• facebook
  • rss
  • "Żebyśmy spotkali się w niebie"

    ks. Włodzimierz Piętka

    dodane 01.11.2014 22:08

    Biedni, misje i katecheza - to były trzy kierunki zaangażowania tej niezwykłej katechetki z Płocka. Siostra Anna uczyła i pomagała, wkładając we wszystko, co robiła, swe wielkie serce.

    Zmarła w Rokiciu k. Płocka 26 sierpnia. Przez niemal 40 lat katechetka w parafii św. Jana Chrzciciela w Płocku. Przed czterema laty w rozmowie z ”Gościem Płockim” powiedziała: ”Gdy pracowałam jako katechetka, nadałam sobie trzy kierunki: biedni, misje i katecheza. To była potrzeba mojego serca”. Gdy w połowie lat 90. żegnała się z katechezą i z parafią świętojańską, swoim uczniom powiedziała: ”Tak pragnę, abyście byli szczęśliwi i żebyśmy wszyscy spotkali się w niebie”. Jej słowa teraz stały się testamentem.

    O jej śmierci wielu dowiedziało się dopiero po pogrzebie. Wiele głosów, świadectw i wspomnień o siostrze służce Annie Klacie, wieloletniej katechetce, krążyło po Płocku. – Poznałem ją przed wielu laty, gdy pracowałem w kościele św. Jana Chrzciciela, a rektorem kościoła był ks. Mirosław Paciuszkiewicz (…) Od razu zauważyliśmy, że ma talent pedagogiczny, właściwe, ciepłe, serdeczne podejście do uczniów. I tak było przez wiele lat pracy katechetycznej – wspomina zmarłą siostrę ks. prof. Michał Grzybowski.

    – Oprócz katechizacji przygotowującej dzieci do Pierwszej i Generalnej Komunii św., s. Ania albo pani Ania – bo tak do niej często się zwracaliśmy – rozpoczęła i prowadziła katechizację przedszkolaków, co w tamtych czasach było nowością. A tych przedszkolaków

    przyprowadzali rodzice, ciocie, a często babcie i dziadkowie. Dziś, gdybyśmy chcieli policzyć, kto był wychowankiem i uczniem s. Ani, to byłyby ich setki, a może i tysiące, bo Płock wówczas szybko się rozrastał. Jako katechetka dostrzegała, które z dzieci wymaga pomocy, nawet i tej materialnej. I znów w cichy, spokojny, delikatny sposób, sama bądź przez innych, pomagała materialnie przez paczki odzieżowe czy żywnościowe. Wiele rodzin w Płocku i okolicy tego wsparcia doznało. Ale jej serce obejmowało i dostrzegało potrzeby tych, którzy pracowali na misjach. Ten zapał misyjny towarzyszył jej i potem, gdy przestała być katechetką, i w Rokiciu robiła kartki świąteczne albo kleiła wielkanocne pisanki dla misjonarzy. Nie próżnowała, choć nieraz narzekała na oczy – opowiada ks. prof. Grzybowski.

    – Reprezentuję wszystkich misjonarzy i wszystkich ubogich, których wsparła nasza siostra, i za jej wielkie dzieło apostolskie chcę dziękować Bogu – mówiła na pogrzebie s. Stanisława Zawadzka, służka pracująca na misjach w Rwandzie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół