• facebook
  • rss
  • Radosne poczucie wspólnoty

    Agnieszka Małecka

    |

    Gosć Płocki 37/2014

    dodane 11.09.2014 00:00

    – Nie wiem, jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie była w oazie – mówi z przekonaniem jedna z animatorek.

    Niedzielne popołudnie – trwa powakacyjny dzień wspólnoty oazowiczów naszej diecezji. Uwagę przykuwa skupienie podczas adoracji i długie kolejki penitentów przy konfesjonałach. Ale jest coś jeszcze, co rzuca się w oczy, gdy wnętrze kościoła farnego w Płocku wypełnia się ludźmi o szerokim przekroju wiekowym. Takie spotkanie bardzo jasno pokazuje, że Ruch Światło–Życie wraz ze swoją rodzinną gałęzią – Domowym Kościołem – stanowi wspólnotę i środowisko formacji dla człowieka właściwie na każdym etapie życia.

    Bezcenne doświadczenia

    – Zawsze powtarzam, że odebrałam dwa wychowania: w rodzinnym domu i w Ruchu. Nie wiem, jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie była w oazie, i chyba nie chcę się nad tym zastanawiać. Z niej wyniosłam te zasady, którymi się kieruję. Najważniejsze wydaje mi się „posiadanie siebie w dawaniu siebie”. To jest może taki slogan oazowy, ale przekonałam się, co to znaczy jako animator. Od kilku lat wyjeżdżam z dziećmi na oazy letnie i doświadczam, jak wiele uczestnicy oddają z siebie. Mogę wiele o tym mówić, ale i tak najważniejsze to bycie we wspólnocie – przekonuje animatorka Anna Ostrowska.

    Dwa lata temu spotkaliśmy ją na Oazie Dzieci Bożych w Golądkowie, na terenie parafii Winnica. Trzydzieścioro dzieci opowiadało wtedy o tym, jak się modlą, bawią, jak odkrywają swoje talenty, i dlaczego przez pięć dni rekolekcji, bez większych problemów, rezygnują z używania telefonów komórkowych. Niezapomniany widok zgotowały wtedy „Gościowi”, odnosząc grzecznie talerze do kuchni. – Na oazie dzieci uczą się także takich podstawowych rzeczy. Widzę, jak one z upływem czasu zmieniają się – mówi dziś Ania, która po wyjeździe z rodzinnego Nasielska do Warszawy, zamierza tam prowadzić formację z grupą osób z naszej diecezji. Inna oazowiczka, Kasia Balcerzak z Gostynina, która w te wakacje po raz pierwszy pełniła obowiązki animatora, przyznaje, że to rola trudna i wymagająca, ale przynosząca też wielkie korzyści osobiste. – Jako animatorzy bierzemy na siebie odpowiedzialność za inne osoby, dlatego to jest takie trudne. Musimy dać najwięcej z siebie. Ale to nam daje też ogromną satysfakcję. Dało mi to na pewno umocnienie w wierze. Bo jeśli coś przekazujemy innym, to staje się to bardziej dla nas wiarygodne – mówi Kasia. 

    Według oazowiczki, obecnie maturzystki, oaza daje poczucie wspólnoty. Odróżnia ją wspólny cel; to, że wszyscy gromadzą się wokół Pana Boga. – Oaza uczy wartości, których świat nie akceptuje, przeciwnie, idzie pod prąd. Myślę, że daje większą pewność siebie – dodaje Katarzyna. 

    Z tej samej parafii co Kasia jest oazowiczka Maja Niedzielska, która tak opisuje swoje doświadczenie oaz wakacyjnych. – Kiedy pierwszy raz wyjeżdżałam na oazę, miałam sporo obaw. Dwa tygodnie, z kompletnie obcymi ludźmi, w zupełnie nowym środowisku. Jednak od tego czasu te dwa tygodnie stały się jednymi z najpiękniejszych, najważniejszych i najbardziej wyczekiwanych w ciągu roku. Wyjazdy na oazy letnie budują moją relację z Panem Bogiem, porządkują kontakty z ludźmi. Wpływają na sposób postrzegania świata – wskazuje. To dzięki rekolekcjom wakacyjnym i pracy w grupie, w parafii poznała lepiej swoje zdolności. – Tutaj zdałam sobie sprawę, że chciałabym pracować z grupą zawodowo, jako szkoleniowiec. Tutaj odkryłam, że mam ku temu predyspozycje – przyznaje Maja.

    Z „foską” na co dzień

    Takie młode osoby, jak Majka, Kasia i Anna doświadczyły dobrodziejstwa ruchu oazowego i na razie wiążą z nim swoją najbliższą przyszłość. Zaczynem dla innych w swoich parafiach może być także prawie 300 uczestników tegorocznych rekolekcji wakacyjnych z naszej diecezji. O ile jednak łatwo doświadczać wiary we wspólnocie, nosić „foskę” – symbolizującą „światło” i „życie”, gdy inni ją noszą, o tyle trudniej być oazowiczem na co dzień, w środowisku szkoły, na uczelni. Przed tymi trudnościami, które duchowe wzloty i zapał ewangelizacyjny zamieniają w szarą rzeczywistość, przestrzegał – i młodzież, i dorosłych – podczas dnia wspólnoty ks. Krzysztof Ruciński, moderator Ruchu Światło–Życie w naszej diecezji. Za krakowskim biskupem Grzegorzem Rysiem zwrócił uwagę na brak gorliwości, która wkrada się w kręgi Kościoła i przeszkadza w ewangelizacji.

    Inny problem wiąże się z tym, jak przenieść doświadczenia oazy wakacyjnej na cały rok formacyjny. Biskup pomocniczy z Krakowa, tak mówił na spotkaniu z moderatorami odpowiedzialnymi za Ruch: „jeśli za wszelką cenę będziecie chcieli to podtrzymać, to po tygodniu umrze. Trzeba to doświadczenie rozwijać. Zachować można jedynie przez pomnażanie”. W tym roku wszyscy oazowicze mają zadanie odkrywania „Radości Ewangelii”, jakie zostało wyznaczone w haśle kolejnego roku formacyjnego.

    – Papież Franciszek powiedział: Bez radości, albo nie jestem chrześcijaninem, albo jestem chory”. Chrześcijanin nie może być smutny! Czy jest taka radość ze spotkania z Chrystusem w nas księżach? Czy jest taka radość w nas animatorach? – to ważne pytania, jakie zadał oazowiczom ks. Wiesław Gutowski, proboszcz płockiej fary, i wieloletni moderator oazowy. O radości, która nie wynika z czynników zewnętrznych, ale właśnie z tego spotkania z Chrystusem, członkom Ruchu Światło–Życie przypominają teraz słowa piosenki tego roku formacyjnego. Warto ich posłuchać, nie będąc nawet oazowiczem: „Chrystusowe orędzie, obietnica uczniom dana/ Mroki duszy rozjaśnia, daje moc, by dalej iść./ Gdy otwierasz się na łaskę, która płynie ze Spotkania./ Tej radości nikt nie zdoła odebrać ci”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół