• facebook
  • rss
  • Szli ramię w ramię

    dodane 16.04.2015 00:00

    Smoleńskie rany wciąż są otwarte i bolą, ale też przypominają, że Polska jest wymagającą matką.

    W Ciechanowie, Sierpcu i Przasnyszu, gdzie spoczywają senator Janina Fetlińska, ks. prał. Bronisław Gostomski i ppor. Paweł Krajewski, którzy zginęli pięć lat temu pod Smoleńskiem, uczczono ich pamięć i modlono się za ojczyznę. W Ciechanowie oprócz grobu pani senator na cmentarzu komunalnym symbolicznym miejscem pamięci jest Krzyż Katyński przy kościele farnym. Tam modlitwie przewodniczył ks. kan. Zbigniew Adamkowski, proboszcz fary.

    – Pamięć każe nam skojarzyć ludzi i miejsca: Katyń i Smoleńsk, pomordowanych w 1940 r. i ofiary katastrofy sprzed pięciu lat. I w jednym, i w drugim przypadku zginęły elity narodu. Potrzeba dziś pamięci o tragicznych wydarzeniach sprzed 75 i sprzed 5 lat, ale potrzeba również ludzi prawych i odważnych, potrzeba ludzi sumienia – mówił w czasie Mszy św. w przasnyskim sanktuarium o. Wiesław Wiśniewski, pasjonista – proboszcz parafii św. Stanisława Kostki. – Ci, którzy zginęli w tej katastrofie, chcieli oddać cześć polskim oficerom zamordowanym w Katyniu. Tamta elita społeczeństwa, wymordowana w czasie wojny – to byli zwykle ludzie głęboko wierzący. Dlatego dziś ateiści nie mogą sobie rościć prawa do tworzenia kultury, bo wszystko to, co mamy, zostało okupione krwią tamtych pokoleń, wierzących ludzi – zwrócił uwagę ks. Jan Rusiecki, salezjanin, proboszcz na płockiej Stanisławówce. 10 kwietnia ożyły wspomnienia i wróciły wciąż otwarte pytania o przyczyny katastrofy. W Przasnyszu co miesiąc pod Krzyżem Katyńskim przy sanktuarium gromadzą się ludzie na wspólną modlitwę. – Honorem naszego pokolenia stało się udokumentowanie i wyjaśnienie tragedii z 10 kwietnia 2010 roku, tak jak honorem pokolenia naszych ojców było utrwalenie pamięci o mordzie katyńskim. Polska była zawsze wymagająca i wymaga od nas i dzisiaj – powiedział Tomasz Osowski z przasnyskiego PiS-u. – Chodziliśmy kiedyś razem na rajdy harcerskie – wspomina swego kolegę Pawła Krajewskiego Mariusz Maciaszczyk, wiceprezes GRH 14. Pułku Strzelców Syberyjskich, który poznał go, działając w harcerstwie. – On był drużynowym „Chodaków” z Przasnysza, a ja „Piegusów” z Nowej Krępy. Poznaliśmy się na „Rajdzie Szlakami Barci Kurpiowskich” (trasa z Parciak do Myszyńca) i od tamtej pory „Piegusy” i „Chodaki” chodziły ramię w ramię. Bardzo lubiłem te wspólne wyprawy. Ostatni nasz wspólny marsz to „Rajd Przaśnym Szlakiem”. Paweł kochał harcerstwo i to właśnie dzięki niemu poszedł do wojska. Był wspaniałym człowiekiem i kolegą. Pamiętam, jak w czasie któregoś rajdu wziął dwóm młodszym kolegom plecaki i niósł dobre kilka kilometrów. W sprawie załatwienia czegoś, np. wody u gospodarzy, był niezastąpiony. Trochę przygód jako nastolatkowie przeżyliśmy. Paweł to był fajny gość. Harcerstwo było nam pisane. Jego ostatni „rajd” zakończył się w Smoleńsku, nie gdzie indziej, jak na służbie – wspomniał kolega zmarłego Pawła Krajewskiego.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół