• facebook
  • rss
  • Nekropolie 
w kościołach

    ks. Włodzimierz Piętka


    |

    Gość Płocki 43/2014

    dodane 23.10.2014 00:00

    Historia i wiara. W wielu starych świątyniach diecezji
czujemy się jak na cmentarzu. Epitafia i nagrobki są znakiem,
że tuż obok ktoś pokornie czeka na zmartwychwstanie.


    Katedra w Płocku, kolegiata w Pułtusku, bazylika w Czerwińsku oraz wszystkie kościoły zakonne i pozakonne w diecezji, wreszcie wiele innych starych świątyń kryją w sobie szczątki tych, którzy je budowali, w nich się modlili i dobrze im się przysłużyli. Przecież już w samym znaczeniu słowa „kościół” kryje się rdzeń „kości”, a więc „zbudowany na kościach”. W wielu przypadkach jest to znaczenie dosłowne i prawdziwe.


    W krypcie i na epitafium


    Przez wieki miejscem grzebania zmarłych były cmentarze przykościelne. W większości były to mogiły ziemne, które z czasem niszczały, a na ich miejscu powstawały nowe. Tylko zasłużeni mieli swoje pomniki lub byli grzebani w podziemiach kościoła. Tak jest np. w Miszewie Murowanym: pod kaplicą św. Anny znajduje się krypta grobowa, a na ścianach kaplicy epitafia zmarłych dawnych kolatorów parafii, którzy prawdopodobnie zostali pochowani w tym miejscu. Podobnie jest w Orszymowie, gdzie pod kościołem został pochowany budowniczy wcześniejszej świątyni ks. Kazimierz Stanisław Barcikowski. W XVIII wieku własnym kosztem wzniósł on od fundamentów nowy kościół. Również w Kępie Polskiej n. Wisłą, gdzie pod prezbiterium są groby Klemensa Nakwaskiego – fundatora świątyni, jego żony Zuzanny z Gambartów oraz 9 innych osób z rodziny Nakwaskich. Z kolei w Staroźrebach, w krypcie pod prezbiterium, pochowany jest ks. hrabia Karol Stadnicki, kolator tej świątyni z początku XX wieku. 
Uwagę zwracają także liczne epitafia w kościele parafialnym w Radzyminie k. Płońska. Przez wieki na ścianach umieszczano różne tablice poświęcone członkom rodzin związanych z parafią: Dobrzelewskich, Jaworowskich, Moczarskich i Waśniewskich.


    Gdzie biskupi i książęta


    Wymieniając kościoły, które stały się również miejscem pochówku, nie można nie wspomnieć płockiej katedry. Tu przez wieki grzebano biskupów, książąt mazowieckich i duchowieństwo katedralne. „Przy przebudowie kościoła na początku wieku 
XX-go, po podniesieniu marmurowej posadzki, łatwo było stwierdzić, że podziemia jego, od głównych drzwi począwszy, aż do prezbiterium włącznie, są przepełnione kośćmi” – zapisał abp Antoni Julian Nowowiejski w monografii historycznej o Płocku.
Wśród tych wszystkich miejsc pochówku, zidentyfikowanych i anonimowych, szczególnymi są groby Władysława Hermana i Bolesława Krzywoustego. Abp Nowowiejski opisuje kolejne pochówki władców, które miały miejsce za czasów bp. Andrzeja Noskowskiego i bp. Michała Prażmowskiego. O ostatnim z nich, z 1825 roku, tak pisał: „Po ukończeniu Mszy św. i po odśpiewaniu konduktu, szanowne szczątki przez obecnych pierwszych urzędników krajowych nad grób pod kaplicą będący przeniesione zostały; poprzedzili je JW. kasztelan senator Nakwaski, niosąc koronę, a JWW. jenerałowie Cichocki i Giełgud, niosący berło i miecz” – a był to przecież czas zaborów.
Wymowny jest sarkofag w kaplicy królewskiej pod wieżą katedry: ozdobiony białym orłem na przedzie, czterema orłami, które rozpostartymi skrzydłami podtrzymują marmurową płytę. Na płycie tej spoczywają: berło, miecz i korona. Na niej wykuto również napis: „Pamięci najlepszych książąt królów Polski, Władysława Hermana, który popędliwością brata wstrząśniętą rzeczpospolitę przywrócił, i Bolesława, brata jego, który nad sąsiedniemi ludami 47-ma odniósł zwycięstwo, w tej świątyni spoczywających, po siedmiu wiekach od ich śmierci biskup i kapituła płocka oraz obywatele polscy położyli ten nagrobek roku 1825”. A na obwodzie płyty: „Panowie i dziedzice ziem krakow., sandom., śląskiej, wielkopolskiej, mazowieckiej, dobrzyńskiej, michałowskiej, łęczyckiej i Pomorza”.
Przyciąga uwagę również pułtuska kolegiata, a w niej okazałe epitafia rodu Załuskich. W taki sposób bp Ludwik Załuski, na początku XVIII wieku, chciał upamiętnić swych przodków. Ciekawe są opisy poszczególnych postaci upamiętnionych na nagrobnych tablicach, a zwłaszcza ich początkowy adres. Oto przykłady: „Przechodniu! Przy tym wypadku albo łzy najpierw albo ten kamień grobowy bólem serca uściśnij, że odszedł taki Królestwa Polskiego prymas…”, „Wiedz przechodniu, że Andrzej kustosz prawa, pasterz trzody, króla kanclerz i senator nie chciał, aby na tym kamieniu inaczej było wyryte, jak tylko: »tu leży grzesznik«. Za którego duszę niech każdy będzie wstawiającym się”, „Bogu Najlepszemu i Największemu. Przechodniu! Widzisz marmur pomnika? Pamiętaj o chwili ostatecznej”.


    Czego uczy śmierć?


    Do kościoła parafialnego w Drobinie przyciąga piękny renesansowy nagrobek Wojciecha Kryskiego i jego rodziców, Pawła i Anny. Wykonał go niemal 500 lat temu włoski rzeźbiarz Santi Gucci. – To perełka naszej architektury, unikatowa pod względem artystycznym, a dla tej ziemi – świętość. To zabytek bezcenny dla renesansu – tak o zabytku mówi prof. Janusz Smaza, który ostatnio prowadził prace konserwatorskie przy nagrobku. Oprócz walorów artystycznych zabytek niesie również przesłanie duchowe: Wojciech Kryski jest przedstawiony w pozie spoczywającego rycerza. Wydaje się, jakby brał wciąż udział w dyspucie grona przyjaciół. Nie rozpacza, nie cierpi, nie zapada się w nicość. Renesansowy artysta wyraża w ten sposób głęboką wiarę w życie wieczne. Nad postacią syna znajdują się postacie jego rodziców. Z godnością zasiadają u mar swojego przedwcześnie zmarłego syna. Dłonie obojga spoczywają na piersiach, wyrażając to, co nadal ich łączy – pietas – miłość rodzicielską i miłość małżeńską. U stóp ojca widnieje hełm, podkreślający jego cnoty rycerskie. W dłoń Anny – dla oddania jej pobożności – rzeźbiarz włożył modlitewnik i różaniec.
Innym miejscem z wymownym pomnikiem jest Opinogóra. Tam w kościele zwraca uwagę nagrobek Marii z Radziwiłłów Krasińskiej, autorstwa florenckiego rzeźbiarza Luigi Pampalloniego z 1841 roku. Zamówił go na polecenie ojca Zygmunt Krasiński. Najpierw znajdował się w pałacu Krasińskich w Warszawie, a po ukończeniu rozbudowy kościoła w Opinogórze został w nim umieszczony. Jest to grupa figuralna, przedstawiająca matkę na łożu śmierci i klęczącego przy niej syna, którego ona przed śmiercią błogosławi. Można tę scenę odczytywać jako aluzję do „Nie-Boskiej komedii” i sceny matki z Orciem. Pomysł takiego przedstawienia był autorstwa Zygmunta. Pisał o tym w liście do Augusta Cieszkowskiego, przekazując również informację, że pomnik oczekuje na przewiezienie do Opinogóry, i podając, jakie były jego koszty: „Pomnik mojej matki, oglądany przez ciebie w Warszawie, z dwóch figur złożony, bo pamiętasz, że i ja tam występuję, kosztował 10.000 fr.”
10-letni Zygmunt klęczy więc przy łożu umierającej matki, przypominając giermka, który ma być pasowany na rycerza. Moment śmierci matki stał się nie tylko pożegnaniem, ale umocnieniem i bierzmowaniem. Faktycznie, w czasie uroczystości pogrzebowych Marii Krasińskiej w ciechanowskiej farze mały Zygmunt przyjął sakrament bierzmowania. Zwraca uwagę jeszcze jeden szczegół, który zauważy wnikliwy obserwator nagrobka matki wieszcza. Matka Zygmunta umiera, trzymając na piersiach krzyż – ten sam gest powtórzy poeta w chwili swojej śmierci: będzie umierał z dużym krucyfiksem na piersi.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół