• facebook
  • rss
  • Tym ptakiem jestem ja…

    Agnieszka Małecka

    |

    Gość Płocki 35/2014

    dodane 28.08.2014 00:00

    Spacerujemy z gospodarzem po ogrodzie, w którym wśród zieleni poukrywały się jego rzeźby. Słucham odautorskiego komentarza do dzieł, o motywach: ptaka, rzeki i matki.

    Odnowiony w detalach ponadstuletni, drewniany dom w Czerwińsku i ogród spływający bujną zielenią aż do samej Wisły stał się dla rzeźbiarza Marka Brzozowskiego i jego żony Elżbiety ich miejscem na ziemi. On – w sercu ciągle płocczanin, ona – krakuska, przyjeżdżają z Warszawy do Czerwińska, by być bliżej rzeki, którą mają tu na wyciągnięcie ręki.

    Latem często ktoś zagląda w malownicze okna domu, który przycupnął przy samym chodniku, niedaleko ryneczku. Gospodyni nieraz wpuszczała do środka niespodziewanych gości. Kto pamiętał typowo mazowiecką, zapadającą się chałupę, która stała w tym miejscu, nie może uwierzyć, że można było sobie zadać tyle trudu, by wskrzesić ten dom. Spacerujemy z gospodarzem po ogrodzie, zaaranżowanym i pilnie doglądanym przez panią Elę. Stoi w nim kilka rzeźb jej męża. Słucham odautorskiego komentarza do dzieł, o motywach: ptaka, rzeki i matki. O symbolach lotu, wolności, ucieczki, które dominują w jego rzeźbach, wierszach i fotografiach.

    Ogród sztuki

    Artysta ma swoją tajemnicę, sięgającą wojennego dzieciństwa, ale nie potrafi jeszcze się nią dzielić. Wczesne lata spędzone w Płocku miały posmak słodko-gorzki. Wtedy jednak narodziła się jego miłość do Wisły. – Mieszkałem w Płocku, w kamienicy na rogu Tumskiej i Królewieckiej. Już mając 16 lat, pracowałem w Rejonie Dróg Wodnych na ul. Kolegialnej, dlatego do szkoły, do „Małachowianki”, musiałem uczęszczać wieczorowo. Niemal codziennie biegło się wtedy na dół, nad Wisłę – wspomina. Przy tej rzece rodziły się przyjaźnie; tą rzeką – bo tak było taniej – podróżował w latach 60. do Warszawy, gdzie studiował w Akademii Sztuk Pięknych, na której zdobył dyplomy magistra sztuki na Wydziale Rzeźby i Wydziale Architektury. W czerwińskim ogrodzie na trawie spoczywa łódeczka, gdzieś obok stoi oparty żagiel. Pan Marek pływa często z synem po Wiśle i oddaje się bezkrwawym łowom – za pomocą aparatu. Na jego zdjęciach chmury układają się w piękne formy, a niebo i woda często się przenikają – trochę tak jak tematyka i nastrój jego wierszy i rzeźb. Marek Brzozowski stworzył cały cykl prac związanych z wątkiem matki i dziecka. W czerwińskim ogrodzie stoi ceramiczna rzeźba wykonana ponad 20 lat temu podczas pleneru w Suchedniowie. – Ten ptak na ramieniu matki, który szykuje się do lotu, to dziecko. Krzyż, wpisany w formę, to krzyk, że „nigdy więcej wojny”. To protest, który siedział głęboko we mnie. Tym ptakiem jestem ja, w jakimś sensie uziemiony, a jednocześnie mający swoje marzenia, by odlecieć tam, gdzie mu ciepło – mówi artysta. Obok widać jego prace w drewnie sosnowym. – Ukochałem sosnę, bo gdy się ją otworzy, to odkrywa ona piękne słoje. Nie można jej natomiast traktować jak lipy, w której rzeźbimy dokładnie. Sosna tak łatwo się nie poddaje i wymaga ogólnego potraktowania formy – opowiada. W jego najnowszej rzeźbie w drewnie, którą pokaże już niedługo na wystawie, ledwo zarysowane postaci matki i dziecka wyłaniają się spod powierzchni niczym motyl w kokonie. – W tej rzeźbie sam spawałem wszystkie elementy. Widać w niej odbicia, zniszczenia powierzchni metalu. Te trochę poszarpane tarcze to samo życie, w którym trzeba odbijać od siebie zło – artysta komentuje inną pracę, wykonaną ze stali.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół