• facebook
  • rss
  • To grozi… szczęściem

    Agnieszka Małecka

    |

    Gość Płocki 09/2014

    dodane 27.02.2014 00:00

    Te osoby, które go przyjęły, mówią: – to najpiękniejszy dar. Za nim idą wolność i miłość.

    Czy abstynenci to już gatunek na wymarciu? Niekoniecznie. Są mniej widoczni, bo nie obnoszą się ze swoim wyrzeczeniem. Wiedzą też, że nic nie da moralizowanie. Dziś potrzebna jest inna strategia. Trzeba nauczyć innych spojrzenia na abstynencję przez okulary radości, a nie cierpiętnictwa – zdają się mówić kobiety, które abstynencję wpisały do swojego życia jako ważny, a nawet decydujący element.

    Zrób coś z tym!

    Halina i Ryszard z Golubia-Dobrzynia odliczają już 15. – szczęśliwy rok w Krucjacie Wyzwolenia Człowieka. – Wtedy Pan Bóg nas uratował, wyciągnął z naszych problemów i dał spotkanie ze wspólnotą Domowego Kościoła. To było w Winnicy. Zobaczyliśmy tam ludzi, którzy byli radośni, otwarci – wspomina pani Halina. Czym jest Krucjata Wyzwolenia Człowieka, której inicjatorem był sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki? To propozycja skierowana w równym stopniu do tych, którzy mają problem z alkoholem, jak i do ludzi wolnych od nałogów, o czym czasem się zapomina. Jej główną ideą jest dobrowolna i całkowita rezygnacja z picia alkoholu pod wszelką postacią, a także z kupowania i częstowania nim w swoim domu. Kluczem do niej jest już sama nazwa. „Krucjata” wskazuje na krzyż, który jest znakiem zwycięstwa i miłości, a „wyzwolenie” to właściwie jej cel i sens. – Krucjata naprawdę wyzwala! – mówi z przekonaniem pani Halina. Nie tyle od samego alkoholu, jako rzekomo złego i niszczącego środka, bo nim tak naprawdę nie jest, ale od zwyczaju picia, który w milionach polskich domów przez lata przybrał formę nieuporządkowaną i stał się przyczyną wielu dramatów. Tak było i w domu pani Haliny. Przez całe lata próbowała sama walczyć z uzależnieniem męża; kończyła nawet kolejne kursy i szkolenia, co wiązało się z uciążliwymi wyjazdami. – Pierwszym krokiem ku wyzwoleniu było to, że Rysio po prostu już nie chciał tak żyć. Prosił Boga: „Zrób coś z tym!”. Na rekolekcjach to on sam chciał wstąpić do Krucjaty, ja nie za bardzo. Byłam jeszcze zdystansowana od Pana Boga. Ale mąż zapytał mnie w kościele: „Pomożesz?”, a ja nie miałam wyjścia, zgodziłam się. To była chęć niesienia pomocy drugiemu człowiekowi – opowiada pani Halina, która razem z mężem jest odpowiedzialna za jedną z diakonii wyzwolenia DK w diecezji płockiej. Dziś mówi o abstynencji z całym przekonaniem: to nie jest żadna walka, to ciągła radość!

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół