 03.09.2015 00:00

    Katechetyczne odprawy to już długa płocka tradycja.

    Płock, Ciechanów i Pułtusk to tradycyjne miejsca spotkań księży i katechetów świeckich z biskupem. Jest Msza św. i kilkugodzinne spotkanie, przekazywanie najważniejszych informacji na początek roku pracy, zapoznanie się z nowymi podręcznikami i propozycjami metodycznymi.

    Zawsze jest temat wiodący spotkania – w tym roku mówiono o Światowych Dniach Młodzieży. Uhonorowano również 38 zasłużonych katechetów specjalnym medalem, mija bowiem 25 lat od wprowadzenia katechezy do szkół. Ale oprócz oficjalnych spotkań było wiele rozmów w kuluarach, w które warto było się wsłuchać. – Mam satysfakcję, gdy moje słowa, nawet po długim czasie, przynoszą efekty – mówi s. Justyna, pasjonistka z Sierpca, która katechizuje w Zespole Szkół nr 1. – Jeśli głosimy słowo z wiarą, to ono przyniesie kiedyś owoc – twierdzi. – Do naszej szkoły przyszedł kiedyś uczeń, który miał jedynkę z religii, sam też zrezygnował z bierzmowania. Ale chodził na religię, bo tak kazała mu mama. Zachęcałam go, aby się zaangażował na lekcji. Za to otrzymywał dobre oceny. I po roku sam chciał przystąpić do tego sakramentu – wspomina Anna Markowska, katechetka w tym samym ZS w Sierpcu. – Na pewno cieszą zdobywane pierwsze miejsca w olimpiadach, ale z drugiej strony wiem, że można mieć bardzo dużą wiedzę, a postawą być gdzieś daleko. Chodzi o to, by ich nauczyć korelacji myślenia, wiary i rozumu i serca – dodaje Małgorzata Tomczak, która uczy w Szkole Podstawowej nr 17 w Płocku-Trzepowie. Co boli katechetę? – Gdy przychodzą nowi uczniowie do klas pierwszych i od razu rezygnują z uczęszczania na katechezę. Są świeżo po bierzmowaniu i bez zadania sobie trudu przyjścia choćby raz na katechezę, od razu podejmują decyzję: na religię nie chodzę. Do nich dotrzemy jedynie świadectwem własnym i innych uczniów. Tu nie pomogą ani tłumaczenie, ani argumenty – mówi s. Justyna. Choć katecheza w szkole jest już od 25 lat, wciąż musi się bronić i potrzebuje wiarygodności ze strony katechety i katechizowanych – uważają nasze rozmówczynie. – W przekraczaniu progu od lekcji do katechezy pomaga mi cisza – mówi Małgorzata Tomczak. – Gdy np. po lekcji wychowania fizycznego dzieci przychodzą zmęczone i rozbiegane, daję im czas, aby się wyciszyły. Trzeba stworzyć taką przestrzeń, dać do zrozumienia, że wchodzą w coś innego – mówi Małgorzata Tomczak. – My jesteśmy po to obecni w szkole średniej, aby odpowiedzieć na ważne pytania nurtujące młodych. Jeżeli staniemy na wysokości zadania, to ukażemy, że istnieje odpowiedź, którą jest Bóg. Bardzo nam potrzeba wsparcia rodziców. Jak byłoby pięknie i pożytecznie, gdyby czasami rodzic powiedział nam: mam problem z moim dzieckiem. Wtedy moglibyśmy skuteczniej im pomóc – mówi s. Justyna.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół