• facebook
  • rss
  • Droga do przebaczenia

    Katarzyna Bachman

    |

    Gość Płocki 15/2014

    dodane 10.04.2014 00:00

    Jak daleko jest od rozwodu i nienawiści do przebaczenia i spotkania? Odpowiedzi na to pytanie szukają młode kobiety z grupy wsparcia przy rypińskiej parafii św. Stanisława Kostki.

    Ich grupa istnieje od pięciu lat. W piątkowy wieczór spotykam się z niektórymi kobietami (mężczyzn brak) należącymi do grupy. Są rozwódki, wdowy, kobiety niezamężne. Niektóre z nich mają dzieci, w tym niepełnosprawne. W grupie jest ich 19. Są młode i atrakcyjne, średnia wieku wynosi ok. 35 lat.

    Duch zadziałał

    Wszystko zaczęło się od spotkania Eweliny i Moniki, dawnych koleżanek ze szkoły podstawowej. – Dowiedziałam się, że Ewelina się rozwodzi i poczułam, że powinnam jej pomóc – opowiada Monika, jedna z założycielek grupy. – Wcześniej sama przechodziłam przez trudne chwile. Chociaż nigdy nie wyszłam za mąż, doskonale wiedziałam, co ona czuje. I choć ja miałam wtedy ogromne wsparcie mojej rodziny, rodził się we mnie bunt. Myślałam sobie: nie mówcie, że będzie dobrze, bo skąd możecie to wiedzieć? Skąd możecie wiedzieć, co ja teraz czuję? Dlatego kiedy dowiedziałam się, że Ewelina została sama, chciałam z nią porozmawiać. Teraz widzę, jak musiał mocno działać Duch Święty. Chociaż się nie przyjaźniłyśmy, gdy doszło do spotkania, okazało się, że rozumiemy się bez słów. Już wtedy zrodził się pomysł wzajemnej pomocy, ale nic się jeszcze nie wydarzyło.

    Minęło kilka lat

    Z Manchesteru wróciła Agnie- szka. Dała świadectwo wiary w kościele. Usłyszeli je rodzice Moniki, członkowie Kościoła Domowego, i dali impuls. Dziewczyny znowu się spotkały i przegadały wiele godzin. Znów poczuły, że świetnie się rozumieją. Zaczęła się formować grupa, której działalność oparto na nauczaniu Kościoła. Dom parafialny stał się miejscem comiesięcznych spotkań. Do  ks. Marka Smogorzewskiego, proboszcza parafii św. Stanisława Kostki, poszły we trzy: Ewelina, Agnieszka i Monika. – Wówczas wszystko wydawało mi się tak proste, może dzisiaj bym już tego nie zrobiła – wspomina Agnieszka. Ks. proboszcz przydzielił im opiekuna duchowego. Przygotowano ulotki informujące o powstaniu grupy, które księża rozdawali w rodzinach w czasie kolędy.

    Pomogły się pozbierać

    Pierwsze spotkanie tej grupy wsparcia odbyło się pięć lat temu. – Trudno było mi się otworzyć, bo musiałam przed obcymi osobami jeszcze raz zmierzyć się ze swoją przeszłością, z tym momentem, kiedy zostałam sama. W tych pierwszych chwilach towarzyszył nam ból i cierpienie. Każda z nas przeżywała to na nowo, ale też doskonale wiedziała, co czują inne – wspomina Agnieszka. Monika: – Czułyśmy się jak wśród swoich. Dziewczyny pomogły mi się pozbierać. I mimo że teraz nie jestem samotna, to dalej należę do grupy. Ewelina: – Będąc samotną i mając samotne koleżanki wiem, że nie jestem sama. Takie osoby lepiej się rozumieją. Grupa „Samotny Rodzic” daje przede wszystkim wsparcie psychiczne, ale także umacnia w wierze. Dla Eweliny była to wówczas droga do lepszego życia duchowego: – Po rozwodzie czułam się gorsza. Bałam się ludzi, bałam się tego, jak mogę uczestniczyć we Mszy św. Ksiądz opiekun pokazał nam, że wcale tak nie jest. Kościół pomógł mi poukładać wiele rzeczy. Asia zwraca uwagę na konieczność przebaczenia. – Jezus uczył kochać i przebaczać – mówi samotna mama. Dziewczyny dziś już wiedzą, że przebaczenie, do którego dochodzi się latami, uwalnia. Ale wiedzą także, że nie da się łatwo wszystkiego zapomnieć. Monika – pięć lat po rozwodzie – mówi, że wybaczyła byłemu mężowi, ale ciężko było jej modlić się za niego, gdy leżał w szpitalu. Agnieszka: – Jeśli kogoś nienawidzimy, to tak naprawdę ta osoba tego nie odczuje. To my będziemy nieść ogromny ciężar na naszych plecach, dopóki nie uświadomimy sobie, że trzeba się od tego bólu uwolnić. Nie będziemy szczęśliwi, jeśli nie nauczymy się prawdziwie przebaczać. Ja „męczyłam” się z tym, aby przebaczyć wiele, wiele lat, ale mi się udało. Dziewczyny organizują wycieczki, mikołajki, ogniska dla swoich dzieci, ale na spotkania przychodzą same. Nie chcą obarczać dzieci swoimi problemami, za to, jak mówi Monika, chcą uczyć je szacunku do ich ojców. – Nie ma co patrzeć w przeszłość. Najważniejsze jest to, co czeka nas dalej – dodaje Monika. Dlatego mottem grupy są słowa: „Szczęśliwy rodzic to szczęśliwe dziecko”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół