Nowy numer 16/2018 Archiwum

Spod serca na ołtarze

Rozmowa z Marianną Popiełuszko

Zmarła przed kilkunastoma dniami matka bł. ks. Jerzego najprawdopodobniej nigdy nie była w naszej diecezji. Wielu ją jednak spotkało. Młodzież z III LO odwiedziła ją w ubiegłym roku w jej domu. Jej spojrzenie i słowa, poczucie humoru i wielki pokój towarzyszyły stawianym pytaniom i jej odpowiedziom.

Młodzież: Jakim synem i uczniem był ks. Jerzy? Czy sprawiał jakieś problemy?

Marianna Popiełuszko: Średnio się uczył, ale miał powołanie, chciał być księdzem. U mnie wszystkie dzieci były dobre, nikogo nie biłam. Ale też moje słowo było twarde: mówiłam „masz to robić i koniec”. Ja kupowałam to, co uważałam, że dla nich jest potrzebne. Zdanie rodziców było stałe. Dzieci u nas nie narzekały, że chciały coś innego. Bez wymówek przyjmowały to, co im dawaliśmy. Było posłuszeństwo w domu. W każdą niedzielę 5 kilometrów szliśmy do kościoła. On od Pierwszej Komunii św. był ministrantem. Odtąd jego miejsce było zawsze przy ołtarzu.

Jak się zrodziło w nim powołanie?

Najważniejsze, kiedy matka nosi dziecko pod sercem i prosi o tę łaskę, to dziecko pójdzie drogą z powołania.

Czy ks. Jerzy często przyjeżdżał do rodzinnego domu?

Przyjeżdżał na „dzień dobry” i „do widzenia”, bo wciąż z młodzieżą wyjeżdżał.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma