• facebook
  • rss
  • Czuję, że muszę iść

    Agnieszka Otłowska

    |

    Gość Płocki 33/2015

    dodane 13.08.2015 00:00

    Wiara. Wielu powie: wyjątkowo trudna, bo w upale. Inni stwierdzą: wyjątkowo udana, bo z tak wielką ofiarą. Intencje zostały zaniesione, a modlitwy ofiarowane w tegorocznej, 34. pieszej pielgrzymce na Jasną Górę.

    Była wyjątkowa nie tylko przez upalną pogodę, ale przede wszystkim przez trwające w diecezji nawiedzenie obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Wędrowano pod hasłem: „Bóg sam wystarczy”, modląc się za zakonnice i zakonników pracujących zwłaszcza w naszej diecezji. Dziękowano również za 940 lat istnienia diecezji płockiej i omadlano przyszłoroczne Światowe Dni Młodzieży.

    Pątnik może więcej

    – Pielgrzym nie zadawala się postawą „good enough”, co oznacza „wystarczająco dobrze”. To taka postawa, która promuje święty spokój, nie za dużo stresu, niewygórowane oczekiwania wobec świata, życia i siebie samego. To droga kompromisu i unikania ofiar: rób tyle, ile jest absolutnie niezbędne, nie buntuj się, dostosuj do otoczenia, w którym funkcjonujesz. Zauważcie, jak ta postawa jest dziś modna i promowana przez różne autorytety świata polityki i mediów. Ale ona nie zaprowadzi nas nigdy na Górę Przemienienia. Kiedy dziś na was patrzę, to dziękuję Panu Bogu, że nie jesteście tacy, ale sięgacie po więcej i idziecie dalej! – mówił bp Piotr Libera 6 sierpnia do pielgrzymów wyruszających z płockiej katedry na szlak ku Jasnej Górze. – Pielgrzymka to wydarzenie, które ogołaca. Sprawia, że człowiek się mobilizuje do wsłuchania w konferencje, spowiedzi, świadectwa – mówił na szlaku ks. Jacek Prusiński, główny przewodnik pielgrzymki. Zwrócił uwagę, że można skupić się na bąblach na stopach, na zmęczeniu, upale, nie myśląc o tym, co najważniejsze. Prosił więc pątników, by nie koncentrowali się na codzienności, na przebytych kilometrach, ale by dostrzegli, że ten czas polega na odnowieniu swojej wiary. Prosił też, aby wędrujący na Jasną Górę dawali świadectwo. By po powrocie do domów, środowisk pracy czy uczelni mogli zaznaczyć, że spotkali rozmodlonych księży, radosne siostry zakonne, że wyspowiadali się i przeżyli solidne rekolekcje w drodze. Odniósł się też do hasła pielgrzymki. – Próbujmy tak przeżywać całe życie, by tylko Pan Bóg nam wystarczał. Zachęcam was, by proste słowo „wystarczy” stało się przewodnim słowem w tegorocznym wędrowaniu – prosił pątników ksiądz przewodnik.

    Piękna tkanka człowieczeństwa

    Co niezwykłego jest w pątniczym szlaku, że tylu corocznie powraca do tego doświadczenia? Tym, co nieśli i jak znieśli trud wędrowania, dzielili się przez dziewięć dni z „Gościem Płockim”. – Pielgrzymka to coś, czemu zawdzięczam wszystko. To, co mnie spotkało w życiu dobrego – mówi ks. Jacek Wichorowski, kierownik grupy medialnej. – Nie ma nic innego, co może sprawiać mi aż tyle radości. Serdeczność i gościnność ludzi, którzy nas przyjmują, mówią mi o niesamowitych pokładach dobroci, które wciąż są w drugim człowieku. Ludzie otwierają swoje domy, przyjmują nas i goszczą jak swoich, i tak już od wielu lat – dodaje ks. Jacek. Choć niektórym może się wydawać czystym szaleństwem, pielgrzymka jest czymś, co przyciąga. Wystarczy raz wyruszyć, by potem do wędrowania wracać. Uczestniczą nie tylko osoby młode, ale także starsze, rodziny z małymi dziećmi, osoby duchowne i zakonne. Pośród wielu intencji są te błagalne, jednak większość pątników idzie podziękować za coś. – Wędruję po raz trzeci z córką Anią, która ma dziś 4,5 roku. Pierwsza pielgrzymka się nie powiodła na tyle, by pójść z córką. Wózek się popsuł i musieliśmy zostawić ją dziadkom. Na szlak wyruszyliśmy sami. Teraz udało się po raz kolejny pójść i ofiarować dziękczynienie Matce Bożej. Dziękujemy za to, co nas spotkało. Jest ogromna tęsknota za tym szlakiem. Jeśli nie idę, mam takie poczucie, jakbym stracił rok i nie spełnił niczego ważnego – mówi Stanisław Osiecki, wędrujący z Płocka. – Czy komuś jest tu lekko? Wszyscy idą, człapią, męczą się. Asfaltem, a czasami polną czy leśną piaszczystą drogą prowadzimy wózek z naszą córeczką, ale nie odczuwamy trudu. Robi się wszystko z myślą o dziecku. Idziemy i już – mówi Beata Osiecka. – Idziemy z mężem do Matki Bożej, aby uczyć się od Niej niezwykłego daru czułości i macierzyństwa. Niech Ona nas tak ustawi, abyśmy wiedzieli, jak być dobrymi rodzicami, na Jej wzór. Aby umieć wychować dziecko według woli Bożej, nie naszej – dodaje pani Beata. – Każda pielgrzymka jest inna. Każdy wysiłek inny. Nawet te kilometry przemierzone w upalnym słońcu nie stają się uprzykrzeniem. Ofiarowuje się w tym swoje cierpienie – dodaje pan Stanisław, który pielgrzymuje z całą rodziną. Wydaje się więc, że już na początku pielgrzymki duchowa księga intencji jest otwarta i gęsto zapisana przez pątników. – Proszę Boga, żeby w życiu było łatwiej, żeby Pan Bóg mną kierował – mówi pani Danuta z Rypina, wędrująca kolejny raz w grupie brązowej. – My dziękujemy, bo Pan Bóg dał nam dwie wspaniałe córki. To jest cel naszej pielgrzymki – dodaje młode małżeństwo, również z Rypina. – Bóg daje mi siły, więc czuję, że muszę iść. To moja siódma pielgrzymka, ale będę prosił za moje dzieci, bo przestały chodzić do kościoła. To jest moja intencja, którą niosę pod sercem – mówi pan Stanisław.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół