• facebook
  • rss
  • Krzyż, miłosierdzie i światło

    dodane 09.04.2015 00:00

    Kto policzy mazowieckich świadków Jezusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego? Długa i niekończąca się jest ich procesja: zaczyna się 940 lat temu i trwa do dziś.

    Z dawnych wieków przypominają się biskup męczennik Werner, książę Bolesław Krzywousty, św. Andrzej Bobola, żyjący 100 lat temu bł. o. Honorat Koźmiński, o. Bernard Kryszkiewicz – związany z Mławą i Przasnyszem, wreszcie błogosławieni płoccy biskupi męczennicy. Ale na koniec perspektywa tej procesji świadków bardzo się rozszerza na znanych i nieznanych, często cichych i heroicznych ludzi, którzy może i nas dotknęli świadectwem swej wiary i miłości. O nich wszystkich mówił w katedrze bp Piotr Libera.

    „Na krzyż wam wskazuję…”

    W tym roku obchodzimy 100. rocznicę urodzin sługi Bożego o. Bernarda Kryszkiewicza. Przyszedł na świat 2 maja 1915 roku w naszej Mławie. (…) W Przasnyszu w gimnazjum u ojców pasjonistów odkrył powołanie i jesienią 1933 roku, po obłóczynach, już jako Bernard od Matki Pięknej Miłości rozpoczął nowicjat w jednym z wielkopolskich klasztorów. Kolejne lata to okres studiów filozoficznych i teologicznych, najpierw w Polsce, a potem w Rzymie, gdzie młody pasjonista dokonuje głębszej refleksji nad swoim życiem, studiuje teologię, uczy się języków. Tam też w 1938 roku otrzymuje święcenia kapłańskie. Wraca – niestety, dość poważnie chory – do klasztoru ojców pasjonistów w Rawie Mazowieckiej, gdzie dopiero w maju 1939 roku odprawi prymicyjną Mszę św. dla swojej rodziny. (…) Tak, nadchodzi wojna i wkrótce to wszystko będzie już tylko wspomnieniem. Ojciec Bernard po wojennej wędrówce od klasztoru do klasztoru wraca w końcu do Rawy, gdzie pozostanie przez całą okupację. Ludzie garną się do młodego, gorliwego kapłana w tych latach łapanek i wywózek na przymusowe roboty, aresztowań i rozstrzeliwań. „Chcę żyć dla dusz – wyznaje w jednym z listów – głównie tych najbiedniejszych, najnie- szczęśliwszych. Pragnienie to z każdym dniem potężnieje we mnie z coraz większą siłą. [...] Jakże piękne jest posłannictwo kapłana!” (…) Po ustaniu działań wojennych zostaje znowu posłany do Przasnysza. (…) Do jego konfesjonału ciągną setki ludzi, którzy nie spowiadali się całą wojnę. (…) Gdy w mieście z powodu głodu i robactwa szerzy się tyfus, odwiedza, spowiada, namaszcza chorych... Wkrótce okazuje się, że sam się zaraził, a osłabiony organizm młodego przecież, ledwie trzydziestoletniego zakonnika, nie ma siły bronić się... Umiera w opinii świętości w pierwszą sobotę lipca 1945 roku. Tę świętość, ale także prostą mądrość heroicznego pasjonisty doskonale oddają jego pisma. (…) „Bracia moi – mówił w jednym z kazań wojennych – strapieni jesteście. Ciężko żyć. W domu niedostatek. W domu niezgoda. [...] Niewdzięczne dzieci życie ci zatruwają. [...] Zły sąsiad skrzywdził cię. Złośliwy język zabrał ci dobre imię. Śmierć zabrała ci kogoś z najukochańszych. Wojna ci zabrała wszystko – rozumiem cię. Bracie i siostro, z trwogą oczekujesz jutra, bo to jutro bardzo niepewne, nie wiesz, co ci przyniesie – rozumiem cię. [...] Rozumiem was dobrze [...]. Cóż wam powiem? Na krzyż wam wskazuję”.

    Przyzwyczailiśmy się do nich?

    Mówimy już niemal odruchowo: arcybiskup Antoni Julian Nowowiejski i biskup Leon Wetmański – błogosławieni biskupi męczennicy płoccy. Przyzwyczailiśmy się. Co to jednak znaczy? (…) Pośród okrucieństw obozu koncentracyjnego w Działdowie 83-letni abp Nowowiejski przeżyje kilka miesięcy 1941 roku, w tym Wielki Post, Niedzielę Palmową, Triduum Paschalne... Durchgangslager – „Obóz przejściowy”, a w nim Pascha – „przejście Pana”... Zmarł, wykończony, 28 maja 1941 roku. Nie ma grobu – oprawcy w brunatnych uniformach pochowali go gdzieś po kryjomu: może przy rampie kolejowej, może na pobliskim cmentarzu, może w lesie białuckim. Tylko o kilka miesięcy przeżyje go wierny biskup pomocniczy, prawdopodobnie zagazowany w specjalnie do tego celu dostosowanym samochodzie. Jego ciało zostanie zwalone, wraz z setkami innych, do dołów w lasach białuckich. Jest 10 października 1941 roku. Do biskupów męczenników dołączają księża męczennicy z Gostynina. W ich gronie zobaczymy ks. Stefana Zielonkę, wikariusza w Pułtusku, i ks. Leona Kulasińskiego, kapelana szpitala Świętej Trójcy w Płocku – heroicznych męczenników Dachau. A potem św. s. Faustynę i matkę Józefę Hałacińską, założycielkę nowego zgromadzenia – Zgromadzenia Sióstr Męki Pana Naszego Jezusa Chrystusa, zwanych popularnie siostrami pasjonistkami. Wreszcie męczenników czerwonego totalitaryzmu: sługi Boże bp. Adolfa Piotra Szelążka i bp. Czesława Kaczmarka, kard. Stefana Wyszyńskiego, żołnierzy wyklętych północnego Mazowsza i aż po nasze dni: s. Helenę Pszczółkowską z Płocka, panią Marię Plaszczyńską z Gostynina, senator Janinę Fetlińską, prezydenta Płocka Andrzeja Drętkiewicza, wreszcie ks. Piotra Błońskiego.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół