• facebook
  • rss
  • Podróż bez taryfy ulgowej

    Agnieszka Kocznur

    |

    Gość Płocki 14/2014

    dodane 03.04.2014 00:00

    Trzech śmiałków – pasjonatów rowerów – wyrusza na dwóch kółkach z naszej diecezji do Rzymu, aby dotrzeć na kanonizację Jana Pawła II. Przed nimi ponad 2 tys. kilometrów i wiele nocy spędzonych pod gwiazdami.

    Z błogosławieństwem bp. Piotra Libery i pielgrzymim certyfikatem, ale też ku dużemu niepokojowi swych żon wyjeżdżają do Włoch: Krzysztof Rybacki, Janusz Grzybowski i Waldemar Karpiński. Decyzję o pielgrzymce rowerowej na kanonizację Jana Pawła II podjęli wkrótce po ogłoszeniu jej daty. Choć początkowo mieli w planach inną wakacyjną podróż, zwyciężyła chęć uczestniczenia w tym rzymskim wydarzeniu.

    – Postanowiliśmy, że nasza pielgrzymka będzie votum za kanonizację papieża Polaka – wyjaśnia Krzysztof Rybacki z Płocka, członek Akcji Katolickiej. Jednocześnie przyznaje, że ta podróż będzie inna niż jego wcześniejsze. – Najgorsze będą noce, bo będziemy musieli uważać, żeby nie przemarznąć. W kwietniu pogoda lubi płatać figle, dlatego musimy być przygotowani także na zimę. Dużym wyzwaniem będą Alpy, ale nie będzie żadnej taryfy ulgowej. Jeśli trzeba będzie stawiać namioty na śniegu, to tak zrobimy. Jesteśmy na to przygotowani technicznie – dodaje. Trasa, którą muszą przebyć, biegnie przez czeską Pragę, Monachium, Bormio, Veronę, Pizę i wybrzeżem Półwyspu Apenińskiego przez Asyż do Rzymu. Liczyć będzie prawie 2100 km. – Po uroczystościach kanonizacyjnych pragniemy pojechać jeszcze na Monte Cassino, by złożyć kwiaty na grobach polskich żołnierzy poległych w bitwie w 1944 roku – dodaje pan Krzysztof. Wyjazd z Płocka cykliści zaplanowali na 5 kwietnia, po Mszy św. i złożeniu kwiatów pod pomnikiem Jana Pawła II. – W czasie takich długich wypraw mało korzystam z noclegów na kempingach. Pozbawiłbym się największej przyjemności takich podróży i obcowania z naturą – mówi Rybacki. Cyklistów będą więc czekać noce gdzieś na skraju lasu, w większych zaroślach, aby za bardzo nie rzucać się w oczy. W 2012 r. Rybacki pokonał samotnie trasę do Rzymu. Jak mówi, nie był wtedy sam – bo zawsze jedzie z Panem Bogiem. Jechał wtedy z misją: prosił Boga, aby młodzi ludzie zawierali sakramentalne związki małżeńskie, zamiast żyć latami w nieformalnych związkach. Podróż trwała 19 dni, a codziennie cyklista pokonywał około 150 kilometrów.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół