• facebook
  • rss
  • Listy do m.

    Agnieszka Kocznur

    |

    Gość Płocki 42/2014

    dodane 16.10.2014 00:00

    Narkomania. – Oddałam syna do zamkniętego ośrodka leczenia uzależnień. Nie jestem wyrodną matką. Zrobiłam to, bo mi na nim zależy – mówi pani Basia, płocczanka, która apeluje do rodziców ku przestrodze.

    Policjanci z Komendy Miejskiej Policji w Płocku zatrzymują coraz więcej nieletnich, którzy posiadają narkotyki. Terapeuci biją na alarm – narkomania to poważny problem już wśród gimnazjalistów. Coraz częściej spotykają młodzież i dzieci, które potrzebują pomocy, bo ich życie całkowicie wywróciło się, kiedy wpadli w narkotykową pułapkę. O tym, jak wielki to problem, przekonała się nasza czytelniczka i była katechetka, pani Basia. Zgłosiła się do naszej redakcji, aby podzielić się historią zmagań z uzależnieniem od narkotyków jej syna.

    To nie było zwykłe zmęczenie

    Zaczęło się dość niepozornie. Pani Basia mówiła do syna: „Kamil, jakoś dziwnie wyglądasz”, syn odpowiadał: „Oj mamo, po prostu jestem zmęczony, uczyłem się do rana na klasówkę”. Po jakimś czasie to tłumaczenie nie wystarczyło. Powiększone źrenice, senność i spowolnione ruchy jej 15-letniego dziecka powtarzały się często. Gdy usłyszała bełkotliwą mowę Kamila, pobiegła do apteki po test na obecność narkotyków.

    – Uczulam rodziców, aby taki test dziecko wykonywało w obecności rodzica. Trzeba stworzyć taką sytuację, żeby nie miało dostępu do wody czy kwasku cytrynowego, bo młodzież w ten sposób fałszuje wyniki – wyjaśnia. – Gdy test wyszedł pozytywnie, pojawiło się we mnie przerażenie i ból. Nagle wszystko się zawaliło. Byłam zaskoczona, że mój syn mógł zrobić coś takiego. Zanim Kamil sięgnął po narkotyki, był dobrym uczniem, miał swoje pasje, lubił i hodował zwierzęta. Często ze sobą rozmawialiśmy – wyjaśnia.

    Kamil wracał do domu zawsze o ustalonej godzinie, była to 19.00 albo 20.00, ale zaczął unikać matki. Jak tylko przychodził, szedł do swego pokoju i zamykał się. Po szkole często chodził z kolegami do galerii handlowych, to były ich ulubione miejsca spotkań. Jak się później okazało, właśnie tam młodzież najczęściej zażywała środki psychoaktywne.

    Detektyw w spódnicy

    – Sama zaczęłam obserwować młodzież w centrach handlowych. Widziałam, jak schodzą do podziemnych garaży, szukają miejsc, w których nie ma monitoringu, gdzie mogą się schować i czuć swobodnie – opowiada. Od syna dowiedziała się, że dilerzy handlują tam nie tylko narkotykami, ale także dopalaczami i lekami o działaniu psychotropowym. Młodzież znała też specyfiki dostępne w aptece bez recepty. Po ich zażyciu następowały tzw. zjazdy.

    – Na początku administracja galerii nie chciała ze mną rozmawiać.

    Gdy nie odpuściłam, powiedzieli, że zrobią coś z tym problemem – opowiada mama Kamila. Gdy test na narkotyki wyszedł u Kamila pozytywnie, jego mama najpierw poszła do szkoły. Dopiero wtedy dowiedziała się, że zagrożonych problemem narkomanii było 11 osób z jego klasy. Ona była jednak jedynym rodzicem, który podjął jakieś działania. Po rozmowie z wychowawczynią szkoła zaczęła kontaktować się z innymi rodzicami, ale większość z nich nic nie zrobiła. Dowiedziała się od syna, że jedna z matek obiecała dyrekcji szkoły, że zrobi test na narkotyki swojemu synowi. Choć test wyszedł pozytywnie, matka poinformowała szkołę, że nie wykazał obecności narkotyków.

    Pani Basia zwróciła się także do płockiej policji. – Niestety, bywało tak, że gdy przekazywałam panom policjantom informacje o spotkaniach młodzieży, nie mieli akurat czasu albo byli na jakiejś akcji. Podawałam wszystko czarno na białym. Posiadałam informacje, gdzie w Płocku narkotyki są sprzedawane, gdzie pod tzw. ladą młodzież może dostać dopalacze. Nie brak w Płocku miejsc, są tzw. okienka, do których się puka i dziecko bez problemu dostanie tabletki, marihuanę lub inne narkotyki – mówi płocczanka.

    Krzysztof Piasek, rzecznik płockiej policji, mówi, że funkcjonariusze z Komendy Miejskiej Policji szczegółowo sprawdzają każde doniesienie o miejscach sprzedaży narkotyków lub ich zażywania. Sporo tych informacji przekazują rodzice nieletnich, zaniepokojeni tym, że ich pociechy mogą zażywać lub rozprowadzać narkotyki.

    – Miejscami, gdzie mogą się gromadzić narkomani, stale interesują się policjanci pełniący służbę patrolową – zapewnia Piasek. I dodaje, że najczęstszym narkotykiem, jaki płoccy policjanci znajdują przy nieletnich, jest marihuana.

    Godziny strachu

    Kamil coraz bardziej popadał w uzależnienie. – Rano była marihuana, po południu dopalacz, a więc mieszanka zagrażająca zdrowiu i życiu. Zaczynały się halucynacje, objawy neurologiczne, trzęsienie, drżenie i różne widzenia. Zaczął być agresywny. Potrafił siedzieć w parku na ławce, „widzieć” przed sobą komputer i grać w grę. Kiedyś wziął rower, przewrócił się, bo uważał, że uderzył w niego samochód – opowiada.

    – Gdy wracał po szkole pod wpływem narkotyków, mówił: „Mamo, kocham Cię, przepraszam, wiem, że jestem uzależniony”. Usłyszałam od niego te słowa kilkakrotnie. Marihuana stała się sensem i celem jego życia, chciał ją nawet hodować. A na pogniecionych kartkach, które wyrzucał za biurko, za łóżko, pisał słowa o miłości… Myślałam, że są to jakieś listy do sympatii. Niestety, były to teksty wyrażające jego miłość do marihuany – wspomina.

    Każdy dzień, każda godzina były dla pani Basi wielkim strachem, w jakim stanie jest jej syn. – Skończyła się szkoła, zaczęły się wakacje i wiedziałam, że będzie coraz gorzej, bo Kamil będzie przebywał z kolegami, którzy biorą. Widziałam na koncie facebookowym mojego syna, że koledzy piszą głównie o marihuanie. Wiedziałam, że muszę go odizolować – tłumaczy.

    By zwiększyć przyjemność

    – Marihuana naprawdę potrafi spowodować wielkie spustoszenie w organizmie. Rodzic myśli sobie: „zapali raz czy drugi marihuanę, na pewno nic mu nie będzie”, a to nieprawda – mówi Janusz Krajewski, kierownik Monaru w Płocku. Przekonuje, że choć sklepów z dopalaczami już nie ma, młodzież ciągle używa dopalaczy. – Niepokojące jest to, że już młodzież gimnazjalna uzależnia się od narkotyków. W zeszłym roku zgłosiło się do nas ponad 80 osób. Mamy sporo młodych, którzy kierowani są przez szkoły, rodziców, ale także przez sąd – wylicza. – Największym problemem jest to, że większość z nich uważa, że marihuana to nie jest narkotyk. Tak samo jak piwo, które ich zdaniem nie jest alkoholem i nie można się od niego uzależnić – mówi Krajewski. Wyjaśnia, że młodzież sięga po narkotyki z różnych powodów. Często są to nuda, pustka, przesyt, ale generalnie chcą zmniejszyć jakieś wewnętrzne cierpienia, a zwiększyć przyjemność. Robią to za pomocą środków psychoaktywnych, zmieniających nastrój.

    Mądre wsparcie

    – W ochronę dziecka przed destrukcją narkotykową musi się zaangażować cała rodzina. Trzeba stworzyć dom, który będzie przyjaznym miejscem, dobrą alternatywą dla młodego człowieka. Rodzice powinni starać się, aby nie było w nim ciągłych konfliktów, napięcia, problemów, bo to także może być powodem sięgania po narkotyki – tłumaczy kierownik płockiego Monaru.

    – Zawsze starałam się z synem rozmawiać. Czasem wyzywał mnie, wyrzucał z pokoju. Bolało bardzo, ale musiałam to przyjmować ze spokojem, modliłam się i przeczekiwałam trudne momenty. Długo się zastanawiałam i postanowiłam: Kamil musi trafić do zamkniętego ośrodka – wspomina pani Basia. Przyznaje, że ostatecznie pomógł jej Monar. Znaleźli Kamilowi miejsce w ośrodku koło Płocka, który ma dobrą renomę.

    – Syn początkowo próbował mną w pewien sposób manipulować. Pisał: „Zabierz mnie, ja już nie będę brał”. Kolejne listy zawierały słowa: „Tutaj zrozumiałem, przemyślałem, że narkotyki prowadzą do złego”.

    W ośrodku Kamil znów wrócił do Boga. Chodzi na Mszę św., do spowiedzi.

    – Dla mnie to wielka radość, że jednak nie zwątpił, że co dzień się modli – mówi płocczanka. – Myślę, że bez wiary, opatrzności Boskiej, ja też nie byłabym w stanie sobie poradzić. Może usiadłabym i płakała, nie mając siły, bo uzależnione dziecko to wielki ból dla rodzica. Na szczęście widzę pracę tych ludzi nad naszymi dziećmi, żeby zdrowiały. Wiem, że przed moim synem jest jeszcze długa droga, ale mam nadzieję, że się nam uda – mówi Barbara. 

    Mama narkomana prosiła o zachowanie anonimowości, dlatego imiona zostały zmienione

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół