• facebook
  • rss
  • Pielgrzymka do miejsca przeklętego

    ks. Włodzimierz Piętka

    |

    Gość Płocki 19/2015

    dodane 07.05.2015 00:00

    Śladami męczenników wędrowali do byłego obozu koncentracyjnego księża z całej Polski. Biskup Roman Marcinkowski przewodniczył delegacji z naszej diecezji.

    Co pozostało po Dachau, gdy mija 70 lat od wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego? Co Dachau oznacza w świadomości polskiego Kościoła, księży i świeckich? Co znaczy w świadomości Kościoła płockiego?

    Materialnie pozostało niewiele, niepokojąco niewiele... zarysowane fundamenty obozowych bloków: w trzech z nich – 26, 28. i 30. byli więzieni polscy księża, w tym 57 naszych płockich księży. Tam zatrzymał się na chwilę modlitwy bp Roman Marcinkowski z grupą księży naszej diecezji.

    Nieopodal jest wzniesiona kaplica Śmiertelnego Lęku Pana Jezusa – tam odprawiono Mszę św. pod przewodnictwem abp. Stanisława Gądeckiego. – Niech Dachau pozostanie miejscem niepokojącej pamięci i równocześnie przebaczenia, szczególnie dla Niemców i Polaków – mówił w kazaniu kard. Reinhard Marx, arcybiskup Monachium i Fryzyngi.

    – Zazwyczaj pielgrzymka jest drogą do miejsca świętego, a nie do miejsca przeklętego. Do miejsca, które stanowi sacrum, a nie misterium iniquitatis. My zaś podjęliśmy dzisiaj pielgrzymowanie do miejsca, które stało się pierwowzorem i modelem dla innych obozów koncentracyjnych. A jednak również nasze dzisiejsze, wspólne pielgrzymowanie kapłanów i wiernych do Dachau ma swoje uzasadnienie. Przybyliśmy tam, by wyrazić nasz wielki szacunek dla tych, którzy tam cierpieli. By prosić Boga o pokój i pojednanie dla wszystkich, którzy w obecnej godzinie naszych dziejów wciąż cierpią pod panowaniem przemocy zrodzonej przez nienawiść – mówił w katedrze we Fryzyndze abp Stanisław Gądecki.

    Co więc pozostaje po miejscu, w którym przekroczono wszelkie granice człowieczeństwa, poddając więźniów torturom, nieludzkiej pracy, eksperymentom pseudomedycznym, a przede wszystkim udręce wszechobecnego głodu, gdzie więzionym polskim księżom za dotknięcie brewiarza groziła kara śmierci – a jednocześnie w miejscu, z którego wyszli męczennicy i święci? Dla pielgrzymów z diecezji płockiej to miejsce, gdzie heroicznie dobiegli do końca m.in. ks. Leon Kulasiński i ks. Stefan Zielonka. W ostatnim liście do rodziny, w styczniu 1945 r., ks. Zielonka pisał: „Jestem teraz tak bezradny, jak małe dziecko”, a jednak miał niezachwianą, dziecięcą ufność w miłosierdzie i dobroć Bożą. Dobrowolnie poszedł pomagać chorym na tyfus, zaraził się od nich i zmarł kilka tygodni przed wyzwoleniem obozu. Podobna była postawa 30-letniego ks. Kulasińskiego. Umierał, jak zeznał m.in. ks. Józef Góralski z Płocka, z radością, że będzie oglądał Boga, za którym tak tęsknił.

    Więcej na: plock.gosc.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół