• facebook
  • rss
  • Złodzieje serc

    Agnieszka Małecka

    |

    Gość Płocki 39/2014

    dodane 25.09.2014 00:00

    Ćwiczą bez taryfy ulgowej, pod kierunkiem aktora i reżysera.
Sami mówią, że to nie zabawa w teatr, tylko robienie teatru.

    Po pierwszej sesji warsztatowej miałem ochotę zrezygnować. Patrząc na to, jak ja i inni wykonujemy zadania powierzone nam przez reżysera, dochodziłem do wniosku, że jestem najgorszy, chociaż nikt oczywiście mi nie dał tego do zrozumienia.

    Ale stało się tak, że spróbowałem jeszcze raz. Idąc na drugą sesję weekendową, wiedziałem już, czego się spodziewać; wiedziałem, że nie będzie lekko… Zacząłem pracować nad swoimi wadami, niedociągnięciami, m.in. nad dykcją. Postępy mnie motywowały – opowiada o swojej przygodzie z Teatrem Trzeciego z Płocka Paweł Kolczyński, który jest w zespole od początku.
Ten amatorski teatr skupiający licealistów właśnie skończył pięć lat, w repertuarze ma sześć spektakli, może się pochwalić kilkoma nagrodami. Ostatnia to laur w ubiegłorocznym Ogólnopolskim Przeglądzie Teatrów Dziecięcych i Młodzieżowych HECA. Słowa Pawła do pewnego stopnia pokazują, co oznacza bycie aktorem Teatru Trzeciego. Z jednej strony to ciężka praca i przełamywanie barier wewnętrznych, krótko mówiąc „krew, pot i łzy”. Ale z drugiej strony teatr to doświadczenie, które procentuje na przyszłość; to wspólnota ciekawych ludzi i, co jest najważniejsze, wyjątkowa przestrzeń spotkania z Bogiem i mówienia o Nim.


    Profesjonalna ewangelizacja


    Ma dobrą, bo intrygującą, nazwę. Ktoś może przypuszczać, że związana jest z nazwą jednego z płockich liceów, ale nic bardziej mylnego. Jej sens dobrze oddają słowa ks. dr. Dariusza Piskorskiego, wicerektora płockiego Wyższego Seminarium Duchownego, zamieszczone na profilu Teatru Trzeciego na Facebooku. „Ewangelizacja jest wtedy, kiedy się spotyka przynajmniej dwoje ludzi. Jest jeden i jest drugi, ale to jest takie szczególne spotkanie, kiedy jest jeszcze obecny ten Trzeci…”. Duch Święty. I tak, w pozornie neutralnej nazwie, odkrywamy potężny ładunek ewangelizacyjny.
Od początku Teatr Trzeciego stara się niebanalnie opowiadać o sprawach wiary, słabej duchowej kondycji człowieka, dla której jedyną szansą jest krzyż Chrystusa. I tak, powstawały kolejne spektakle, „Koncert na 5 oddechów”, „Face Bóg”, „Pragnę”, „Septem”, „Miriam”, „Ruah”. Teatr wystawiał je w kościołach, szkołach, w muzeum, w płockiej Orlen Arenie. Do tej niezwykłej przygody zachęcił młodzież ks. Jacek Gołębiowski, wówczas katecheta w III LO w Płocku, a dziś proboszcz parafii w Dąbrowie. 
Szczęśliwie się złożyło, że fundamentalnym dla człowieka kwestiom profesjonalne „opakowanie” nadaje od początku małżeństwo zawodowych artystów, ze sporym doświadczeniem pedagogicznym: Adam Łoniewski, aktor teatralny i filmowy, reżyser, związany m.in. z Teatrem Polskim w Poznaniu, i Marzena Lamch-Łoniewska. Ten rys profesjonalizmu przyciąga młodzież.
– W Teatrze Trzeciego jestem od niedawna. Przyciągnęło mnie to, że jest to teatr na bardzo wysokim poziomie, który porusza bardzo mi bliską tematykę. Mam nadzieję, że wiele się tu nauczę, nie tylko w kontekście warsztatowo-teatralnym – mówi Justyna Fabisiak, uczennica II klasy liceum.
Beata Skrzyńska (pseudonim teatralny „Skrzynka”), która jest w zespole od dwóch lat, przyznaje, że na początku trudno było przyzwyczaić się do krytycznych uwag reżysera, ale za to jego pochwała ma dla nich dużą wartość.


    Ludzie z pasją


    Teatr Trzeciego skupia głównie licealistów dwóch płockich szkół – III LO, gdzie początkowo odbywały się próby, dzięki uprzejmości ówczesnego dyrektora Krzysztofa Wiśniewskiego, i LO im. Wł. Jagiełły. Skład zespołu bywa płynny, bo nie wszyscy z kandydatów wyłanianych podczas przesłuchań odnajdują się na scenie. Bywa też, że mają inne oczekiwania. – Niektórzy na początku myślą, że to jest zabawa, a my tu robimy poważną rzecz. My nie bawimy się w teatr, tylko teatr robimy – mówi Paweł Kolczyński.
W zespole są i zadeklarowani miłośnicy Melpomeny. Licealistka Oliwia Olejnik, która w tym roku podejmie zadanie kierownictwa artystycznego teatru, mówi, że scena jest jej marzeniem. – W Teatrze Trzeciego jestem od dwóch lat, ale wcześniej też byłam związana z teatrem amatorskim. To moja ogromna pasja.
I dodaje: – Zdarza się, że reżyser zwraca nam uwagę na pewne kwestie, ale jednocześnie jest bardzo cierpliwy. Czasami się zastanawiam, czy ja miałabym tyle cierpliwości – chwali opiekuna teatru.
Jednym z rodzynków zespołu (bo trochę tu brakuje chłopaków) jest Julian Zieliński (pseudonim „Lutek”) – wcześniej zapalony judoka, teraz coraz bardziej zainteresowany teatrem. – Szukałem w zeszłym roku miejsca, gdzie mógłbym być sobą. W te wakacje uświadomiłem sobie, że takim miejscem jest ten teatr. Na warsztatach i rekolekcjach w Dąbrowie dotarło do mnie, że szukam czegoś, co tak naprawdę mam pod ręką – opowiada „Lutek”.
Niedawno odbył się nabór do zespołu, bo odchodzą maturzyści. Teatr patrzy więc w przyszłość. Nową przystań, po III LO, a potem parafii św. Jadwigi, odnalazł w domu rekolekcyjnym „Studnia”. – Będziemy spotykać się raz w miesiącu na weekendową sesję z reżyserem. Jeden piątek w miesiącu będziemy też spotykać się sami, by omówić próby – wyjaśnia Oliwia.
Młodzi aktorzy, zapytani, jak najkrócej scharakteryzować Teatr Trzeciego, mówią krótko: – To Miłość. A Beata wspomina: – Gdy wielu moich znajomych, różnie nastawionych do teatru ewangelizacyjnego, zaczęło przychodzić na nasze spektakle, to my kradliśmy im serca.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół