• facebook
  • rss
  • To była jakaś siła

    am

    dodane 15.04.2015 20:57

    Bezkompromisowy obrońca życia, twórca polskiego modelu Szkoły Rodzenia, prof. Włodzimierz Fijałkowski był bohaterem konferencji sympozjalnych w szkołach katolickich w Sikorzu.

    W ramach przygotowań do 100-lecia powstania szkół katolickich w Sikorzu, przypomniano wybitną postać prof. Włodzimierza Fijałkowskiego - dawnego absolwenta. Gośćmi sympozjum byli m.in. syn profesora, Paweł Fijałkowski i prof. Dorota Kornas-Biela z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

    - Obserwowałem, jak w pewnym momencie życia uwolnił swojego ducha, stał się właściwie niezatapialny. Był dla mnie wielkim wzorem. Potrafił zarazić stylem życia. Był na tyle mocny, że potrafił stworzyć swój nurt i płynąć pod prąd. Po doświadczeniach wojny, obozu stanął wobec dylematu, czy to wszystko ma go zgnieść, czy odrodzić. Można powiedzieć, że znał śmierć z każdej strony. Po tych potwornościach wojny zrozumiał, że to wszystko jest po to, by był gorliwy w tym, co będzie robił na polu obrony życia. Tata był lekarzem, który od początku wiedział, po co nim jest. Chciał być lekarzem nietuzinkowym, chciał mieć wpływ na medycynę - opowiadał syn o słynnym ojcu. To właśnie on otrzymał jak nastolatek ważną wskazówkę od profesora: „tylko zdechłe ryby płyną z prądem”.

    - Tata jak skała stał zawsze w obronie życia. Okazało się, że jego głos był wtedy słyszalny do tego stopnia, że bardzo denerwował innych. Dlatego próbowano go ośmieszyć, pomniejszyć - wspominał Paweł Fijałkowski.

    Z kolei prof. Dorota Kornas-Biela zwracała uwagę na to, co kształtowało profesora - jego szlacheckie korzenie, silna wielodzietna rodzina, harcerstwo, w które był zaangażowany w młodości, autorytety, do których się odwoływał (jednym z nich był św. Stanisław Kostka, patron szkół w Sikorzu) i ruch Focolari, w którego duchowość był głęboko zanurzony. To właśnie ta duchowość ukształtowała w nim przekonanie, które wyraził w słowach: „Tracąc dla Pana, zawsze zyskiwałem”.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Tatrzański
      16.04.2015 12:24
      Na mojej półce stoi niemiłosiernie „wyeksploatowana” książka Profesora „Dar rodzenia”wydana przez PAX w 1985 roku. Przeczytana i zaczytana, przez wszystkich naszych przyjaciół, którym ją pożyczaliśmy.

      Pamiętam nasze spotkanie w Zakopanem. Lało niemiłosiernie przez tydzień. Po to by u znajomych gazdów, doprowadzić się do stanu używalności i wysuszyć, pleśniejące pod namiotem ciuchy, zjechałem z Szałasisk do Zakopanego. W kolejce na Gubałówkę zobaczyłem starszego pana, który wydawał mi się znajomy. Jednak nijak nie mogłem przypisać twarzy do nazwiska. Wagonik przejechał już mijankę a ja myślałem sobie skąd ja znam tego gościa? Zaraz wysiadamy, głupia sytuacja. Potem już sobie skojarzyłem zarysy twarzy z PRL-lowskim pod względem jakości grafiki zdjęciem z tyłu obwoluty „Daru rodzenia”. Podszedłem i nieśmiało zapytałem - pan profesor Fijałkowski? Tak – odpowiedział. Chciałem Panu podziękować za pana książkę. To podziękowanie zamieniło się w długą rozmowę przy gorącej herbacie.

      Wiele lat później, ponownie razem z żoną przeczytaliśmy „Dar rodzenia” ciesząc się na to czego nawet przeczuwać nie mogliśmy. Potem, co jakiś czas ktoś inny z rodziny i znajomych pożyczał ją w podobnych okolicznościach. PANIE PROFESORZE! Dziękujemy!
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół