• facebook
  • rss
  • Wielka zapomniana wojna

    Wojciech Ostrowski

    |

    Gość Płocki 30/2014

    dodane 24.07.2014 00:00

    Historia. W tych dniach mija 100 lat od wybuchu konfliktu zbrojnego, który na północnym Mazowszu pozostawił niezliczone mogiły, zniszczenia i nędzę. Wojennym wspomnieniom powinna towarzyszyć modlitwa o pokój na świecie.

    Kiedy echo zamachu w dalekim Sarajewie dotarło na północne Mazowsze, jego mieszkańcom wydawało się, że z zaistniałej sytuacji uda się znaleźć jakieś pokojowe wyjście. Gdy miesiąc później wybuch wojny stał się faktem, wierzono, że potrwa ona najwyżej kilka miesięcy. Pierwsza wojna światowa okazała się, o czym nie każdy dziś pamięta, niewyobrażalnym piekłem, także dla mieszkańców naszej diecezji.

    Rano „guten Morgen”, po południu „zdrastwujtie”

    Bezpośrednie sąsiedztwo Prus Wschodnich sprawiło, że północne Mazowsze stało się szybko najpierw najbliższym zapleczem, a następnie teatrem działań wojennych. Ich zapowiedzią były plakaty mobilizacyjne, które rozklejono w Płocku 30 lipca 1914 r. Ze łzami żegnano powołanych do carskiej armii mężów, ojców i synów. Pierwszymi symptomami wojny było pojawienie się na niebie niemieckich samolotów, wkroczenie niemieckich wojsk do przygranicznych miejscowości oraz orędzie biskupa płockiego Antoniego Juliana Nowowiejskiego. Zgodnie z powiedzeniem: „Jak trwoga to do Boga”, kościoły wypełniały się wiernymi, którzy masowo przystępowali do spowiedzi i Komunii św. Wieści o zbliżaniu się Niemców skłoniły rosyjskie władze do zarządzenia ewakuacji części mieszkańców wraz z personelem urzędniczym. Zaczęły się pojawiać panika i chaos, dochodziło do plądrowania sklepów przez carskich żołnierzy. Mieszkańcom dawała się we znaki samowola kozaków. Na Mazowsze przybywały oddziały m.in. z tak odległych zakątków Imperium Rosyjskiego jak Syberia czy muzułmański Turkiestan. Ich żołnierze dopuszczali się rabunków, niekiedy w przekonaniu, że są już w Niemczech. Ze wspomnień z tego okresu wyłania się obraz maszerujących w kierunku Prus Wschodnich olbrzymiej ilości kolumn carskiego wojska. Już w drodze na front żołnierze ci byli zmordowani długim marszem i „ledwie żywi z głodu, pragnienia i upału”. Po druzgocącej klęsce w bitwie pod Tannenbergiem, w sierpniu 1914 r., żołnierze ci w popłochu uciekali w przeciwnym kierunku. Linia frontu przesunęła się na Mazowsze, ale jej przebieg był bardzo zmienny. Wiele miejscowości często przechodziło z rąk do rąk i, jak to określił jeden z duchownych, trwał tam „ciągły kinematograf: rano »guten Morgen«, po południu »zdrastwujtie«”. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, o zajmowaniu miast decydowały często nieduże pododdziały. Tak było nawet w Płocku, gdzie przewijały się podjazdy kawalerii, pojawiały samoloty, nawet statki rzeczne z wojskiem. Ciechanów kilka razy przechodził z rąk do rąk, a Mława aż 14 razy.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół