• facebook
  • rss
  • Szczęście bez recepty

    Agnieszka Małecka

    |

    Gość Płocki 28/2015

    dodane 09.07.2015 00:00

    Nie ma lepszej reklamy małżeństwa jak ta, gdy przed kościelnym ołtarzem staje kilkadziesiąt par o różnym stażu i odnawia przysięgę złożoną wiele lat temu.

    Małżeństwo trzeba budować na wytrwałości i przebaczeniu. I jeszcze na zaufaniu, wzajemnej miłości. Podczas takiej rocznicy człowiek patrzy i za siebie, i przed siebie. Myśli się, że to już tak szybko przeszło, tyle lat… – mówi pani Magdalena z Brochocina, która z mężem Ryszardem świętowała jubileusz w parafii św. Aleksego w Trzepowie wśród ponad 70 innych par.

    Raz w roku proboszcz tej parafii wysyła zaproszenia do małżonków, którzy zawarli związek sakramentalny i obchodzą swoje większe lub mniejsze rocznice. Ceremonia jest długa, ale w kameralnym kościółku trzepowskim nabiera charakteru rodzinnego święta. Każda z par otrzymuje różę (mąż wręcza ją żonie, całując w rękę) i dyplom – pamiątkę; seniorzy z ponadpięćdziesięcioletnim stażem dostają też pisemne błogosławieństwo biskupa płockiego. Jakie znaczenie mają takie ceremonie? – Gdyby nie zaproszenie, wiele małżeństw pewnie by zapomniało o tej rocznicy. Chodzi o to, by dostrzec, podkreślić wagę tego sakramentu. Widzę, jak bardzo przeżywają to małżeństwa bezdzietne; one szczególnie potrzebują wsparcia – mówi ks. Zbigniew Kaniecki. – Myślę, że powinniśmy dziś zwracać większą uwagę na samotność, która stała się epidemią współczesności. Ludzie są w tłumie, ale są samotni. Ten problem dotyka też wielu małżeństw. Jest mąż i żona, a żyją obok siebie. Wszystko niby razem robią zewnętrznie, ale nie ma relacji między nimi. Dlaczego? Bo nie ma miłości. Ona jest podstawą. Tam, gdzie jest miłość, nie ma samotności. Ta miłość to jest przede wszystkim troska o drugą osobę – dodaje proboszcz w Trzepowie. W tym roku z jubilatami tej parafii świętowało kilkanaście par małżeńskich, które są w rodzinnej gałęzi wspólnoty Wojsko Gedeona; wśród nich młode wielodzietne rodziny. W gościnnych ogrodach proboszczowskich parafii św. Aleksego mieli swoje spotkanie integracyjne. Czy ludzie Wojska mają receptę na szczęście małżeńskie? – Trzeba słuchać żony – żartuje jeden z mężów. A tak poważnie, mówią małżonkowie, to takiej cudownej recepty nie ma. Na pewno jednak może pomóc dialog. – Od początku małżeństwa trzeba zbudować relacje i je pielęgnować. To można zrobić, jeśli się ze sobą rozmawia i jest się ze sobą w chwilach trudnych i radosnych. Jeśli ktoś mówi, że „nie ma czasu”, to jest to wymówka, za którą łatwo się schować. Co pomaga znaleźć czas na rozmowę? W domu przede wszystkim musi być stół. Ludzie dziś jedzą przy ławach, przed telewizorem albo w różnych kątach pokoju. Musi być taki czas wspólnego siedzenia, biesiadowania, bez żadnych zagłuszaczy. Ostatnio w naszym domu próbujemy wprowadzić taką regułę, żeby niedziela w ogóle była bez żadnych mediów, bez telewizora, komputera, tabletu; z wyciszonymi komórkami. Myślę, że dobry przepis na niedzielę to wspólne śniadanie, potem Msza św., wspólny obiad i popołudnie spędzone z dziećmi na jakiejś aktywności, która jest dla wszystkich atrakcyjna – wyjaśnia Donata Sulikowska, mama dwóch synów, z 11-letnim stażem małżeńskim.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół