• facebook
  • rss
  • Co robić? Nie dają przerwać

    Agnieszka Małecka

    |

    Gość Płocki 19/2015

    dodane 07.05.2015 00:00

    Na dole po prostu czują się nieswojo. U góry to co innego. To jest ich właściwe miejsce w kościele parafialnym.

    Przyszedł do mnie kiedyś kolega Drzewoszewski i mówi: „Tadek, może byśmy razem zaśpiewali w chórze Ligowskiego”? I poszedłem. Potem dołączyli państwo Krzemińscy, Leszczyńscy, pani Jakubowska. Uzbierało nas się około 20 osób. Mieliśmy próby, uczyliśmy się maryjnych pieśni, co roku dochodziły nowe. Nauczyliśmy się 14 zwrotek „Te Deum” po łacinie! Dziś jestem stary i chociaż głos nie taki, to nadal to lubię. Nieraz żona mówiła, „już byś skończył, bo szkoda twojego zdrowia”, ale co zrobić... Nie dają mi przerwać – żartuje Tadeusz Kilanowski, najstarszy aktywny chórzysta w zespole w parafii św. Mateusza w Ligowie.

    Od 60 lat chór stale towarzyszy wszystkim wydarzeniom w tej wspólnocie. Założony został przez organistę Zenona Ligowskiego niedługo po tym, jak do parafialnego kościoła wstawione zostały 17-głosowe organy. Dzięki determinacji i uporowi pana Zenona chórzyści uczyli się łacińskich części stałych Mszy św. i pieśni. I chociaż nikt nie miał wykształcenia muzycznego, to jednak się udawało. W parafii ligowskiej powstała piękna tradycja śpiewania Męki Pańskiej do muzyki ks. Kazimierza Starościńskiego, przerwana tylko raz z powodu ciężkiej choroby odtwórcy partii Chrystusa – Józefa Drzewoszewskiego.

    Od 11 lat chór prowadzi Adam Krzemiński. Grupa ma wsparcie proboszcza ks. Andrzeja Zembrzuskiego, który uważnie słucha propozycji i pomysłów jej kierownika. Pod opieką pana Adama zespół bardzo się rozrósł; z 15 chórzystów zrobiło się aż 53, przy czym są wśród nich zarówno seniorzy, jak 90-letni pan Tadeusz, jak i młody narybek. Aż trudno uwierzyć, że można stworzyć zespół tak zróżnicowany pokoleniowo. Może jednak właśnie to pozwala mówić chórzystom, że czują się jak w rodzinie? – Wszyscy tu się szanujemy – mówi Tadeusz Kilanowski. A co mówią najmłodsi? – Każda próba to jak spotkanie z rodziną. Mamy tu tyle cioć i wujków – śmieje się Maja Leszczyńska, szóstoklasistka, która trafiła do chóru ze scholi, ale też dzięki tradycji rodzinnej. Podobnie najmłodsza uczestniczka, Maja Bączkowska, którą na próbę przyprowadziła babcia. Chór był także tradycją rodzinną w domu Sławomira Krzemińskiego z Kukowa. – Ja od małego byłem prowadzany na chór i teraz na dole w kościele źle się czuję – śmieje się pan Sławomir. Teraz śpiewa razem z żoną Krystyną. – Mamy gospodarstwo, hodowlę krów i naprawdę jest co robić. Ale przecież, nie samym chlebem człowiek żyje... Ciągnie nas do chóru. Adam potrafi stworzyć dobrą atmosferę, rozmawiać ze starszymi i młodszymi – mówią.

    Na początku nie było łatwo, przyznaje organista, który rozpoczął pracę z chórzystami jako 19-latek. Po odejściu Zenona Ligowskiego, odeszła też część członków. Pan Adam powiedział jednak sobie, że chór musi być. – To wszystko rosło na moich oczach, chociaż nie było łatwo. Na niektórych obecnych członków musiałem czekać 4 lata i więcej, żeby się zgodzili – wspomina. Jak robi nabór do chóru? Nie ma stresujących przesłuchań, bo tu przecież nikt nie jest profesjonalnym śpiewakiem. Po prostu trzeba czasem wsłuchać się w głosy podczas liturgii, czy na procesji i wyławiać te, które brzmią dobrze i czysto. W doborze repertuaru kieruje się zasadą, by pielęgnując stare, wprowadzać nowe. – Nie chcę, by chór miał jeden repertuar i śpiewał to samo. Oczywiście, nie chciałem też pożegnać się z tradycją. Męka Pańska jest śpiewana w Ligowie od 1960 r. i my to kontynuujemy. Jest też wiele pieśni, które śpiewał mój poprzednik i ja je podtrzymuję. Z drugiej strony, jeżdżąc na przykład na koncerty w Ciechanowie, słuchamy tego, co śpiewają inni i jeśli coś nam się spodoba, przenosimy na swój grunt – wyjaśnia pan Adam.

    Chór razem się bawi, razem przeżywa radości, jak śluby członków, i smutki, gdy ktoś odchodzi. Jego opiekun mówi: – Ponad 50 proc. chórzystów to gospodarze. W lato, gdy mają żniwa, zawieszam działalność. Więc gdy spotykamy się po wakacjach, to zanim próba się zacznie, wszyscy muszą się naopowiadać. Ja się tym cieszę. Agnieszka Małeck

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół