Nowy numer 16/2018 Archiwum

I pobożnie, i wesoło

O ukrytej za murami seminarium bibliotece w centrum Płocka z Katarzyną Kalińską, jej wieloletnią pracownicą, rozmawia Agnieszka Małecka.

Agnieszka Małecka: Niełatwo tu trafić. Czy z tej biblioteki mogą korzystać tylko księża?

Katarzyna Kalińska: Przez wiele lat była to biblioteka zakładowa, tylko dla studentów Wyższego Seminarium Duchownego i uczniów niższego seminarium, które także miało tutaj swoją siedzibę. Potem została otwarta dla studentów z innych uczelni, dla nauczycieli, a potem już dla wszystkich. Można skorzystać z czytelni ogólnej, teologicznej, ale można też wypożyczyć książki na miesiąc. Wypożyczamy do pięciu egzemplarzy na raz i nie pobieramy kaucji. Za pierwszym razem trzeba tylko zapłacić wpisowe 10 zł.

Czytelników ubywa czy przybywa?

Teraz – chyba podobnie jak w innych bibliotekach – widać, że czytelników jest coraz mniej. Pamiętam, że u nas najlepsze lata pod względem liczby użytkowników to był koniec lat 90. i początek kolejnej dekady. Mieliśmy wtedy średnio ok. 3,5 tys. czytelników i ok. 4 tys. wypożyczeń. Natomiast teraz mamy około 600 czytelników, a wypożyczeń 1000. Z zasobów biblioteki korzystało o wiele więcej osób świeckich, ponieważ istniało tu studium teologiczno-pastoralne. Poza tym kiedyś studenci musieli siedzieć dłużej w bibliotece, przepisywać, teraz najczęściej kopiują.

Księgozbiór tej biblioteki jest szczególny. Dominuje teologia...

Tak, dominują teologia i filozofia, ale nie tylko. Mamy też książki prawnicze, psychologiczne, pedagogiczne; są też klasyki literatury. Nie wszyscy o tym wiedzą. Dlatego czasem czytelnicy, którzy przychodzą do nas, są zdziwieni tym, że znajdują u nas książkę, której szukali w całym Płocku. W tej chwili mamy ok. 150 tys. książek i kilkaset tytułów czasopism. Te współczesne dostajemy nie w prenumeracie, ale często na zasadzie wymiany – powiedzmy, my wysyłamy „Studia Płockie”, a nam przysyłają np. „Studia Gdańskie” czy „Studia Gnieźnieńskie”.

Czym płocka biblioteka seminaryjna może się poszczycić?

Najcenniejsza część to, oczywiście, dział starodruków. W czasie wojny, niestety, księgozbiór został zdziesiątkowany i wywieziony do Królewca. Tylko część książek udało się odzyskać. W tej chwili mamy 1976 starodruków, 17 dokumentów rękopiśmiennych i 11 inkunabułów. Są skatalogowane, opracowane i przechowywane w specjalnej szafie z przesuwanymi półkami. Stopniowo też poddawane są konserwacji. Oczywiście jest też Biblia Płocka, obecnie eksponowana w Muzeum Diecezjalnym.

Księgozbiór tworzył się na przestrzeni kilku wieków, właściwie od początków istnienia diecezji płockiej. Skąd najczęściej trafiały książki?

Księgozbiór pochodzi głównie z darowizn, przeważnie od księży i od biskupów płockich. Po wojnie był on mozolnie odbudowywany. Na przykład książki, które tu trafiały w latach 50., były różne, bo brano wtedy wszystko. Zdarzały się „czarne owce”, ale nawet w takim przypadku warto, a nawet trzeba zostawić jeden egzemplarz. Jestem teraz na etapie aktualizacji tego księgozbioru. Każdą książkę się przegląda i uzupełnia opis. Jeżeli jest kilkanaście egzemplarzy książki, która jest nieaktualna, nie cieszy się zainteresowaniem, zostawiamy jeden, dwa egzemplarze, a resztę się usuwa, potwierdzając to specjalnym protokołem. W to miejsce wstawiamy nowe książki. Na razie mamy skatalogowanych ich ok. 30 tys. Przy okazji też wykonujemy katalog komputerowy.

Czego szukają u W as świeccy czytelnicy?

Studenci oczywiście najczęściej szukają podręczników, np. dużą popularnością cieszy się historia filozofii. Ale przychodzi też trochę osób starszych. Szukają książek religijnych, z zakresu duchowości czy dobrych powieści. Można powiedzieć, że mamy grupę stałych czytelników. Pamiętam pewną panią, która przyszła i zażyczyła sobie czegoś, co jest „pobożne i wesołe”. Na ogół jednak przychodzą czytelnicy, którzy wiedzą, czego szukają. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się księgi metrykalne, bo dzisiaj wielu ludzi poszukuje swoich korzeni, odtwarza drzewa genealogiczne. Przyjeżdżają do nas osoby z innych części świata, np. Polacy ze Stanów Zjednoczonych. To może jest moda, ale bardzo pożyteczna i cenna.

Jak zachęcić młodych ludzi do czytania książek?

Oni muszą to sami pokochać. Bo jest różnica siedzieć przed ekranem, a wziąć do ręki starą książkę, która specyficznie pachnie, ma pożółkłe karty i widać, że wiele osób przede mną już ją czytało. W naszej bibliotece jest jeszcze tradycyjny katalog alfabetyczny. Trzeba sobie wyszukać książkę, wypisać rewers. Dzisiaj oczywiście wiele rzeczy można też znaleźć w internecie. Ja należę do pokolenia, które jeszcze lubi czytać, dotknąć książki.• Więcej na: plock.gosc.pl.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma