• facebook
  • rss
  • Niech synod rośnie

    bp Piotr Libera


    |

    Gość Płocki 23/2014

    dodane 05.06.2014 00:00

    Wiara. Potrzeba nawrócenia, dialogu i otwarcia na młodych – oto przesłanie z IV sesji 43. Synodu Diecezji Płockiej.


    WvDziejach Apostolskich czytamy fragment dekretu Synodu Jerozolimskiego, w którym apostołowie, odnosząc się do uchwał, które podjęli, piszą: „Postanowiliśmy bowiem Duch Święty i my...”. Wskazują w ten sposób, że wszystko, co dobre i szlachetne w Kościele Chrystusowym – a z całą pewnością synody do takich od początku należą – dzieje się i powinno dziać się w mocy Ducha Świętego. Pragniemy więc zrozumieć, co mówi do nas dzisiaj Duch Pański; do czego przyzywa przez niedawną kanonizację Jana Pawła II; przez papieża Franciszka, gdy ten nawołuje nas do „nawrócenia duszpasterskiego”.


    W jakim Kościele żyjemy?


    Mówiłem o tym do księży podczas Mszy św. Krzyżma w tegoroczny Wielki Czwartek. Mówiłem bardzo mocno... Ale przecież „nawrócenie duszpasterskie” nie dotyczy tylko duszpasterzy – ono dotyczy całego Kościoła. 
Czym ono jest, czym powinno być? Franciszek odpowiada jak zwykle prosto i dobitnie: jeśli chcemy na początku tego tysiąclecia być wierni naszemu chrześcijańskiemu powołaniu, musimy odejść od duszpasterstwa nastawionego na konserwowanie istniejącego jeszcze do niedawna społeczeństwa – społeczeństwa złożonego niemal w stu procentach z osób wierzących. „Christianitas” – a więc forma społeczeństwa, w którym niemal wszyscy szli do kościoła, liczyli się z moralnością chrześcijańską, z czcią odnosili się do sutanny – rozpada się. Owszem, są jej okruchy, są wspólnoty w rodzaju kół Żywego Różańca czy rodziny Radia Maryja; w świeckich mediach ma ona jeszcze swoje „okienka”, ale w dominującej kulturze, w wielu miejscach pracy, w środkach masowej komunikacji, ba, nawet w wielu naszych rodzinach, uległa ona znacznemu osłabieniu. 
To właśnie ta sytuacja – podkreśla papież Franciszek – wymaga od nas „duszpasterskiego nawrócenia”. Podejmując je, musimy szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest nasz Kościół: instytucją, która przyjmuje interesantów, czy też matką, która szuka zagubionej owcy? Czy ewangelizują w nim ludzie naprawdę „zewangelizowani”? Czy potrafimy przekształcić się – ale nie ktoś tam, w Afryce, ale my, tu i teraz – w Kościół misyjny? Czy potrafimy przejść od Kościoła bijącego w dzwony do Kościoła „naciskającego dzwonki” ludzkich mieszkań i domów? Od Kościoła konserwującego dotychczasowy stan rzeczy do Kościoła, który pragnie wzrastać? Do Kościoła, w którym wszyscy ochrzczeni i bierzmowani są podmiotami ewangelizacji? Do Kościoła, w którym nauczycielka, biznesmen, właściciel dużego gospodarstwa, rzemieślnik, lekarz i adwokat „głosi – świadczy – wyznaje” Jezusa Chrystusa jako odpowiedź na głód, na pragnienie człowieka, aby być kochanym i wolnym; na głód i pragnienie, aby przeżyć przebaczenie i pojednanie? Do Kościoła, w którym odrzuca się grzech, ale kocha grzesznika, przygarnia się go w jego sytuacji i ofiaruje mu zbawienie? Do Kościoła – miłosiernego Samarytanina, który czyni się bliźnim poranionego człowieka, nie zważając ani na jego sytuację moralną, ani na wyznawaną religię, ani na pozycję społeczną, ani na partię? I to w tej perspektywie spoglądajmy na cały nasz synod!


    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół