• facebook
  • rss
  • Trampolina do zdrowia

    Agnieszka Małecka

    |

    Gość Płocki 48/2013

    dodane 28.11.2013 00:00

    Są kolorowe, wyposażone w sprzęty kojarzące się raczej z zabawą niż nauką. Czy powstające w szkołach sale integracji sensorycznej to edukacyjna moda, czy jednak forma koniecznej pomocy dziecku?

    Fakt, że ktoś może bez trudu malować, pisać albo, dajmy na to, stać na jednej nodze, zawdzięczać może właściwie rozwiniętym i skoordynowanym trzem zmysłom: dotyku, równowagi i „czucia” ciała. Ten ostatni na przykład pozwala na wykonywanie ruchów bez udziału wzroku. Jednak, jak zauważają nauczyciele terapeuci, coraz więcej dzieci ma problemy z tzw. integracją sensoryczną, to znaczy, że nie rozwinęły dostatecznie trzech zmysłów, nazywanych podstawowymi. Mogą im w tym pomóc specjalnie wyposażone sale.
Niedawno taka pracownia została otwarta w Zespole Szkół Specjalnych w Goślicach czy w Szkole Podstawowej nr 18 w Płocku w ramach projektu napisanego przez nauczycielki, zgłoszonego do Budżetu Obywatelskiego. Kolejna płocka szkoła z oddziałami integracyjnymi stara się o nią w drugiej jego edycji. Salą sensoryczną dysponują też m.in. placówki specjalne w Makowie Mazowieckim, Ciechanowie czy Płońsku.


    Przerwać łańcuch deficytów


    – Jeszcze kilka lat temu można było mówić, że to jest pewna moda, która dotarła do nas z Zachodu, ale dzisiaj to już konieczność. Z moich obserwacji wynika, że teraz dzieci mają ogromne zaburzenia w sferze sensorycznej, które bardzo utrudniają im funkcjonowanie w szkole – zauważa Anita Kurowska, dyrektor Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego im. ks. J. Twardowskiego w Makowie Mazowieckim.
– Sale sensoryczne na pewno stały się w pewnym stopniu modne, ale jest to mądra moda – mówi z kolei terapeuta Agnieszka Palińska, prowadząca zajęcia metodą integracji sensorycznej i innymi metodami wczesnego wspomagania rozwoju w Zespole Szkół nr 3 w Płońsku. Trafiają na nie dzieci z różnymi zaburzeniami, np. równowagi, koordynacji ciała, dzieci ze zdiagnozowanym ADHD i autyzmem. W sali sensorycznej uczą się tego, czego nie rozwinęły w sposób naturalny.
– Dziecko w normie intelektualnej, które otrzymało wystarczające bodźce w życiu płodowym i wczesnym okresie życia, w naturalny sposób uczy się dotykać, ssać, potem pełzać, raczkować. Prawidłowy rozwój powinien zakończyć się około siódmego roku życia – wyjaśnia Agnieszka Palińska. Jeśli jednak dziecko ma deficyty w tym zakresie, to w przyszłości, mimo właściwego rozwoju intelektualnego, będzie miało problemy z prawidłowym poruszaniem się, mową, słuchem, pisaniem i czynnościami codziennymi. To pewien łańcuch, w którym jeden niedobór pociąga za sobą drugi, poważniejszy.


    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół