• facebook
  • rss
  • Pan Bóg ma fantazję

    Ks. Włodzimierz Piętka

    |

    Gość Płocki 14/2015

    dodane 01.04.2015 00:00

    – Gdy idę Drogą Krzyżową i wchodzę na Kalwarię, to nie jest dla mnie sprawa sprzed 2 tysięcy lat, ale kroczenie z Panem w momencie Jego ukrzyżowania – mówi s. Maria Lucyna od Krzyża, karmelitanka z Betlejem.

    Ks. Włodzimierz Piętka: Siostra pochodzi z Gostynina. Co Siostrę porwało spod Płocka aż do Betlejem?

    S. Maria Lucyna od Krzyża: W Gostyninie skończyłam liceum, a potem studiowałam polonistykę na KUL-u. Potem przez 5 lat pracowałam w redakcji „Encyklopedii katolickiej”. W tym czasie wyjechałam do Francji na naukę języka i tam, gdy byłam w Lisieux, modliłam się do Małej Tereski, aby pokazała mi drogę powołania. Miałam wtedy już 30 lat i potrzebowałam konkretnego światła. Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo skuteczna będzie ta krótka modlitwa. Po powrocie znajomy karmelita zaprosił mnie na rekolekcje o duchowości karmelitańskiej. Tam uświadomiłam sobie, że chcę być karmelitanką. Wstąpiłam do klasztoru w Dysie k. Lublina. Stamtąd wyjechałam później na Ukrainę, aby przygotować nową fundację w Charkowie. To był 1995 rok, odkrywano wtedy groby polskich oficerów zamordowanych przez Sowietów. Byłyśmy tam i modliłyśmy się, gdy ekshumowano ich ciała z dołów śmierci. W 2000 roku przyszła prośba od patriarchy Jerozolimy, aby wesprzeć Karmel w Betlejem. Abp Sabbah postawił nam dwa warunki: kochać Jezusa i znać choć trochę język. Na modlitwie usłyszałam słowo Pana Jezusa: „Teraz zapraszam cię do siebie”. Jestem przekonana, że to był prawdziwy głos Pana i Jego wezwanie.

    Jak to się dzieje, że Pan Bóg prowadzi osobę żyjącą za klauzurą przez tak gorące miejsca na ziemi jak wschodnia Ukraina i Ziemia Święta?

    Na początku myślałam, że Karmel w Dysie będzie moim pierwszym i ostatnim. Teraz przekonuję się, że Pan Bóg ma fantazję. Tam, gdzie jest trudno, gdzie jest dużo rozdarcia i cierpienia, potrzeba, żeby nieść miłość i nadzieję, a przede wszystkim po prostu trwać, jak czyni to karmelitanka. Jestem i modlę się, to znaczy oddaję chwałę Bogu, mam oczy utkwione w Boga i wstawiam się za jednych i za drugich mieszkańców tej ziemi.

    Czym się wyróżnia Karmel w Betlejem, w którym Siostra mieszka od 15 lat?

    W Betlejem oprócz wzgórza z bazyliką Narodzenia jest Wzgórze Dawida. Tam jest zbudowany nasz klasztor. Według tradycji tam był dom Jessego, ojca Dawida. Tam, zgodnie z opisem z Pierwszej Księgi Samuela (rozdział 16), Samuel namaścił Dawida na króla. Tam Samuel usłyszał słowa Boga: „Człowiek widzi to, co dostępne dla oczu, a Pan widzi serce” (16,7). Grota namaszczenia Dawida znajduje się dokładnie pod ołtarzem w naszym kościele. To miejsce wskazała po 29 wiekach od tamtych wydarzeń Maria od Jezusa Ukrzyżowanego, prosta palestyńska karmelitanka, zwana Małą Arabką. Usłyszała słowa: „Na kolebce ojca mego Dawida zbudujesz Mi klasztor”, i tak uczyniła. Zgodnie z jej wizją w tej właśnie grocie miała zatrzymać się Maryja wraz z Józefem, gdy zmierzali do Groty Narodzenia. Tam również miał zatrzymać się sam Pan Jezus, zanim po chrzcie w Jordanie udał się na Górę Kuszenia.

    Jak Siostra przeżywa Betlejem i Jerozolimę. Jaka jest Siostry Ziemia Święta?

    Moje realia życia w Ziemi Świętej są dość mocne. Od samego początku jestem w niej zakochana jako w ziemi mojego Oblubieńca. Jest ona trudna, kamienista, bez deszczu przez sześć miesięcy, ale wiem, że On po niej kroczył i ją oglądał. Ta natura jest Jego naturą. Chleb, który jadam, pachnie prawdopodobnie tak samo jak w Jego czasach. Woda, którą piję, jest na swój sposób z Nim związana. Może podam kilka przykładów. Kiedyś pojechałam z jedną z sióstr do szpitala. Czekałam na nią na korytarzu, a obok mnie siedziały Żydówka i muzułmanka. Była godz. 15. Żydówka, w charakterystycznym dla niej nakryciu głowy, wyjęła hebrajską Biblię; muzułmanka w swym welonie rozłożyła dywanik do modlitwy w kierunku Mekki i choć wypadło jej modlić się akurat przed stojącym obok ekspresie do kawy, nic to nie szkodziło. Upadła na twarz i wykonywała swoje pokłony. Ja wyjęłam różaniec i odmawiałam koronkę. I byłyśmy wszystkie trzy w jakiejś niezwykłej jedności. Czasami szpital i cierpienie może nas bardzo zjednoczyć. Ale wiem też o inicjatywach wielu włoskich księży. Pewien ks. Emmanuel nawiązał kontakt z siostrami komboniankami w Betanii, które przyjmują kobiety uciekinierki z Sudanu. Ten ksiądz z grupą wiernych z Włoch finansuje teraz projekt budowy szkoły dla dzieci nomadów. Opracował dla nich program szkolny i podręczniki.

    Co oznacza dla Siostry pójść w Jerozolimie do Wieczernika, na Via Crucis, na Kalwarię i do Grobu Pańskiego?

    Gdy idę Drogą Krzyżową i wchodzę na Kalwarię, to nie jest dla mnie sprawa sprzed 2 tysięcy lat, ale kroczenie z Panem w momencie Jego ukrzyżowania. A potem schodzę do pustego grobu, aby zatopić się w Jego obecności tu i teraz. A kiedy mogę pójść do Wieczernika, przypominam sobie słowa Mariam, żeby się dać przeniknąć Duchowi Świętemu, aby na mnie spoczął i zstąpił na każdego człowieka.

    Co zrobić, aby święta wielkanocne były świętami zmartwychwstania wiary?

    Trzeba się o tę wiarę zatroszczyć. W tym pomagają najprostsze słuchanie słowa Bożego i modlitwa. Chodzi po prostu o ciągłe słuchanie miłości Boga, bo możemy żyć w nieufności i wątpliwościach. Jeśli ocalę w sobie miłość Boga, to wszystko we mnie nabierze innego kształtu.

    Siostra żyje blisko miejsc na Bliskim Wschodzie, gdzie są prześladowani i giną chrześcijanie. Czy to przeraża, czy może pomaga bardziej wierzyć?

    Nasz klasztor w Betlejem jest fundacją Karmelu w Aleppo, w Syrii. Wiemy dobrze, co tam się teraz dzieje. Pamiętam, jak w 2000 roku mój brat, ks. Henryk Seweryniak, przed wyjazdem do Betlejem poprowadził dla nas kilka dni skupienia i wtedy ułożyliśmy modlitwę o męczeństwo, o gotowość do wydania się dla imienia Jezus. Między sobą rzadko mówimy na ten temat, ale myślę, że w tej sytuacji dojrzewamy do tej sytuacji. Uświadamiam to sobie za każdym razem, gdy jestem w Gostyninie, odwiedzam cmentarz i groby moich bliskich. Modlę się wtedy nad grobami naszych gostynińskich męczenników: ks. proboszcza i jego trzech wikariuszy, którzy oddali życie za swego proboszcza. Podobny jest przykład naszych płockich biskupów męczenników. Często stawiam sobie realne pytanie o męczeństwo, bo ci, którzy wyrośli stąd przed nami, byli w stanie oddać życie. Dlatego modlę się o wzrost wiary i o wzrost miłości, abym w chwili próby na łaskę męczeństwa świadomie odpowiedziała. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół